Zupelnie przypadkiem jednego dnia dwie produkcje polskie. Miasto 44 i serial Czas Honoru. Na pierwszy film czekalam z niecierpliwoscia a Time of Honor pokazywano na szkockiej telewizji. Czula sie ciocia troche zdezorientowana tym, ze mowia po polsku w tej telewizorni. Film Miasto 44 to luzna wg cioci interpretacja Powstania Warszwskiego. Zas Czas Honoru to juz kontynuacja heroicznych postaci i walecznosci dzieci Warszawy. Kontynuacja z cyklu Kolumbowie. Z tym, ze Czas to produkcja miedzynarodowa i silny nacisk od razu kladziony jest na zrzut Cichociemnych nad Polske.
Miasto 44, mlodego rezysera jana Komasy, przeznaczona jest do mlodych uzytkownikow komputerow. Wiec po komiksach i grach komputerowych, przyszla pora na rabanke kinowa. mamy gwalty, rozboje, sluby rownoczesnie z pogrzebami, muzyke techno, ujecia z Matrixa, krwawe porachunki i niehonorowe zagrania. Komasa nie mitologizuje powstania. Krwawa miazga jest przyjeta dla gimnazjalistow dla weteranow powstania juz nie. Ci, maja zal do rezysera, ze za duzo przeklec i nigdy nie mogli by pomyslec o kochaniu sie wsrod zgliszczy! tak na prawde to nie sadze tak i znam reguly mlodosci i krew nie woda a majtki nie pokrzywy. Nie mowie, ze kochano sie nalogowo ale czemus te szybkie sluby chyba sluzyly i jak sie tu nie pokochac gdy ma sie przed soba moze dzien zycia?
Wreszcie mamy, pokazane sceny egzekucji, samobojstwa i krwawy deszcz kawalkow rozrzarpanych cial. Oczywiscie mozna sie przyczepic, ze to Quentin Tarantino i za duzo zapozyczen ale w jednym sie zgodze. Ze zakochanych kule sie nie imaja. Scena zblizenia glownych bohaterow jest bardzo sugestywna i nie dopatruje sie tu udziwnienia. Jestem przygotowana na zmiany klimatu i owszem zdziwilam sie, ze leci piosenka Czeslawa Niemena - Dziwny jest ten swiat ale nie zazenowana.
Ja sie ciesze, ze powstaja takie produkcje by chocby podawac mlodziezy wiedze o historii i to w sposob juz nowoczesny.
Czas Honoru, serie 5 nigdy nie ogladalam, jestem zatem po pierwszym odcinku i na razie jest dobrze. Czytam, ze bedzie cukierkowato i raczej jest bo Cichociemni to sznyt londynski i bardzo, wypasiony. Czy bedzie tak dalej? Nie mam pojecia. Co najwazniejsze po publikacji w bibicowni pora na daleka polnoc. Szkocyje- by uswiadomic, ze Polacy ze szkolen w Perth nie tylko porywali owce i ja zjadali i rowery, krore porzucali ale takze i Ci, ktorzy sie do czegos nadawali.
Tego dowiadujemy sie z Wikipedii na temat Czasu Honoru.
Do 2014 powstało sześć 13-odcinkowych serii oraz jedna 12-odcinkowa. Akcja serii I, II i III rozgrywa się wiosną, latem i jesienią 1941 roku[2][3]. Akcja serii IV toczy się od kwietnia do czerwca 1944 roku. Miejscem akcji jest Warszawa, w tym getto warszawskie, a także tereny Generalnego Gubernatorstwa,Anglii, Włoch i III Rzeszy. Akcja serii V toczy się w końcowym okresie II wojny światowej i tuż po jej zakończeniu, od kwietnia do lipca 1945 roku na terenie Polski Ludowej oraz Czechosłowacji i Niemiec Zachodnich w strefie amerykańskiej podczas okupacji alianckiej. Akcja VI serii toczy się nadal w Polsce, a ponadto w Monachium i Londynie. Akcja w seriach od I do VI stanowi chronologiczny rozwój fabuły. Taka prawidłowość została zmieniona w serii VII, która w zamierzeniu ukazuje wydarzenia z powstania warszawskiego w 1944[4].
Tak czy inaczej i Czas Honoru i Miasto 44 polecam.
