Zaklęcie wywołujące duchy uczestników spisku prochowego. Dziecieca rymowanka. Glos zza kadru nawolujacy do spisku. Do przebudzenia, masowych ruchow.
Dawniej spisek prochowy. Dzis Halolyn. Kiedys Dziady. Dzis polityka grobowa. Guy Fawkes po zmarnowanej szansie zrzucenia jarzma Jakuba VI, musial zostac ukarany. Tak sie jednak nie stalo. Bo stchorzyl. Juz byl przy szubienicy, gdy nagle skoczyl lamiac kark. Tak przypadek efektu motyla. Nie oszukal przeznaczenia. Dzieci anglosaskie maja radoche ze smierci. W Polsce maja ekshumacje i korki i radoche z panskiej skorki sprzedawanej przy cmentarzach.
Jest ciemno wieczorami wiec mozna jeszcze pobawic sie na cmentarzu. Gorzej, ze zabawa upiorna przenosi sie do teatru. taka scena milczenia miala miejsce w Teatrze Polskim we Wroclawiu. Dyrektor serialowy, zamknal publicznosc. Aktorzy zakleili usta. Bylo cicho i ponuro. Straszno jak w mickiewiczowskich Dziadach.
Cysorz to ma klawe zycie. Cytat moze i kiepski i zza czasow pruskich ale jakze prawdziwe. Kazdy cysorza szanowal, bo cos trzeba bylo robic. Keiser trzymal za morde ale dal i porzadek i kulture i rozwoj i szkoly i kuchnie.
Adam Michnik ukonczyl 70 lat. Jak sie dlugo zyje to sie dozyje. Zawsze tak mowi. Diabel naszego czasu, ktory madrosc czerpie nawet z pyska krowy. Mowi, ze melodia czyni piosenke i piorem mozna zabic.
Michnik dal dwie dekady wolnosci. W samo poludnie sie pojedynkowac. Przestrzega przed latwa wladza sadzenia. Panie Redaktorze pyta Pan o Polskie pytania o Szanse polskiej demokracji. Mowisz o honorze o zyciu Aniolow i gnid. Szukam tego panskiego Utraconego sensu.
Mowisz Pan mnie, zeby sie nigdy nie mscic, dochodzic odszkodowan i nie mozna uprawiac kombatantctwa.
Teraz Pana topia. Szkaluja na starosc. Chca bys Pan popelnil moralne samobojstwo. Urzadzajac pokaz szalonych plakatow i okladek mniernych periodykow!
Jaka trzeba byc swinia by wyciagac pochodzenie. By topic biznes. By brac sie za niszczenie ludzi.
Wiem Dobrzy ludzie buduja gilotyne!
Masz Pan racje to Katolickie panstwo narodu polskiego.
Poki zlo jest, bedzie czytalo Wybiorcza!
"sztoby Ty był z nami. a czort z nimi".
Cysorz
Cysorz to ma klawe życie Oraz wyżywienie klawe! Przede wszystkim już o świcie Dają mu do łóżka kawę, A do kawy jajecznicę, A jak już podeżre zdrowo, To przynoszą mu w lektyce Bardzo fajną cysorzową. Słychać bębny i fanfary, Prezentują broń ułani: - Posuń no się trochę, stary! Mówi Najjaśniejsza Pani. Potem ruch się robi w izbach, Cysorz z łóżka wstaje letko, Siada sobie w złoty zycbad, Złotą goli się żyletką I świeżutki, ogolony, Rześko czując się i zdrowo Wkłada ciepłe kalesony I koszulkę flanelową. A tu przyjemności same Oraz niespodzianek wiele: Przynoszą mu "Panoramę", "WTK" i "Karuzelę", "Filipinkę" i "Sportowca" I skrapiają perfumami I może grać w salonowca z Marszałkiem i Ministrami. Salonowiec sport to miły, Lecz cesarska pupa - tabu! On ich może z całej siły, A oni go muszą słabo... Po obiedzie złota cytra Gra prześliczną melodyjkę, Cysorz bierze z szafy litra I odbija berłem szyjkę. Sam popije - starej niańce Da pociągnąć dla ochoty. A kiedy już jest na bańce, To wymyśla różne psoty Potem ciotkę otruć każe Albo cichcem zakłuć stryjca... ...dobrze, dobrze być cysorzem, Choć to świnia i krwiopijca!
