Tuesday, 22 September 2015

Eassie kosciol parafialny, ruiny i kamien Piktow




Kolejna niespodzianka znaleziona na starych mapach wschodniej Szkocji to cmentarz Eassie i kamien piktyjski. Dlaczego warto zobaczenia. Bo to jedyne swiadectwo pierwszych osadnikow i pierwsze namacalne oznaki chrzescijanstwa na wyspach brytyjskich. Eassie  to niewileka wies lezaca nieopodal Galmis przy drodze A94.
To, co zacheca by zobaczyc ruiny to piktyjski kamien z przedstawieniami wojow, koni, zdobien i najwazniejszym pieknym krzyzem z przeplotem. Kamien ma wysokosc dwoch metrow i metra szerokosci. 
Na kamieniu widzimy takze ornamenty, bestie czyli jelenia a w dolnym rogu znajdujemy aniola. Stojacy wojowie z wloczniami i krowami na dole.  Szacuje sie, ze kamien zostal pokryty plaskorzezba ok 700- 800 roku n.e. Co prawda kamien jest juz uszkodzony ale i ochrona ze szkla rowniez spelnia swoje zadanie. Miesci sie w w ruinie starego kosciola. Ten zostal poswiecony w 1246 roku przez biskupa Dawida z St. Andrews. Nastepna wzmianka o kosciele datowana jest na 1500 rok a to za sprawa remontu. W 1835 roku Eassie wloaczono do sasiednej parafii w calosc. Od tego czasu kosciol popadla w ruine.  Obok kosciola znajduje sie stary cmentarz. Zauwazyc mozna dalej, ze ludzie tubylcy nadal sie tu chowaja.
Oczywiscie nowa czesc jest imonujaca a stara pomomo, ze zapomniana to widac, ze trawa jest koszona i calosc jakos wzglednie utrzymana w porzadku.
Cmentarz z ruinami jest troche z boku i na wzniesieniu. Chronilo to przed ewentualnymi epidemiami. Obok znajduje sie takze kilka farm. Jedna na przeciw kosciola jest opuszczona. Sprawia to troche przykre wrazenie. Nadajac temu troche i tajemniczosci. tak jak to w zwyczaju maja opuszczone miejsca pochowku.


Kola czyli ringi czesty motyw zdobien pierscienic, wojowie z wloczniami. Obok potezne drzewo.
Piktyjski krzyz z plecionka. Bestia po prawicy i aniol w lewym rogu u gory
labirynt wewnatrz krzyza
zebrane z cmentarza plyty nagrobne i oparte o mur koscielny
kilka law nagrobnych i tuje posrodku
czaszka, herb, zawod to czeste oznaczenia czym zmarly sie paral
wariacje na temat cmentarza i krzyz czworolisciem w srodku

trudno eassie znalezc ale warto zobaczyc.

Thursday, 17 September 2015

z kulturka, ksiazkowo


Anna Kaminska, Simona. Opowiesc o niezwyczajnym zyciu Simony Kossak. Czy wiecie co to wycior czy ciota? To nazwy ani obrazliwe ani tez smieszne? Simone Kossak dopiero teraz poznalam. Nie sluchalam jej w radio ani nie widzialam w telewizji. Szkoda, bo to robila Simona Kossak przechodzi ludzkie pojecie. Kobiete te, stawiam na rowni z malzenstwem Gucwinskich.
Simona, buntowniczka, pustelniczka to jedna z najslynniejszych potomkin wielkiego rodu Kossakow. Simona to takze wielka propagatorka przyrody i ochrony srodowiska w Polsce. Simona byla osoba trudna i kontrowersyjna. Nie brak jej bylo i charyzmy. Stala sie czarownica z Puszczy Bialowieskiej.
Wielka szkoda, ze pani Simony nie ma juz wsrod zywych i pozostaje tylko Jej sposcizna. Ksiazke Anny Kaminskiej czyta sie lekko i przyjemnie. Autorka posiada niezwykly dar snucia opowiesci. Simone, goraco polecam tym, ktorzy bohaterke nie znali i nigdy nie slyszeli. Dzielo Kaminskiej to dla tych, ktorzy zyja po swojemu ale maja i wiele cierpliwosci dla innych. 


Patrycja Pustkowiak, Nocne zwierzeta. Zycie Tamary Mortus pelne jest balang, picia, kacow i nieprzyswajalnej tresci. Za duzo przegadana, przemyslana, chyba za duzo jednak alkoholu choc to nie o alkoholu. Mial byc drugi Pod Mocnym aniolem wyszlo srednio. Kilka wtracen Tamary do przyjecia reszta rozwlekla i troche jestem zawiedziona ta pozycja. Za duzo tych wywodow a za malo czarnego humoru. Przydaloby sie jeszcze to cos, jakas iska, ktora by bardziej wciagnela. Sam motyw morderstwa nie wystarczyl i pozostaje drobne nieporozumienie. Dla koneserow wielkich korporacji.



Camilla Lackberg, Pogromca lwow. Przygotowywalam sie na ciekawa lekture. Ta ruszyla z kopyta. W srodku zwolnila i zaczela sie rozlazic. Pod koniec ruszylo i czuje sie dopieszczona. Trup kladl sie czesto. Historia mieszala sie z cierpieniem ofiar. Tajemnica rodziny zostala namierzona. Daje mocnego plusa za wartka fabule i czekam na wiecej trupow ze strony Camillii Lackberg. Pogromca lwow to dopiero mocna rzecz w Fjabllace.