Jesli film powstaje z reki Tima Burtona to oczywiscie dostajemy potezny zastrzyk, gdzie zawsze jest Johnny Deep i Helena Bonham Carter. Pokrecone pomysly i irytujace zgrania. Ale nie. Dostajemy zgrabny film i to trzymajacy sie kupy. W dodatku ze swietnymi aktorami jak Amy Adams i Christoph Waltz. Big Eyes, bo o nim mowa to historia malarki Margaret Kane i jej meza Waltera. Dramat i komedia w jednym. Big Eyes to historia wielkiego przekretu i wielkiego komercyjnego sukcesu. Margaret to wrazliwa neurotyczka, marzycielka i troche oderwana od rzeczywistosci mloda amerykanka. Niesmiala matka paroletniej dziewczynki. Gdy opuszcza meza, wyjezdza do San Francisco. Tam probuje sila jako uliczna portrecistka. Wreszcie poznaje mezczyzne swojego zycia. walter, to tez uliczny malarz. Szczyci sie pobytami w Paryzu i rozlegla wiedza na temat zycia i sztuki. Mlodzi szybko sie pobieraja i wyjezdzaja na Hawaje.
Tam zaczyna sie proza zycia i wkrotce Walter proponuje by Margaret malowala do niego. Sukces przychodzi szybko. Intryganctwo Waltera nie zna granic i zaczyna sie miotac w klamstwach.
Gdy wreszcie mowi dosc. Postanawia ukarac meza i wytacza mu proces. Rozprawa to komedia. Sedzia i lawa przysieglych proponuje by malzonkowie na sali rozpraw cos namalowac. Okazuje sie, ze Walter nie umie malowac a swoje wczesniejsze dziela kupowal od artystow z Paryza. Bo sam tam nigdy nie byl.
Dlaczego pisze o tym filmie. Po pierwsze uwielbiam Christopha Walza. Po drugie to biografia. Po trzecie to sztuka, kicz, z ktora spotkalam sie juz wczesniej. Ten kicz to pocztowki dzieci z wielkimi oczami. Zawsze smutne na tle przygnebiajacej glebi lub budynkow.
Sprawa pomyslu na litografie, kalendarze, pocztowki, plakaty, okladki. Slowem wszystko co mozna sprzedac. Walter Keane byl naprawde dobrym PR i swietnym sprzedawca. I nie zgodze sie ze stwierdzeniem, ze Margaret byla az tak mocno wykorzystywana. owszem stracila swoje dobre imie ale godzila sie na klamstwo. Nie wytrzymala i dowiodla sprawiedliwosc. Moze i przy pomocy Swiadkow Jehowy, do ktorych dolaczyla. a moze juz nie chciala dzielic sie pieniedzmi.
Rezyser- Tim Burton jest wielkim fanem Margaret Keane i wiekszosc jej dziel ma w swojej kolekcji. stad pomysl na film i na ponownie wypromowanie Wielkich Oczu.
Film Wielkie Oczy polecam. To jak zawsze wirtuozeria gry Waltza. W jednej scenie zagrala malarka Margaret Keane a galerie i galerie wielkich slaw polecam by jak zwykle ogrzac sie w blasku gwiazd.
EXCLUSIVE: 'Big Eyes' painter Margaret Keane on how her husband Walter - who stole her work and scammed America - was even 'nuttier' than Tim Burton's movie portrayal
Margaret Keane painted the wide-eyed waifs made popular in the '50s and '60s
Her husband Walter claimed her work as his own - and kept her locked up while he sold the paintings to celebrities
She was awarded a $4m settlement in court in 1986 - but never saw a penny
Their story is now the subject of new movie, Big Eyes, starring Amy Adams and Christoph Waltz, who have both won Golden Globe nominations
Margaret tells MailOnline: 'Walter would have enjoyed every minute of it - all he cared about was being a celebrity'
For years, Margaret Keane was kept behind locked doors - painting the pictures of the wide-eyed waifs that made her husband Walter Keane an art sensation.
Feted by celebrities during the 1950s and 60s, Walter, ever a showman, took credit for his wife's work until Margaret found the courage to come forward and tell the truth.
Her story is told in new movie Big Eyes, which premieres tonight in New York. Amy Adams plays Margaret, while Christoph Waltz is the controlling, egomaniac Walter. Both actors have won Golden Globe nominations for their work.
In a softly spoken voice, Margaret, now 87, tells MailOnline: 'I think Walter would have enjoyed every minute of it - all he cared about was being a celebrity, and of course,' she muses: 'he would have just claimed he was an artist until the very end, he would have loved the attention.'
Scroll down for video
+11
Art mirroring life: Amy Adams with painter Margaret Keane, whom she portrays in new movie Big Eyes
+11
Famous: Margaret Keane is famous for her depictions of big-eyed children, as seen in Beach Bums II
She adds: 'Christoph did a wonderful job, I think he's portrayed Walter exactly as he was, but I think Walter was maybe a little crazier!
'He doesn't go over the top enough to show how nutty my husband was - but he had to make it believable.'