Franciscoo Pizzaro napadl na Imperium Inkow. Ochrzcil Atahualpe i go udusil. Niedobry ten chrzest jest w katolicyzmie. Najpierw sie obiecuje dobro a potem zabija. Dzieci po ochrzczeniu wkraczaja niby na droge duchowa ale sa pod presja wojny. Jak nie walka to chociaz krucjata. Dziecieca, ktora nic nie przyniosla. raczej przyczynila sie do gwaltow.
Oczywiscie wszystko pod pozorem sprawiedliwosci i nawracania innowiercow.
Lubimy doktorow? Nie! Dzieci nie lubia! Dorosli tak! Zwlaszcza doktorow Kosciola. Jak
Swiety Tomasz z Akwinu, ktory mawial, o tym ze kazda strona ma racje, prawa i swoja racje. Kazdej wojnie przyswieca cel a rzady jej sprzyjaja. Tu rozwija sie temat wojny totalnej. Jesli atak terrorystyczny to nowy casus. Terror ma inny wydzwiek. Potem akt, rodzi nowy akt przemocy.
Jedna strona musi byc agresywniejsza. Wladze panstwowe decyduja i akceptuja wojne i usprawiedliwiaja
sile jako ostatecznosc.
Polska jest zawsze pozytywna. Uzywamy sily jak jestesmy napadani. Polityka nie jest sprawiedliwa to realizacja zamierzen jest jej realizacja.
Nastepny doktor Kosciola Swiety Augustyn mowi o wojnie sprawiedliwej w obronie Imperium Romanum. Lad panstwa rzeba bronic przed barbarzyncami.
Spirala nienawisci powoduje odgrywanie sie. Rana wewnetrzna mowi nam o krzywdach. Sprawiedliwosc musi byc po naszej stronie. Sad sadem a..itak dalej jak z filmu. Z dobrej komedii skadinad
Wojna sprawiedliwa na przestrzeni wiekow byla roznie postrzegana. Mowi sie o misjach. Tankowaniu paliwa. Przeladunku i uzupelnianiu zapasow. Wojna to usprawiedliwiony powod. Interwencja chemiczna. Walka na peestycydy i herbicydy. Rodza sie kolejne pokolenia dzieci z bledami mozgu. Tacy szaleni Antoni. Prymat na Morzu Baltyckim. Zawracanie okretow. Wymuszanie wojny polsko - polskiej.
Wojna dziesiecioletnia w Afganistanie nic nie dala. Rosja prowadzila bezustanna walke z wiesniakami. Broniono Afganczykow przed Afganczykami!
Arogancja wielkich mocarstw? One moga sobie pozwolic. Male niestety nie.
I co robia rosyjskie lotniskowe w Hiszpanii?
Przyjmujac chrzest wkraczamy na droge prawa. Przyjmujac chrzescijanstwo, dostajemy zycie duchow by byc dobrym chrzescijaninem. Prawa droga cechuje katolikow. Dobro nie zwycieza a zlo czy triumfuje?