Robert Rient, Swiadek. Mocna rzecz daje slowo. Robert Rient nalezal do kociej wiary. Wspolczulam zawsze jednemu chlopcu z mojej klasy, ktory nie chodzil na religie. Stal pod drzwiami. Obijal sie o sciany i wyzywany przez reszte od kocich jakis taki byl niewidoczny?
Wspolczuje tez Robertowi za to co przezyl. Chocby i to, ze nigdy nie mial imienin ani gwiazdki. Wspolczuje bohaterowi w jego walce o utrzymanie Boga w sercu a jednoczesnie chcacy wyrwac ten ciern z siebie. Ja nie probowalam wyrywac ani ulegac pokusom ani wiary ani ludziom.
Ciesze sie, ze zycie tak pokierowalo Robertem, ze jest silny, napisal ksiazke i na swoj sposob obchodzi te swoje Gwiazdki.
Swiadka czyta sie interesujaco. Z uwaga sledzi poczynania tego co jest zapisane w pamietniku. Radoscia jest poczytanie o Jeleniej Gorze, Poznaniu i imprezach. Przytlaczaja *troche* reozsterki i narkotyki bohatera ale ciesza postepy w samorealizacji i brniecie do przodu do celu do spokoju wewnetrznego.
Ta cienka ksiazeczka otwiera oczy na pozor szczesliwe zgromadzenie Swiadkow Yehowy. Szczesliwych ale jakze polskich. Wady zostaja zawsze takie same- polskie, ludzkie, ze az strach pomyslec gdyby wszyscy byli tak gleboko wierzacy i zaslepieni- tak po polsku i to nie w Boga.

z kulturka, filmowo


The face of an Angel. Kojarzycie glosna sprawe Amandy Knox. Daniel Bruhl  wystepuje to musialam obejrzec! Daniel jak wiemy to przystojniak, swietny aktor i ulubieniec scen niemiecko- hiszpanskich tapas.
Ponoc w Sienie na rogu kazdej ulicy jest tabliczka z cytatami z Boskiej Komedii- Dantego. Mozna doslownie czytac Dantego chodzac po miescie. Podobno. Nasz bohater Daniel jest rezyserem. Chce nakrecic film o zabojstwie angielskiej studentki z Sieny, brutalne zamordowanej w swym mieszakniu. Jak wiemy nie zostal skazany nikt. Ludzie, poszlaki sie rozmyly i nikt tak na prawde nie dociekal prawdy kto popelnil zbrodnie. Meredith czy Amandy -chlopak? Wydarzenia zaprzatnely ekrany wszystkich telewizorow na swiecie. 
Film oddaje wiernie proces i dochodzenie prawdy. Jednak tak jak proces sadowy nic nie wnosi. Relacja z sali sadowej tez nic pokazuje. Film oparty jest na przekazach a moze konwencji Dantego dziela. 
Czy The face cioci sie podobal? Trudno mi orzec bo tak jak i sprawa zabojstwa nic nie pokazal. Mozemy sie tylko domyslac kto zawinil. kto retuszowal sprawe. Policja czy prokuratura zaniedbala sprawe?


i reszta rzeczy opartych na prawdziwych wydarzeniach.


Paradise Lost; Pablo Escobar. Na faktach autentycznych to jest film. kupa znanych aktorow bo i temat zawsze goracy. Escobar- swiety, kotry postawil na swiat caly swiat. narkotyki, ktore sprzedawal szly nie tylko do kieszenii mafii ale i do rzadow stanow, Kolumbii. na budowe boisk, stadionu, przychodni lekarskich, szkol. Escobar, krory negocjowal uklady rzadowe w calej Ameryce Lacinskiej a przed ktorym klaniano sie by raczyl przekroczyc prog wiezienia. Escobar mial szeroka rodzine. mial i piekna siostrzenice, ktora zakochala sie  w kanadyjczyku. mlodym surferze, ktory wraz z bratem pragnal wiesc zycie piekne i kolorowe w pieknej Kolumbii. Niestety plan zycia sie nie powiodla i bynajmniej Pablo nic na stracie swojego pociotka nie stracil



Out of the Dark-Stephen Rea jako nestor rodu, zaklada fabryke papieru w Kolumbii. Stephen Rea to jeden z lepszych brytyjskich aktorow- slawe przyniosl mu Neill Jordan a bohater Out of nosi imie Jordana wlasnie.
Co do filmu. To raczej dreszczowiec i horror. Do dziadka czyli Stephena przyjezdzaja corka z rodzina. Nagle wnuczka dostaje choroby. Miejsce to zwane przekletym. W czasach konkwistadorow zapedzono lokalna dziatwe do stodoly i podpalono. Bylo to 500 lat temu ale klatwa zostala. 