Christoph did a wonderful job...but I think Walter was maybe a little crazier!'
- Margaret Keane
With a soft chuckle, Margaret says: 'I think Christoph thinks HE did the paintings now!'
After viewing the movie, directed by Tim Burton and produced by The Weinstein Corporation, Margaret admits: 'It was a very emotional experience, it was very traumatic to see it.
'To see it so big and intensified, it was quite an experience. I cried and I laughed and then I cried again, I really was in shock for about two days afterwards.
'My daughter had the same reaction, she was in shock too - it made it all come back alive to us. It was really emotionally overwhelming.'
But, she says: 'It really is wonderful to have the whole truth come out and it's very satisfying to have it really portrayed like it really happened.'
+11
Locked up and forced to paint: Although this November 1961 photo shows Walter and Margaret Keane busy painting actress Natalie Wood in her Bel Air home, they would divorce four years later and Margaret would tell how she was locked up while Walter took credit for her work
+11
Lifelike: Christoph Waltz and Amy Adams as Walter and Margaret Keane in Big Eyes. Margaret says: 'I think Walter would have loved it...all he cared about was being a celebrity'
+11
Egotistical: Margaret Keane was awarded $4 million in court in 1986 - but has never seen a penny
Margaret met Walter in 1955 when he charmed her at an outdoor art exhibition in San Francisco.
Divorced, with a daughter, they soon married - and soon Walter was passing off Margaret's paintings of the sad children as his own, along with the story that they were based on youngsters he had seen in postwar Berlin in 1946.
One night, Margaret accompanied her husband to San Francisco beatnik cub, The Hungry i, where Walter sold the paintings as comics such as Bill Cosby and Lenny Bruce performed on stage. i
+11
Behind the smiles: Walter Keane could not paint - but took credit for his wife Margaret's portrayals of wide-eyed children that became beloved by celebrities. The couple are pictured in 1963
+11
Art elite: Diana Picasso, a granddaughter of the artist (right) joins actress Meredith Ostrom (left) at a Manhattan screening of Big Eyes earlier this month
+11
Feted: Eileen Guggenheim (left) attends the screening of Big Eyes
Walter, it must be said, could not paint, a fact Margaret would seize upon, when finally in a court case in a 1986 - 21 years after they divorced - she was declared to be the true creator of the paintings.
The verdict came only after a judge asked both Margaret and Walter to paint in court. Walter claimed he had a sore shoulder and could not pick up a brush.
Margaret was awarded $4 million, but she never saw a penny of it as Walter, an alcoholic, had drunk his fortune away. A court psychologist diagnosed him with a rare mental condition called delusional disorder.
Walter died in 2000 and making the decision to turn her life story and what was once so painful into a movie, was not an easy decision, Margaret says.
+11
Stars: Director Tim Burton, pictured left, with Amy Adams, center, and Christoph Waltz, right, was a big collector of Margaret Keane's work before he embarked on the project
+11
Art world: Larry Gagosian, Chrissie Erpf and Christoph Waltz
'It was difficult. I turned down four or five other offers and then the writers Scott Alexander and Larry Karaszewski came to me and I trusted them to do it the way I wanted it done, and we started talking and I liked what they did.
Now a committed Jehovah's Witness, Margaret - who has a cameo as a little old lady sitting on a park bench in Big Eyes - says: 'I would like to think all our gifts and talents and abilities come from God.
'When I was married to Walter, I did rely on my faith, at that time I hadn't yet become a Jehovah's witness, so I didn't know HIS name, but I knew there was a God.'
Margaret still paints every day 'when I can' at her home in Napa, Northern California.
Oscary to nie tylko bogactwo, blichtr i glupota to takze i powazne choroby. Pierwsza to alzheimer okreslony w filmie Still Alice. Drugi to Foxcatcher ze Stivem Carrellem roli glownej jako schizofrenika. Nie wiem co juz gorsza. To i to wymazuje pamiec. Od postaci otepienia do rozszczepienia pamieci w schizofrenii. Jullianne Moore mowi, ze wolalaby miec raka. Przynajmniej jestes swiadoma swoich reakcji- poczynian. Tu i tu grozi tobie niebezpieczenstwo. Nie panujesz nad soba. Zapominasz kim jestes, co robiles, co chcesz zrobic. Chcesz umrzec jak Alice. Masz gotowy instruktaz jaki sobie przygotowalac za swiadomego zycia. Ale nie mozesz zrobic uzytku z pastylek jakie posiadasz. Bo zapominasz po co przyszlas do komody i obserwujesz inne przedmioty w szufladzie. Foxcatcher przeklina konie, ktore jemu i jego rodzinie przyniosly fortune. Budujesz wspanialy budynek i stajesz siee nagle trenerem ekipy zapasnikow. W utracie pamieci - zabija ale nie wie po co?