Kiedy rozpoczynam zajęcia ze studentami na kierunku Brand Management, zarządzanie marką, pytam ich, co to jest marketing. I nie proszę o Kotlerowską definicję. Proszę o ciąg wolnych skojarzeń. Te są różne. Niektórzy mówią o promocji, reklamie i mediach społecznościowych. Inni o relacjach z mediami czy PR. Czasem padają odniesienia do marki. Czasem ktoś wspomni o sprzedaży lub badaniach marketingowych. Dopiero jednak z czasem udaje się to wszystko zebrać i powstaje pełniejszy obraz. Dla mnie bowiem marketing to tworzenie i komunikowanie propozycji wartości. Tworzenie na podstawie zrozumienia, badań i wglądu konsumenckiego. Komunikowanie z wykorzystaniem platform i narzędzi, które ciągle się zmieniają. Mamy więc schemat, w którym są dwie mocno zmienne komponenty. Grupa celowa, na temat której nie można mieć tylko przekonań, a TRZEBA mieć wiedzę. I narzędzia, które się nieustannie zmieniają. Jedno, co jest niezmienne, to swoiste podejście. I to właśnie podejście staram się zawsze przekazać moim studentom. Tak mowi Sphie Blum.
Marketingowe komunikaty to nie tylko piękne frazy. To relacja bazująca na empatii i odpowiednim obudowaniu. Wsparciu produktu nawet wydawałoby się mało kreatywnego. I tak właśnie jest w przypadku flagowej marki P&G, jakim jest Always. Jak słusznie stwierdza we wspomnianym wywiadzie Mariusz Janik: „w Polsce to legenda”. A Sophie Blum tłumaczy, że ta legenda ciągle jest wrażliwa na to, co się dzieje w głowach odbiorczyń marki i produktu. Tak o procesie dochodzenia do marketingowej kreacji mówi Blum:
Dwa lata temu nasi researcherzy doszli do wniosku (na podstawie badań, a nie przekonań, przyp. autora), że ponad połowa dziewcząt wraz z osiągnięciem dojrzałości traci pewność siebie. I większość z nich jej już później nie odzyskuje....
A skoro jak wynika z badań 72 proc. dziewczyn czuje się ograniczone przez normy społeczne, które dyktują im, co powinny robić, a czego nie, to warto coś z tym zrobić. Zwłaszcza jeśli się ma produkt skierowany do tej właśnie grupy. I produkt, który w swojej propozycji wartości zawiera takie jak „poczucie wolności” i możliwość realizacji się w każdej sytuacji. Siedem na dziesięć dziewczyn uważa, że to właśnie normy narzuciły im pewien stereotyp. Jednym z komunikatów zaś, które ten stereotyp pogłębia jest [robisz to] jak dziewczyna (czasem nawet jak baba, w wersji angielskimLike a girl).W wielu korporacjach panuje przekonanie, że istotą marketingowej kreacji i innowacji jest tzw. insight, czyli wgląd konsumencki. Dobrze jest jeśli nie jest to tylko deklaracja i szafowanie korpo-mową. Dobry wgląd nie może się ograniczać tylko do badania samej potrzeby czy obserwacji zachowań. Musi brać pod uwagę trendy i antropologię. O takiej właśnie filozofii wspomina Marc Pritchard (globalny szef marketingu P&G). Taką właśnie filozofię ma na myśli Blum, gdy wyjaśnia, że Always od czterdziestu lat nie jest wyłącznie kolejnym produktem. W cytowanym przeze mnie wywiadzie, który powinien być benchmarkiem dla każdego marketingowca, Sophie Blum wyjaśnia, że w pogłębionej analizie zawsze brano pod uwagę także wsparcie, które miało iść w ślad za produktem. W wypadku kampanii Like a girl, chodzi o zmierzenie się ze stereotypem i tzw. empowerment (czyli wzmocnienie).
Wsparcie dla dziewcząt i kobiet. Nie tylko zaspokojenie potrzeby. Nie tylko produkt. Wsparcie realizowane na podstawie badań, w których dociera się do dziesiątków milionów kobiet na całym świecie. Po to, by zrozumieć ich potrzeby – nie tylko te fizyczne, ale i psychiczne. A także ich emocje.
A co idzie w zgodzie ze zrozumieniem? Potrzeba działania. Co robi lider rynku, taki jak Always? Sięga po dalsze badania i dowiaduje się, że jednym ze sposobów, by zmienić postrzeganie własne i podnieść samoocenę, jest zmienić percepcję wszystkiego, co młoda dziewczyna robi – z negatywnej na pozytywną. Doskonale taką zmianę percepcji pokazują filmy reklamowe z kampanii Like a girl.