Pora na dokument;

Ciemna strona Red Bulla; Znamy napoj i lubimy go z vodka na przyklad. Nikt jednak nie wie gdzie koncern ma siedzibe ani jaka strukture? Nie wiemy nic o zalozycielach, laboratoriach, produkcji. Red Bull to najbardziej enigmatyczna firma  na swiecie. napoj pobudzajacy na bazie tauryny, srodka na polysk siersci kociej jest jednym z najpopularniejszych paskudztw na swiecie. Firmie zawsze towarzysza fajne kampanie reklamowe. Reklamy z ktorych najglosniejsze jest to co ci doda skrzydel milczy o ofiarach swych spektakularnych sportach extremalnych. Wielu sportowcow ginie. O nich sie nie mowi. Proby przekroczenia idiotycznych barier w sporcie siegnal zenitu. Film opowiada o  tych wyczynowcach, ktorzy zgineli i probie wyjasnienia dziennikarzy skomplikowanej promocji glupoty.


i jeden romans albo inaczej filmidlo na podstawie ksiazki
Serena film duetu pokaz cycki Jennifer Lawrence i Bradley Cooper. Para aktorow, ktorzy pomimo, ze nie laczy ich romans, zwiazek czy tam co, swietnie sie uzupelniaja i tworza niesamowity duet.
Film na podstawie powiesci Rona Rasha pod tym samym tytulem,  opowiada o tajemniczej kobiecie Serenie, ktora zjawia sie u boku potentata drzewnego Georga i kradnie jego serce.
Serena chce dac Georgowi dziecko. Traci je,  ale George ma juz dziecko z nieprawego loza. Zona chce zemsty. I tak dalej. I tak dalej
Polnocna Karolina, sceneria idealna (lasy Czech i Francji) zdjecia wysmakowane, kostiumy i ten szal wsiowo - lesniczowkowy. 
Polecam goraco na nic nie robienie.


no i na koniec film lamiacy serce. Nazywa sie Biala masajka. Corinne Hoffman, Szwajcarka, ktora przez cztery lata mieszkala w buszu. Wyszla za maz za Lketinge, masaja z Kenii. Urodzila dziecko i uciekla z powrotem do domu do mamy. Cholera mnie bierze, ze milosc zycia trwa tylko cztery lata a dziecko bedzie i zlamane serce mezyczyzny tez. Jestem cala soba za tym, zeby sie zastanowic nad wypadami daleko, nieprzemyslanymi decyzjami i chwilo trwaj by miec przygode zycia? Do diabla z takim czyms!
Bohaterka to glupia, naiwna, infantylna kobieta. ja wierze w milosc od pierwszego wejrzenia ale ludzie opamietajmy sie i mierzmy sily na zamiary!
Historia jakich wiele na prawdziwych wydarzeniach i ku przestrodze.

czekam dalej na olsnienie na srebrnym ekranie

Wednesday, 16 September 2015

umieranie to nie zbrodnia

Jack, jakiego nie znacie. Film z roku 2010 w roli glownej Al Pacino, za co dostal nagrode Zlotego Globu. Biografia, dramat, dokument. Zycie i tworczosc Jack`a Kevorkiana, lekarza amerykanskiego, ktory jak twierdzil pomagal 130 osobom zejsc z tego swiata.  Kevorkian uwazal sie za autora powiedzenia dying is not a crime. 
Jack Kevorkian od lat 80 XX wieku walczyl o prawo do eutanazji. Dalo mu to przydomek Doktor Smierc. Sam wybieral pacjentow, ktorzy czasem okazywali sie, ze *tylko cierpieli na depresje*. Wiekszosc przypadkow byly to nieuleczalne choroby. Ludzie wielkokrotnie po probach samobojczych. Nie mieli sily juz walczyc z bolem. Rodzina tez z nimi nie dawala rady. Jack Kevorkian w telewizji przedstawil film w ktorym pomaga mezczyznie zabic sie. Za to lekarz zostaje skazany na 8 lat wiezienia. W 2001 roku zostal zwolniony z wiezienia, pod warunkiem, ze nikomu nie pomoze w popelnieniu samobojstwa.
Choc dzialalnosc Jacka Kevorkiana budzila ogromne kontrowersje, to jednak zrobil on cos dobrego. Pomogl w rozbudowie hospicji. O ile mozna dobrze to ujac, ze to swietny pomysl.
Nieustanne walki z sadami, z prawem do zycia i grupami prolife.
Nieustanne dyskusjie, czy pozwalamy na swiadome samobojstwo czy pozwolimy na cierpienie ludzi.
Kevorkian konstruuje maszyne do latwego zejscia ale nie ma gdzie tego robic. Pierwsze zgony nastepuja w aucie. Nastepne juz w domach pacjentow.
Czy godna smierc jest lepsza od bohaterskiej smierci i meczenskiej? 
Tak wlasnie godna smierc. Czy mamy zgodzic sie z Jerzym Kosinskim, ktory wreszcie po kilku probach sam sie zabija a ktory uwazal, ze samobojstwo jest jest naturalnym przedluzeniem zycia. Zdanie nielogiczne ale wytlumaczalne. Dlaczego konkretna osoba nie moze w swojej sprawie decydowac tylko czekac na ta smierc. Jak juz wreszcie przyjdzie. Kevorkiana nie obchodzilo cierpienie. Kevorkian naogladal sie duzo wiecej. Denerwowala go ludzka bezsilnosc wobec, przepisow, ogromu choroby i zakazy do swojego kierowania losem.
Film , Jack, ktorego nie znacie- gra na emocjach. Sklania do dyskusji. Czy pozwolibysmy sie zabic. Czy pozwolibysmy zabic sie bliskiej osobie. Czy religia i prawo odwiodloby nas od wspomaganego samobojstwa?
W niektorych stanach USA  dyskusja sie udala. Doprowadzono do zalegalizowana eutanazji. 
Film oparty jest na ksiazce Neala Nicola i Harre`go Wylie pt. Between the Dying and the dead: Dr. Jack Kevorkian; the Assisted Suicide Machine and the battle to legalize Euthanasia.
Jako Kevorkian wystapil Al Pacino, jako asystentka wystepuje Susan Sarandon, ktora  usmieca. Jako dobry przyjaciel, asystent i dostawca specyfikow do zabicia wystepuje John Goodman.
Nalegam na obejrzenie, Jacka, ktorego nie znacie chocby po to by domyslic sie co jedna osoba moze zrobic.
I nie wazne czy sie zgadzamy, czy eutanazja jest potrzebna czy nie?