Kazda choroba przebiega inaczej i Bog jeden raczy wiedziec co siedzi kazdemu w glowie. Co tam jest ukryte albo co moze sie urodzic. Ciocia poznala swietnie oznaki i demencji starczej i miazdzycy. Truchleje na samo wspomnienie, ze glowa to niewyobrazalny ocean mozliwosci wybrykow ze strony mozgu. Zatrzymuje ci sie pamiec na pewnym wydarzniu. Nie mozesz nic w stanie zrobic, zapominasz, lezysz nieruchomo, Krzyczysz, ze obcy cie porywaja. Gdy tak naprawde podnosi cie corka. Ale to nie ona. Ona byla mala. A znajdujesz sie tak naprawde w nie swoim domu a jesli cie zamkna uciekasz.
Mozna sobie wyobrazic taka sytuacje, ze masz skleroze. Najblizsi lub sama oddajesz sie w reke pielegniarzom, do ktorych zwracasz sie po polsku. i chcesz uciekac, gdzies, gdzie nie wiadomo gdzie.
Pierwsza opcja to taka, ze opiekunowie beda takze, ze spoko koko kraju. Druga opcja to, ze niedozywasz i naprawde wolisz miec raka!
Foxcatcher i Still Alice polecam goraco. Julliane Moore i Steve Carell nominowani sa do glownych roli, w tegorocznych Oscarach, w kategoriach odpowiednio - zenskiej i meskiej. Jullianne musi dostac - bez dwoch zdan. Oba filmy nie sa wspaniale na wieczory bez stresu. One sa cholernie smutne i przygnebiajace ale swietne. Po prostu zloto!
Foxcatcher, film oparty na prawdziwych wydarzeniach przypadku Johna E. du Ponta
Przeglad filmow nominowanych do Oscara 2014 trwaja. Po Niezlomnym, Amerykanskim Snajperze, Uprowadzonej 3, Birdmanie, Into the Wood, Selmie czas na te dwa ostatnie z ekstrabonusem.
Po zachwycie na tymi pierwszymi dodam do kolekcji Selme. Bo to film polityczny i biografia. Dzieje pewnego wydarzenia z zycia wielebnego Martina Lutra Kinga. Mozna tak powiedziec bo i King tam odgrywa najwieksza role.
Selma w rezyserii Avy DuVerneya w rolach glownych widzimy Davida Oyelowo. Oczywiscie produkcja zajela sie Oprah Winfrey, ktora jak juz wspomnialam czego sie nie tknie to jak Midas wszystko zamienia sie w zloto. Ma szczescie kobieta, bo i Zniewolony rok wczesniej byl niezly. Nie mozemy nie pamietac takze o Kolorze Purpury, jednym z najwazniejszych filmow o rownouprawnieniu czarnych w Stanach Zjednoczonych Ameryki Polnocnej. Film co az dziw bierze nie wyrezyserowal Spike Lee a Oyelowo nie dostal nominacji do Oscara za najlepsza role meska. Szkoda, film dobry ale ze, afroamerykanie to Oscara niet tak jak i prawie zerowy odsetek kobiet jako wystepujace i majace cos do powiedzenia. Ba wiadomo, ze kobieta glosu nie ma tak i jest w tym wielkim Hollywood, gdzie niesprawiedliwosc plac i pozycji kobiety w spoleczenstwie rownie ma sie jak niedzwiedz do pszczolki. Bardzo brzydki to temat ale kochani ja nie o tym dzis.
Selma to male senne miasteczko w stanie Alabama. Tam odbyly sie marsze rownosciowe zrodzone przez aktywistow takich jak James Bevel, Hosea Williams, Martin Luther King i John Lewis. Wszystko mialo miejse w roku 1965 roku. Bohaterowie tak jak i animacja sa gorzkie w pojmowaniu. Dlaczego? Moze to gospel ich tak wyciszalo albo i niszczylo wreszcie.