 
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jack_Kevorkian
Hinduizm, buddyzm, judaizm, islam, swiadkowie Jehovy, chrzescijanstwo odrzucaja eutanazje.
Eutanazja (lub euthanazja, od gr. εὐθανασία, euthanasia – "dobra śmierć") – przyspieszenie śmierci chorego człowieka[potrzebne źródło]. W niektórych kodeksach karnych, w tym polskim[1] eutanazję określa się jako rodzaj zabójstwa. Od połowy XX w. eutanazja jest omawiana w kontekście nauki biotechnologiibioetyki, prawa, polityki i religii.

Uregulowania prawne na świecie

Według stanu na 2015 eutanazja jest zalegalizowana w Holandii (od 2002), Belgii (od 2002), Luksemburgu (od 2009)[potrzebne źródło].
Według stanu na 2015 wspomagane samobójstwo jest legalne w AlbaniiSzwajcariiNiemczechKolumbiiJaponii i amerykańskich stanach Oregon, Vermont, Waszyngton, Nowy Meksyk i Montana[

zubozenie


Sunsrise, sunset , wschody i zachody dnia znacza nasze dni. Przemijaja, trwaja czasem lacza sie smiech i lzy.
Dzisiejszy odcinek sponsorowala piosenka Sunrise, sunset z musicalu Skrzypek na dachu. 
Jednak w wykonaniu Zdzislawy Sosnickiej to juz nie to samo co oryginal. A jednak.
W polskim wykonaniu tytulowe wschody i zachody zastapiono Anatewka. To, jak wiemy wies Tewji Mleczarza. Zmyslona nazwa zydowskiej wsi Kasrylewka na Ukrainie. Powiesc Dzieje Tewji Mleczarza autorstwa Szolema Alejchema z 1894 roku. Anatewka to miejsce zmyslone. Tam rozgrywala sie jedna z najpiekniejszych historii o tym jak biedny ojciec rodziny chce wydac za maz dobrze swoje siedem corek ale na przeszkodzie stoja, a to strata pieniedzy a to mezalianse w rodzinie a to samobojstwo jednej z corek by na koncu rozkazem Rosjan wysiedlic wszystkich ze wsi. Biedny Tewje po smierci zony, zyje w diasporze. Mleczarz tlumaczy sobie zrzadzenia losu jako wola Boza i musi ja przyjac z nalezyta pokora.

Przegladajac internety nie godze sie z wola boza ani jakakolwiek wola. Chodzi mi o spustoszczenie jakie wyrzadzila komuna. Przedtem wojna. Choc ta, jak wiemy w pewnych miejscach spoko koko kraju nie narobila az takich spustoszen. przynajmniej za Niemca. Tak bylo w Zbiersku Cukrowni. Wsi i zakladu pracy, ktora zarzadzali i to dobrze wlasnie okupanci.
Przez przypadek natknelam sie na stare zdjecia fabrykantow i ich rodzin ze Zbierska wlasnie. Zdjecie przedstawialo zawody.....w tenisie ziemnym?
Krew sie w cioci zagotowala. Bylo miedzywojnie. Lata prosperity. Obraz przedstawia mezczyzn i kobiety stylowo ubranych i wyglancowanych. Widac to klasa wyzsza. Jak czytamy ze strony MGOK Zbiersk skad pochodzi zdjecie. Bohaterowie to kadra zarzadzajaca cukrownia wraz z rodzinami. O nagrody oparty jest dyrektor cukrowni Stefan Nienarowicz z rakieta zarzucona na ramie. Jego zona Agnieszka siedzi na lawce pierwsza z lewej. Wsrod dzieci znajdziemy tez ich corke. Nienarowicz obok funkcji dyrektorskich objal patronatem budowe domow dla pracownikow zakladu. Kadencje Nienarowicz objal po wczesniejszym wlascicielu Niemcu Wilhelmie Rephanie, rowniez zasluzonym dla regionu i miasta Kalisza.
Wiele rzeczy intryguje. Turniej tenisowy dla kadry zarzadzajacej w roku 1928 w Zbiersku.
Tenis, ktory jak wiemy dopiero odrodzil sie w latach 70 XX wieku i nigdy nie byl przeznaczony dla mas i chyba nie jest dla kazdego.
Praca dyrektorska i praca organiczna ludzi chcacych sie rozwijac.
 Korty tam gdzie teraz sa dzialki. Z kortow dzialki to jakby nosic lisa do waciakow?
Spojrzmy na nagrody. Sa nimi; dwa gramofony tubowe i dwa radia detektorowe.
O ile wiem pierwsze radio pojawilo sie w latach 50 i byly to kukuryzniki propagandowe a pierwsze radio w rodzinie pojawilo sie w latch 60 XX wieku.
Zza stojacymi widac mur. To pozostalosc po murze przy drodze do Korzeniewa. Resztki muru jeszcze tkwia ale w zaniku.
Konkluzja. Gdyby tak nie rozpizdziel zawieruchy wojenno- komunistycznej telewizory pojawily by sie we wsi ok lat 30 XX wieku.

Oczywiscie ze Skrzypka na dachu pochodzi jeszcze jedna piesn- Gdybym byl bogaty. Tak Tejwe spiewal i liczyl, ze los sie wreszcie przelamie.
Po samym zdjeciu widzimy i po historii zdjecia, ze bylo odwrotnie.



http://mgok-zbiersk.pl/index.php/foto-galeria/zbiersk/zbiersk-dawniej


Sunrise, sunset
Sunrise, sunset
Swiftly flow the days
Seedlings turn overnight to sunflowers
Blossoming even as we gaze
(Women)
Sunrise, sunset
Sunrise, sunset
Swiftly fly the years
One season following another
Laden with happiness and tears
(Tevye)
What words of wisdom can I give them?
How can I help to ease their way?
(Tevye)
Now they must learn from one another
Day by day
(Perchik)
They look so natural together
(Hodel)
Just like two newlyweds should be
(Perchik & Hodel)
Is there a canopy in store for me?
(All)
Sunrise, sunset
Sunrise, sunset

http://www.metrolyrics.com/sunrise-sunset-lyrics-jerry-bock.html

http://mgok-zbiersk.pl/index.php/foto-galeria/zbiersk/zbiersk-dawniej

Tuesday, 15 September 2015

Even if the gates of the rich are closed, the gates of heaven will never be closed.

Im nin'alu daltei n'divim daltei marom lo nin'alu
Even if the gates of the rich are closed, the gates of heaven will never be closed.
Trzy rozne wykonania, slowa te same.
przeslanie tez zostaje zawsze to samo.

IM NINALU
IF THE DOORS ARE LOCKED
 The following translation appears on the
50 Gates of Wisdom album, by Keren Barak:
  
Im nin'alu daltei n'divim
Daltei marom lo nin'alu
El Chai, mareimawm al kawruvim
Kulawm b'rucho ya'alu
El Chai
Ki hem elai kis'o kawruvim
Yodu sh'mei weihal'lu
Chayet shehem rotzeh washawvim
Miyom b'ri'aw nichlawlu
El Chai
Uv'shesh kanufayim s'vivim
Awfim b'eit yitjaljelu
Im nin'alu daltei n'divim
Daltei marom lo nin'alu
El Chai, mareimawm al kawruvim
Kulawm b'rucho ya'alu
El Chai
Jaljal wa'ofen ru'ashim
Medim sh'mei u'm'gadeshim
Miziv k'veido loveshim
Uv'shesh kanufayim s'vivim
Awfim b'eit yitjaljelu
Ya'anu b'gel shirim areivim
Yachad b'etet nidjalu
Jaljal wa'ofen ru'ashim
Medim sh'mei u'm'gadeshim
Miziv k'veido loveshim
El Chai
http://www.hebrewsongs.com/song-imninalu.htm
"Im Nin'alu" (אם ננעלו) is a Hebrew poem by 17th-century Rabbi Shalom Shabazi (Hebrewשלום שבזי‎). 
If there be no mercy left in the world,
The doors of heaven will never be barred.
The Creator reigns supreme, and is higher
than the angels
All, in His spirit, will rise

By His nearness, His life-giving breath
flows through them.
And they glory in His name
From the moment of genesis,
His creations grow,
Captivating and more beautiful.

The wheel in his circle thunders
Acclaiming His Holy name
Clothed in the glory of His radiance,
The six-winged cherubs surround Him,
Whirling in His honor
And with their free wings sweetly sing,
Together, in unison


jak zdarta plyta blokowa


Nie musisz mieć własnego mieszkania – wywiad z Filipem Springerem

wrzesień 14, 2015
przez Natalia Fiedorczuk
http://www.vice.com/pl/read/wywiad-z-filipem-springerem




Budynki mieszkalne we Włocławku, fot. Ars Visualis.
VICE: Dalej mieszkasz na Grochowie?
Filip Springer: Na Ursynowie.
Ale wcześniej mieszkałeś...Na Przyczółku Grochowskim, teraz Ursynów.
W starszej części Ursynowa, znaczy...W tej projektowanej przez Budzyńskiego, lata 80-te. Takie bloczydło: kiedy były upały – w środku był piekarnik.
Rośnie tam, zdaje się, trochę drzew?Rosną, ale co z tego. Latem moi znajomi wyjechali na Islandię, a mają jakiś wyczesany apartament na Powiślu, z klimatyzacją, więc tam siedziałem w największe upały pod klimatyzatorem.
Dalej wynajmujesz? Ile płacisz?
Wynajmuję, płacę tysiąc pięćset.
Dobra cena! Piotr Ikonowicz przyznał się, że płaci dwa tysiące i nieraz ma problemy z regularnym płaceniem takiej kasy.
No wiesz, ja się też specjalnie nie przywiązuję do tego miejsca. Od października do stycznia będę jeździł po byłych miastach wojewódzkich w ramach projektu Miasto Archipelag. Przerwy będę miał tylko na tyle, byle sobie wyprać gatki. Poza tym właścicielka jest w porządku.
Nie planujesz kupienia mieszkania na kredyt?
Nie, zresztą moja ostatnia książka tak mnie bardzo ustawiła, że być bardziej sceptycznie nastawionym do kredytu chyba się nie da.
Faktycznie, książka bezlitośnie obnaża wszystkie występne mechanizmy przyznawania kredytów. Gra też na naszych marzeniach o posiadaniu. Skąd się bierze ten fetysz, głód własności?To jest fetysz, i nie jest zarazem. To, że nim nie jest wynika często z kalkulacji, bo nadal ja uważam, że są sytuacje w których kredyt jest dla ludzi jedynym racjonalnym wyborem. Nie mam problemu z tym, że ludzie dzisiaj biorą kredyty. Problemem jest to, że dla kredytu nie ma alternatywy. Skoro nie ma alternatywy, to w niektórych sytuacjach życiowych podjęcie decyzji o kredycie na mieszkanie jest bardziej racjonalne. Chociaż jakby to wydestylować, to nie, nie jest racjonalne, choćby dlatego, że jest to zobowiązanie na 30 lat. Z tej perspektywy posiadanie mieszkania nie jest fetyszem.
Z drugiej strony jest to fetysz: badając temat mieszkań często słyszałem, że w Polsce na przykład nie dało się skomunalizować wsi, że Polacy kochają własność, i tego rodzaju pieprzenie. Ja ten temat będę mógł podjąć, kiedy Polacy otrzymają realny wybór: kiedy będą mogli wynajmować normalnie, kupić normalnie – wtedy będzie można zobaczyć co tak naprawdę Polacy kochają.
Ale ta filozofia własności nałożyła się ładnie na ten cały neoliberalny dyskurs: masz to, na co zapracowałeś, jeśli pracowałeś dużo, to masz dużo, jeśli mało – to mało, w związku z tym to mieszkanie na kredyt jest jednym z elementów dochodzenia do sukcesu. Zszokowało mnie, że wielu bohaterów wymieniało właśnie zobowiązanie kredytowe w pewnego rodzaju ciągu, który definiuje sukces w życiu. Szczęśliwa rodzina, fajny samochód, wakacje w Toskanii, kredyt.