Chrzescijanska zasada, ktora King wprowadzil to nieposluszenstwo obywatelskie. Z ta filozofia spotkal sie jeszcze na studiach w Morehouse i celowo wprowadzaja ja w zycie. King przeczytal dzielo Henry`ego Thoreau, Obywatelskie nieposluszenstwo. Niestosowanie przemocy natchnelo Martina Luthra Kinga takze wyklady mahatmy Gandhiego. Stawianie czola zlu to wciaz za malo. Po marszach brutalnie rozpedzanych przed wydarzeniami w Selmie zdarzylo sie na Poludniu bojkot 11 - sto miesieczny autobusow, ktore zrezygnowaly z segregacji rasowej na pokladach pojazdow. Kres jakimkolwiek oddechom wolnosciowym zadal cios zamordowania prezydenta Roberta Kennedy`ego w Dallas. 2 lipca 1964 roku Ustawa o Prawach Cywilnych (The Civil Rights Acts) z 1964 roku zostala uchwalona przez Kongres. Ten akt prawny zakazywal rasowej dyskryminacji w miejscach publicznych oraz w prawach do glosowania.
(W 1965 roku King poprowadził kolejną kampanię w miejscowości Selma, w stanie Alabama, gdzie czarni mieli trudności z rejestracją w urzędach wyborczych. To wtedy King wprowadził swoją taktykę, jak ja nazywał, "twórczego napięcia", czyli sprowokowania rasistów do użycia przemocy wobec pokojowych demonstrantów. w ciągu siedmiu tygodni do aresztu trafiło dwieście osób, również dr King. w tym czasie rozmyślnie przez policjanta, jak zeznał przed śmiercią, został zabity czarnoskóry mężczyzna. Na znak protestu King postanowił zorganizować marsz z Selmy do stolicy stanu Montgomery. Pochód został jednak brutalnie rozpędzony przez policję. King podjął wyzwanie po raz drugi, ale kiedy do akcji znów wkroczyła policja sam zarządził odwrót. Ponieważ w ten sam dzień zamordowano jednego z pastorów sąd zgodził się na zorganizowanie marszu. Kiedy po pięciu dniach pochód dochodził do Montgomery, szło w nim nie dziesięć tysięcy, lecz pięć razy więcej uczestników. Kolejna kampania Kinga zakończyła się sukcesem. Pod jej wpływem przyspieszona została rejestracja czarnych wyborców na Południu, a Kongres uchwalił kolejną ustawę, kładąc kres dyskryminacji wyborczej).
Film Selma poreczam z reka na sercu. warty obejrzenia i nie tylko ze wzgledu na kolor skory.
Uprowadzona 3. Byl Uprowadzona 1, potem 2 teraz 3 i bedzie Uprowadzenie Wnuczki. Wiec domyslacie sie co film zawiera i na jaka jazde zabiera nas Luc Besson. Warto, zwlaszcza irlandzki akcent Liama i kamera Bessona. Cos dodac. Swietne kino akcji, zeby sie nie przejmowac i zeby po trudnym dniu z drinkiem dac sie...uprowadzic.
i teraz juz nie wiem co bedzie! Birdman i Into the Wood. Chrystusie Njebieski co to bylo? Birdman i tytulowy Michael Keaton, Batman. Starzejacy sie aktor, ktory ma dar lewitowania i zrzucania przedmiotow na nielubiane osoby. Tyle wstepu. reszta nie do strawienia. Tak samo jak sie szykowalam do Meryl Streep w Into the Woods a tu nie dosc, ze musical to jeszcze poplatane losy bohaterow bajek wiec mamy piszczacego Czerownego kapturka, Zla wiedzme, Kopciuszka, Jasia i magiczna fasola.
Tu mam wyjasnienie o co chodzi w bajce z wikipedii - Popularności tej bajki dowodzi jedna z nazw windy kosmicznej (ang.Beanstalk).
Jak sie na cos czeka, to mozna sie srogo zawiesc. Tako rzecze ciocia i odradza juz ta,,, bajke???
Tak samo jak i dzisiejsze horrory w obrazie - The Atticus Institute. Film wzorowany na dokument. ma przy tym nadac ton powaznosci i para naukowego wyjasnienia zjawisk niewytlumaczalnych. mamy grupe naukowcow, ktorzy przeprowadzaja szereg eksperymentow z dziedziny telekinezy i innych. Kiedy na oddzial przyjeta jest dziwna kobieta ma to znaczyc, ze juz nie wiedza co maja robic. Kobita siedzi i przesowa a to krzeslo a to karty. Ludzie!!!
To co ciocie zaciekawilo to film, Niezlomny - jak juz wiecie. Angelina Jolie swietnie wykreowala biegacza Louisa Zamperiniego jakby to on wygral mistrzostwa swiata. Tak sie jednak nie stalo. Co ciekawsze nie mozna filmowi zarzucic, ze nie jest wiernie zrobiony. Otoz sam bieg i sam stadion jest dobrze zrealizowany. Dodatkowo wsrod biegaczy obo Jacka O`Connella widac zawodnika z flaga bialo- czerwona. To Jozef Noji z Peckowa obok Obrzycka w powiecie Czarnkowskim kolo Poznania. Na olimpiade do Berlina pojechal w zastepstwie janusza Kusocinskiego- tego Kusego, ktory byl tam jako korespondent prasowy. Noji zwyciezyl w klasyfikacji finalowej na piatej pozycji a Zamperini byl 8!
Cudowna i zapomniana postac. Szkoda, ze nikt o Noji nie mowil a tylko Janusz Kusocinski rzadzila przez tyle, tyle lat. Wreszcie i Jozef Noji (szkoda, ze nie ma filmu o nim i chyba nie bedzie bo nie mamy swojej Angeliny Jolie).
Przystanmy na chwile i zapoznajmy sie z legenda biezni jakim byl Jozef Noji.
1935 r. Józef Noji na mecie biegu Narodowego o Puchar "Raz, Dwa, Trzy" na dystansie ok. 4500 metrów. (NAC).
Bohater najnowszego filmu "Niezłomny" Angeliny Jolie, amerykański biegacz Louis Zamperini, na bieżni igrzysk olimpijskich w Berlinie w 1936 roku walczy z grupą zawodników z całego świata. Wśród nich - człowiek z białym orłem. To Józef Noji z Pęckowa, wioski pod Poznaniem. Z życiorysem równie dobrym na film.
Teraz, po filmie "Niezłomny" (Unbroken), którym reżyserująca go Angelina Jolie podbija świat, Louisa Zamperiniego znają wszyscy. Kiedyś był dobrze zapowiadającym się przedwojennym biegaczem amerykańskim, którego rodzice emigrowali do Ameryki z Włoch. Niczego specjalnego jednak w bieganiu nie osiągnął. To uczestnik igrzysk olimpijskich podczas pamiętnej nazistowskiej imprezy w Berlinie w 1936 roku. Tu w biegu na 5 km zajął ósme miejsce, co Angelina Jolie w swym najnowszym filmie zgrabnie sprzedała jako sukces. Ale...
Po pierwsze - było to przecież tylko przetarcie przed kolejnymi igrzyskami w 1940 roku, w Tokio. Po drugie - Zamperini czasem 56 sekund pobił rekord ostatniego okrążenia, czego pogratulował mu osobiście Adolf Hitler. No i wreszcie bohater "Niezłomnego" wyprzedził Dona Lasha, uznawanego za lidera amerykańskiej ekipy.
Nie wyprzedził jednak reprezentanta Polski.
A obok - biegacz z Wielkopolski
Angelina Jolie starała się dość wiernie odtworzyć Stadion Olimpijski w Berlinie i sam bieg na 5 km. Jej Louis Zamperini (w tej roli Jack O'Connell) walczy na bieżni z zawodnikami z całego świata, którzy faktycznie stanęli na starcie tamtych igrzysk.
- Na czele Finowie, którzy są tradycyjnie faworytami biegów długich - mówi w filmie spiker radiowy. W 1936 roku nie było już takich gwiazd jak Paavo Nurmi, Hannes Kolehmainen czy Ville Ritola, ale nadal Finlandia była na długich dystansach tym, czym dzisiaj jest tam Kenia. Ostatecznie Gunnar Höckert wygrał ten bieg i zdobył złoto (kilka lat później zginął na froncie karelskim podczas wojny zimowej z ZSRR), a srebrny medal wywalczył obrońca trofeum Lauri Lehtinen.
W filmie Zamperini ma podczas biegu obok siebie zawodnika w koszulce ze szwedzką flagą (to późniejszy brązowy medalista Henry Jonsson), biegacza z flagą Japonii (Kohei Murakoso, był czwarty), Danii (to Harry Siefert) i Norwegii (to Rolf Hansen). Jest wreszcie zawodnik w czerwonej koszulce z białym orłem. To Józef Noji, biegacz z Wielkopolski.
W grudniu 1936 roku "Przegląd Sportowy" zamieścił na swych łamach coś, co w ówczesnej prasie spotykało się bardzo rzadko - reportaż. Jego autorem był redaktor Jan Erdman, legenda polskiego dziennikarstwa sportowego, która opisywała czytelnikom np. sukcesy Janusza Kusocińskiego i Stanisławy Walasiewiczówny na cudownych dla nas igrzyskach w Los Angeles w 1932 roku (znacznie bardziej udanych niż te berlińskie cztery lata później). Jako jeden z dwóch reporterów udał się bowiem wówczas do Stanów Zjednoczonych na pokładzie polskiego transatlantyku "Pułaski". Druga była Kazimiera Muszałówna, kierowniczka działu sportowego Polskiej Agencji Telegraficznej.
Lepiej mi jeść naszykujcie!