Londyn też ma poważne problemy mieszkaniowe.



W twojej książce występuje bohater, który czuł otwarty żal, że mieszkanie otrzymał w spadku, a nie własną ciężką pracą zasłużył sobie na zdolność kredytową.Ten bohater jest zapośredniczony: jedna z moich rozmówczyń wspomniała o rozmowie z nim na jakiejś imprezie. Ta historia obnażyła pewien absurd: w jaki sposób zaciągnięcie zobowiązania na 30 lat, bez żadnej gwarancji, że będzie się miało to zobowiązanie z czego spłacać, ma być dowodem dojrzałości?
Wierzysz Piotrowi Ikonowiczowi, który od jakiegoś czasu stoi na warszawskiej Patelni z tabliczką „Nigdy nie będziesz miał własnego mieszkania"? Do kogo, według Ciebie ten komunikat jest skierowany?Nie wiem. Ikonowicz jest dla mnie zbyt radykalny, podobnie jak wszystkie ruchy lokatorskie działające w Warszawie. Gigantycznie doceniam robotę, którą odwalają, natomiast radykalizm w przekazie, wynikający z ich doświadczeń, trochę uniemożliwia spokojną dyskusję na ten temat. Uważam, że są niezbędni, podobnie jak ruchy lokatorskie z Poznania. Tylko oni upomnieli się o prawa ludzi z czyszczonych kamienic. Oni i dziennikarzeGazety Wyborczej. Nikt inny o nich się nie upomniał. Gdyby nikt nie zwrócił na to uwagi, te oczyszczania trwałyby do usranej śmierci. Natomiast radykalizm odstrasza. Mam nadzieję, że moja książka nie epatuje właśnie takim radykalizmem.
Nie jest radykalna. Formalnie jest bardzo merytoryczna, wręcz sucha. Radykalnie przygnębiająca robi się, kiedy zaczyna się na ten temat myśleć. Dość przebiegle. Ale hasło, które znamy z demonstracji Ikonowicza, objawiło się również gdzie indziej: obecna burmistrz Barcelony, Ada Colau, wywodzi się z ruchu społecznego „V de vivenida" (M jak Mieszkanie). Reklamowali się podobnym hasłem: „Nie będziesz mieć swojego mieszkania w całym cholernym życiu" – w takim rozumieniu, że nawet jeśli weźmiesz długoletni kredyt hipoteczny, to przez większość czasu to mieszkanie i tak będzie banku...Dla mnie to hasło jest naprawdę zbyt radykalne. Wolę bardziej złagodzenie w formie „Nie musisz mieć własnego mieszkania". To jest ok.
Podoba mi się. Myślisz, że kredyt robi z nas „doroślejszych ludzi"?Skąd. Akurat kredyt niczego nie definiuje. Trudno też mówić w tej sytuacji o wyborze. I nawet jeśli każdy podpisuje się pod wnioskiem kredytowym sam, nawet moi bohaterowie, którzy są w jakiejś ciemnej dupie w związku z kredytem, nie mają poczucia, że ktoś ich do czegoś zmuszał. Ja z kolei zawsze będę bronił tezy, że był to pewnego rodzaju przymus. Oczywiście nikt ich ręki nie prowadził, kiedy podpisywali się na dokumentach, natomiast realia były takie, że kredyt był jedynym możliwym i dostępnym zaspokojeniem potrzeby mieszkaniowej. Z pewnością można interpretować to tak, że kredyt wzięli ci zaradni, ogarnięci. Jeśli nie wziąłem kredytu, to jestem taki trochę niepoważny. „Dobra, poczekamy zobaczymy" – „Jeszcze zmienisz zdanie". Nie wiem jednak na ile jest to wiara, że tak rzeczywiście jest, a na ile jest to pewna racjonalizacja dokonanego wyboru. Moi bohaterowie z Nysy, którym pomogli rodzice, i którzy mieszkają na poddaszu domu rodzinnego, przyznali, że są traktowani trochę jak takie niepoważne dzieciaki: „My tu sobie porozmawiamy o poważnych sprawach, a wy tu sobie pogadajcie o podróżach".
Co zawdzięczamy rządowym programom Rodzina na swoim i Mieszkanie dla Młodych*?. W przypadku „Rodziny na swoim" na pewno wzrósł odsetek małżeństw......i rozwodów. Pani deweloperka powiedziała mi, że w przypadku wzięcia rozwodu, można było skorzystać z Mieszkania dla Młodych, mając wcześniej chatę kupioną przy pomocy Rodziny na swoim.
* Rządowe projekty dofinansowania zakupu mieszkań na kredyt: pierwszy z nich ułatwiał spłacanie kredytu, obniżając ratę o prowizje bankowe; drugi, działający do tej pory „dorzuca" do transakcji kredytowej wkład własny, którego niektórzy nie są w stanie wyłożyć. Pierwszy z tych programów pomagał młodym małżeństwom, „MdM" pozwala na pomoc również związkom partnerskim, singlom, krewnym
W książce zmyślnie i rozmyślnie omijasz okres komuny. Pierwsza część książki traktuje o sytuacji mieszkaniowej w dwudziestoleciu międzywojennym, druga – już o wolnej Polsce. Co stało się podczas tych 45 powojennych lat?Wtedy się stało coś, co dzisiaj budzi pewien nieuzasadniony niepokój u wielu ludzi, mianowicie państwo stanęło w aktywnej roli instytucji zaspokajającej potrzeby mieszkaniowe swoich obywateli. To państwo, które wtrącało ludzi do więzień, zabijało ich – ono to robiło. Oczywiście robiło to nie za swoje pieniądze, na kredyt, który do tej pory spłacamy i skończyło się to katastrofą i w tym sensie to nie jest zbyt pouczająca lekcja. Nikt nie zakłada, że wrócimy do gospodarki centralnie sterowanej. Ten komunizm nie jest do niczego potrzebny – mimo, że wiele postulatów z drugiej części mojej książki to postulaty lewicowe. A ja głęboko wierzę, że lewicowość nie musi mieć najmniejszego związku z komunizmem, i dlatego go tam nie ma.
Nie chciałem też tworzyć książki historycznej o problemie mieszkaniowym, bo byłoby to tak potwornie nudne, że nikt nie chciałby tego czytać. Po trzecie – interesowało mnie porównanie dwóch kapitalizmów. Mamy ten kapitalizm dwudziestolecia, w które tak bardzo wierzymy, że było taką zajebistą epoką w historii Polski i mamy ten dzisiejszy kapitalizm, w który też jakoś tam wierzymy. W związku z tym okres komunizmu, jako epoka która nam nie wyszła, nie jest w książce do niczego potrzebny. Trochę też bałem się, że jeśli opiszę w książce komunizm, to wyjdzie na to, że pod kątem mieszkaniowym jest to najlepsza epoka w historii Polski. Wtedy budowało się bardzo dużo, ale i tak w 1989 roku wyszliśmy z niej z głodem mieszkaniowym.