Teraz redaktor Jan Erdman wybrał się w podróż także egzotyczną, bo do naprawdę małej wioski, jaką było wtedy Pęckowo w pobliżu Czarnkowa, Wielenia i Szamotuł. "Przegląd Sportowy" zamieścił nawet mapkę z wyrysowaną linią łączącą to sioło z Poznaniem i napisem "75 km". Zaledwie 5 km w drugą stronę, za Drawskiem, była już granica Trzeciej Rzeszy. Na Noteci stały już swastyki.
"Jesteśmy w Pęckowie, we wsi rodzinnej Józefa Noji. Oto jego chata - pisze redaktor Erdman i zamieszcza fotografie. - Ojciec w mundurze pruskiego landszturmisty (w czasie wojny), siostra Zosia karmi, jak jej imienniczka w "Panu Tadeuszu", ptactwo domowe; staruszka-matka na poważnej rozmowie z córką; "Stolarnia Marcina Piątka", w której Józef Noji nauczył się swego fachu; p. Irena Francuzkówna, towarzyszka zabaw dziecięcych biegacza [Józef Noji w 1938 roku się z nią ożenił - red.]".
Matka olimpijczyka, pani Józefa z Kowalów, opowiada o karierze syna: - Owszem, wadziliśmy się czasem o to latanie. Ale on powiadał, że tak musi i wy, kobiety się na tym nie znacie. Kiedyś wyjechał na zawody po kryjomu, to się zgniewałam, ale on wraca i mówi "Nie wyzywajcie, matko, bo wygrałem. Lepiej mi jeść naszykujcie!".
Po igrzyskach berlińskich Józef Noji stał się chlubą wsi i całej okolicy. Gdy wrócił, mieszkańcy się zeszli i słuchali przejęci. Pani Józefa: - Jak wrócił Józek z Berlina w tym czerwonym ubranku, wszyscy z naszej wsi lecieli za nim jak za Cyganem. A wieczorem podczas kolacji naschodziło się tylu chłopaków, że w izbie ruszyć się nie było można. I dopiero Józek musiał opowiadać, jak to jest na świecie. Na przykład opowiadał, że w Berlinie mieszkał w takim domu, w którym podłogi były suknem obite. Pytam się więc, jak tam podłogi myją, a on mówi że specjalna maszyna elektryczna przyjeżdża i cały kurz wciąga. Jak kto podróżuje, różnych cudów się napatrzy...
Zakończył redaktor Erdman swój reportaż z Pęckowa apelem do czytelników, by do chaty Nojów wstawić aparat radiowy, bo "nie wie stara matka, co się z jej Józkiem dzieje. Listy idą długo, jeszcze dłużej trzeba czekać na jego wizytę".
Bieganie do pracy i na serio
To i tak nie daje pełnego obrazu, w jakich warunkach Józef Noji żył i uczył się biegania. Kiedy miał osiem lat, pod koniec wojny światowej zmarł jego ojciec, więc chłopak znalazł się pod ścianą - ledwo skończył pięcioklasową szkołę i poszedł do pracy w stolarni, by utrzymać rodzinę. Po wojsku, jako wykwalifikowany cieśla, znalazł dobrą fuchę, ale 24 km od Pęckowa. Na kolej nie było go stać, na rower także, zostawał... codzienny bieg.
W efekcie sześć lat później, w 1933 roku, bez trudu wygrał we Wronkach eliminacje o prawo startu w biegu głównym "Kuriera Poznańskiego", czołowej wtedy gazety w Poznaniu (sprzedawała 35 tys. egzemplarzy) kojarzonej z endecją. Jej redakcja sportowa organizowała ten przełajowy bieg co roku z udziałem czołówki biegaczy. 17 września 1933 roku w poznańskim finale Józef Noji przybiegł drugi za mistrzem Polski w przełajach, Maksymilianem Hartlikiem z Chorzowa, i wszyscy zaczęli się zastanawiać "Kim jest samouk z Pęckowa?".
- A nie chciałby pan wstąpić do Polskiego Związku Lekkiej Atletyki? - zapytano Nojiego. Zatkało go zupełnie. To nie tylko oznaczało bieganie na serio, ale także przenosiny do Poznania i chociażby pracę w dużym mieście. Biegacz stał się... odźwiernym w redakcji "Kuriera Poznańskiego". Pracował też jako tapicer. Z czasem przeniesiono go do Warszawy, gdzie na życie i bieganie zarabiał z kolei jako motorniczy warszawskiego tramwaju. Tam podczas zawodów lekkoatletycznych mógł poznać wielkich mistrzów, w tym legendarnego Janusza Kusocińskiego, mistrza olimpijskiego z 1932 roku. Chłopak z Pęckowa zapatrzył się w niego jak w obrazek. I to go poniekąd kosztowało życie.