Filip Springer ze swoją nową książką, „13 Pięter".
Spotkałam się z argumentem, że Polacy czują potrzebę posiadania między innymi dlatego, że za komuny wszystko było wspólne.Ja kupuję ten argument. Kilka osób pamiętających komunizm, a przede wszystkim swoje przygody z mieszkaniem, ze zdobywaniem go, wspomina jak bardzo upokarzający był czas oczekiwania na własne mieszkanie i jak upokarzające były wizyty u prezesa spółdzielni. Trzeba było iść z szynką Krakus w puszce, albo z wódką, uśmiechać się – jak w serialuAlternatywy 4. Teraz idziesz do banku, masz zdolność, podpisujesz papiery, pani jest dla ciebie miła i daje ci kawę z ciastkiem. Proces udzielania kredytu nie jest upokarzający. Jest skomplikowany, długi, ale nie upokarzający. Jeśli ma się zdolność – nie czeka się. To odwrócenie ma taki godnościowy wymiar. Jest to coś lepszego, od tego co było.
Wspomniałeś o upokarzających wizytach u prezesów spółdzielni, sprzed kilkudziesięciu lat. Kojarzy mi się to z tym, co obecnie dzieje się w stosunkach między wynajmującymi mieszkania i najemcami. Panuje tutaj zdecydowana hierarchia...Zwróciłaś mi na to uwagę, przy okazji wywiadu, który przeprowadzałem z tobą do książki [odpowiedziałam na apel Filipa Springera opublikowany na Facebooku, kiedy zbierał materiały do książki o mieszkaniach – przyp. NF]. Ja nie byłem tego świadom, a ludzie rzeczywiście podkreślają, że w tej relacji jest pewna asymetria. Nawet przy okazji odbierania ostatniego mieszkania, w którym urzęduję, właścicielka była dość usztywniona i w pewnym momencie wypaliła „Ale nie będzie mi tam pan jakichś imprezek urządzał?". Miałem wtedy 32 lata i poczułem się jak licealista!
A co jeśli zrobię, i coś rzeczywiście zniszczę? Przecież od tego jest kaucja. Od razu poczułem się dziwnie, mimo tej swobody wyboru, jaką mam – nie muszę przecież mieszkać akurat tam. Z kolei mój znajomy opowiadał mi, że wynajmuje mieszkanie od faceta, bardzo bogatego, zarabiającego chyba bazylion miesięcznie. W pewnym momencie spytał, czy może pozbyć się starego telewizora, zalegającego w lokalu. „Nie, telewizor się jeszcze przyda." No i mieszkają tak z tym telewizorem. W mieszkaniu faceta, który mógłby kupić fabrykę tych telewizorów. Myślę, że jest to sposób na okazanie swojej władzy nad innymi, i to jest przerażające. Wszystkie historie związane z wynajmem uwypukliły jeszcze jeden palący problem, takiego wzajemnego braku zaufania.
Widzisz, ja się ostatnio wyprowadziłam do małego miasteczka. Nasi „właściciele" są obecni w naszym życiu, mieszkają w tym samym budynku, ale struktura społeczności sąsiedzkiej jest dużo bardziej spójna. To, że właściciel, starszy pan, zwraca nam na coś uwagę, wynagradza pewna życzliwość w całym otoczeniu. Znam wszystkich sąsiadów, utrzymujemy kontakty towarzyskie. Jest to zupełnie inne doświadczenie po wszystkich przygodach z dużego miasta. Twoja książka dotyka raczej problemów związanych z metropoliami: Warszawą, Poznaniem. Tam się dzieją te wszystkie horrendalne rzeczy, a także ten brak zaufania.
Książka faktycznie dotyka problemów dużego miasta, bo nad małymi – mniejszymi, byłymi wojewódzkimi dopiero pracuję. Ale już na tym etapie widzę, że koszt wynajmu mieszkania w mniejszych ośrodkach jest zdecydowanie niższy. Nawet biorąc pod uwagę to, że zarabia się tam nieraz 2-3 razy mniej.