Naburmuszony Janusz Kusociński
W archiwach zachowało się zdjęcie ze stadionu Szyca, gdzie w lipcu 1934 roku odbywały się mistrzostwa Polski. Oparty o murek naburmuszony Janusz Kusociński obserwuje bieg, w którym Józef Noji biegnie po srebro na jego koronnym dystansie 10 km (rok później Noji był już na nim mistrzem). Wściekły, bo on startować nie mógł. Przewlekła kontuzja nie tylko wyłączyła go z wielu startów i to mimo interwencji śmietanki polskiej chirurgii z prof. Henrykiem Julianem Levittoux (zginął potem w katyńskim lesie) na czele, ale i wywołała frustrację.
Józef Noji był pod ogromnym wrażeniem Janusza Kusocińskiego, który stanowił dla niego wzór i był jego idolem. To była ogromna fascynacja. Z kolei Kusociński wpatrzony był w Stanisława Petkiewicza - urodzonego w Rydze olimpijczyka z Amsterdamu (1928 r.), który jako jeden z nielicznych ludzi na świecie pokonał niegdyś Paavo Nurmiego. Wpędzał on "Kusego" w trudno zrozumiałe kompleksy, z powodu których mistrz potrafił nawet nieodpowiedzialnie wychodzić na start z uszkodzoną nogą. No i nie znosił rywala, po prostu miał na niego alergię.
A Stanisław Petkiewicz był trenerem Józefa Nojiego.
Pokaźny krwisty befsztyk
Wyobraźmy sobie teraz zatem taką oto sytuację - biegający znakomicie, ale wciąż nieutytułowany i nieobyty w świecie chłopak z Puszczy Noteckiej jedzie na igrzyska w Berlinie pod nieobecność sfrustrowanego Janusza Kusocińskiego, który te zawody ma relacjonować jako korespondent prasowy (mistrz olimpijski często próbował sił jako dziennikarz). Przed startem na 10 km Kusociński miał jakoby zauważyć, jak Noji je w restauracji pokaźny, krwisty befsztyk. Rzekomo obcesowo zwrócił mu uwagę. Spięty Józef Noji zupełnie zawalił ten start. Według oficjalnego raportu, zgięty przez kolkę przybiegł czternasty, dwukrotnie zdublowany, ze stratą aż dwóch minut do zwycięzcy, Fina Ilmari Salminena. Jednakże niektórzy polscy dziennikarze akredytowani w Berlinie uważają, że to pomyłka, bo Noji zszedł z trasy i sklasyfikowano go błędnie. Polskie gazety zamieściły jego zdjęcie z tytułem "Ten, który zawiódł". Daleko mu było do olimpijskiego występu Janusza Kusocińskiego, który po tym biegu rozpętał na niego nagonkę i oskarżył właściwie nie tyle jego, co jego trenera Stanisława Petkiewicza o nieodpowiedzialną zgodę na zjedzenie przed startem krwistego mięsa. Zdaniem biografa Kusocińskiego, red. Bogdana Tuszyńskiego, cała historia była kompletną bzdurą, chłopak niczego takiego nie zjadł, ale w przedwojennej Polsce sformułowanie "befsztyk Nojiego" stało się popularnym zwrotem i synonimem idiotycznej wymówki.
Konspirować nie potrafił
Pięć dni później Józef Noji z pustym żołądkiem w pięknym stylu zajął piąte miejsce na 5 km, zostawiając Louisa Zamperiniego aż 13 sekund za sobą.
Kusocińskiego szanować i podziwiać nie przestał i gdy mistrz z Los Angeles wpadł w ręce Niemców podczas organizowania siatki konspiracyjnej ZWZ wśród sportowców, a następnie w czerwcu 1940 roku został rozstrzelany w Palmirach, bardzo to przeżył. We wszystkim chciał być taki jak on, nawet w konspiracji. A konspirować nie potrafił.
Wpadł we wrześniu 1940 roku (wcześniej odmówił podpisania volkslisty) i po rocznych torturach na Pawiaku trafił do Auschwitz. Pracował w obozowej stolarni, ale i tu zaangażował się w konspirację. Wpadł z grypsem w dłoni, za co trafił na blok śmierci.
15 lutego 1943 roku został rozstrzelany z grupą więźniów przez SS-Hauptscharführera Gerharda Palitzscha, SS-Unterscharführera Heinricha Schoppe oraz SS-Lagerführera Friedricha Stiwitza.
Nie został bohaterem filmu Angeliny Jolie. Nie był Amerykaninem.