Koszt zakupu metra kwadratowego w dużym mieście jest bardzo wysoki, więc koszta wynajmu są również odpowiednio wyższe – chwytając się twierdzenia, że każdy spłaca czyjś kredyt.
Tak, ale wysokie ceny wynajmu mieszkań w dużych miastach biorą się też stąd, że jest tych lokali po prostu za mało na rynku.
Alternatywą dla wysokich cen wynajmu na tzw. wolnym rynku, zwłaszcza dla osób o niższych dochodach, są mieszkania komunalne. Nie poruszasz w książce tego tematu. Jak myślisz, dlaczego mieszkania, będące własnością państwa lub miasta i udostępniane potrzebującym obywatelom, którzy nie mają korporacyjnych pensji, kojarzą się wyłącznie z patologią?Poruszam temat mieszkań komunalnych w kontekście uwłaszczenia, czyli masowego wykupu mieszkań spółdzielczych, komunalnych i służbowych za nieduże pieniądze od początku lat 90. Mieszkania komunalne kojarzą się z patologią, bo zostały spatologizowane. Czułem, że moja książka, zwłaszcza jej druga część, może nieść taki, powiedziałbym, lewacki powiew. Ktoś mógłby interpretować przekaz z niej płynący, że rolą państwa jest zapewnienie dachu nad głową wszystkim. Tego rodzaju radykalne postawienie sprawy odrzuca. Moim zdaniem możliwe są inne rozwiązania, chociażby partnerstwo publiczno-prywatne. Państwo, owszem, powinno posiadać jakąś pulę mieszkań do rozdysponowania wśród najbardziej potrzebujących, ale zwróć uwagę, że w momencie, kiedy do mieszkania komunalnego ktoś się wprowadza, zostaje ono natychmiast wyłączone z zasobów.
Tak, w Polsce prawo do lokalu komunalnego się dziedziczy...
Jest to idiotyzm na skalę światową. Jak można dziedziczyć mieszkanie komunalne? Miasto ma w związku z tym taki lokal przez chwilę, potem zostaje ono komuś przyznane i już, musisz budować następne, bo wystarczy, że komunalny lokator zamelduje tam jakiegoś kuzyna, pociotka i już. Trzeba budować kolejne. Z kolei powszechne uwłaszczenie to moment, w którym rozdano, ot tak trzy miliony mieszkań! Sławomir Najmigier powiedział rzecz, która mnie bardzo ujęła: własność całego państwa została rozdana nielicznej grupie obywateli i zostało to jeszcze dodatkowo sprzedane jako sprawiedliwość społeczna! Tak to zrobiono i w taki sposób wszyscy to odebrali.
Można się pokusić o stwierdzenie, że ci, którzy nie wykupili mieszkań w odpowiednim momencie – przegapili go, nie mieli kasy – też w jakiś sposób przyczynili się do postrzegania lokali komunalnych, jako miejsc, które są zadłużone pod kątem czynszów, opłat. Miejscem, gdzie mieszkają osoby społecznie niedomagające.Jest jeszcze inny problem: niektórzy wykupili mieszkania, ale nie mają pieniędzy na ich utrzymanie, remonty, przez co lokale się degradują. Rzeczą, na którą zwrócił uwagę jeden z moich eksperckich rozmówców w książce, jest to, że problem degradacji lokali wróci do nas ze zdwojoną siłą już za kilkanaście lat. Mieszkania niedługo zaczną się sypać. Nie będziemy mieli z czego ich utrzymać, konserwować, bo nie będziemy mieli emerytur! Nie będzie kasy na remonty klatek, elewacji. Wspólnoty mieszkaniowe zwrócą się z pustą kiesą do instytucji miejskich... w ogóle jestem przerażony tym, co może się tutaj stać za 30 lat. Dostałaś list z ZUSu z wyliczeniem emerytury?
Tak, wyliczyli mi 13 złotych.
No właśnie. Na moim facebooku było głośno od żartów, hahaha, dwieście złotych emerytury. Tyle, że tak naprawdę będzie i to jest już trochę mniej śmieszne. Cała generacja na emeryturach za 200 złotych? Czarno to widzę.