Blum dodaje: Przed przeprowadzeniem kampanii tylko 19 proc. dziewczyn miało pozytywne skojarzenia z wyrażeniem „jak dziewczyna”. Po jej obejrzeniu ta liczba wzrosła do 76 proc.
Podobne podejście widać w kampanii realizowanej obecnie przez Wranglera. Ta marka we współpracy z Kimbrą mówi im, że są czymś znacznie więcej niż samą cielesnością. A konkretniej są „more than a bum” (ang. więcej niż tyłek). Chodzi o przekazanie informacji i jasnego sygnału, że ważne jest społecznie to co kobiety robią, a nie tylko jak wyglądają. Dobór endorsera w tym przypadku nie jest przypadkowy. Takie podejście to całościowa filozofia. Składają się na nie wartościowe wglądy konsumenckie (insight) i realizacje, które nie są sztampowe. To marketingowe wartości, które warto zaszczepiać w swoim zespole. Nawet jeśli nie jesteśmy jeszcze wielką marką. Albo jeśli działamy w zupełnie innej branży. Na przykład jesteśmy youtuberem.
Rafał Masny, znany między innymi kanału Abstrachuje, czy solowego projektu To już jutro, powiedział mi, że kluczem do dotarcia i porozumienia z coraz to nowymi pokoleniami jest po prostu wgląd. To, co pozwala trzymać rękę na pulsie. Empatia. Takie podejście daje nie tylko dobre podstawy do tworzenia lepkich i wirusowych treści, ale chroni też przed obciachem. Masny z zespołem konsultuje swoje pomysły językowe z licealistami. To od nich wie, że „na spinie” odeszło do lamusa. Teraz młodzi mówią „pełna krępówa”. Masny na tegorocznej InternetBeta jest cytowany częściej niż Cialdini na Uniwersytecie SWPS. I dobrze, bo jeśli chodzi o podejście do budowania marki i treści na podstawie dobrego wglądu, to warto go obserwować. Nawet jeśli wydaje się być facetem nie z naszej bajki. Tylko, że dobry marketingowiec nie może mieć jednej bajki. Musi mieć ochotę zgłębiać różne narracje i trendy. Nawet jeśli wydają mu się dziwne.
Dobry marketingowiec jest jak antropolog. Bada wspólnotę, jej nastroje, ale nie może jej oceniać. Powinien pozostać bezstronny. Nie może się wtapiać i zbytnio fascynować, ale nie może też przyjmować postaw jak Wojciech Cejrowski, który tubylców w swoich programach traktuje jak miłych przygłupów i cudaków. O takich zresztą netograficznych, antropologicznych badaniach wspomina Marc Pritchard, wybitny marketingowiec, który w trakcie swojego wystąpienia podczas Cannes Lions, omawiał wyzwania współczenego marketingowca. Mówił, że liczba źródeł informacji o współczesnym kliencie jest nieograniczona. Wymienia „wyszukiwarki, media społecznościowe, wideo, wiadomości w komunikatorach, twity, snapy, czaty, e-commerce”... To wszystko, co daje szansę technologiczną na lepsze zrozumienie. Potrzeb, emocji, pragnień.
Marketingowe podejście i filozofię warto analizować przez pryzmat badań Julii Galef nad różnicami między tzw. soldier mindset (umysł skupiony na obronie własnych przekonań) i scout mindset (umysł skupiony na poszukiwaniu, umysł „zwiadowcy”). Z oczywistych względów, marketingowiec powinien dążyć do tego drugiego. Bo tylko ten gwarantuje dojście do prawdy o kliencie. Tylko ten pozwoli poznać go i dowiedzieć się o nim rzeczy, które być może okażą się dla nas niewygodne, bo nie pasują do naszych zakontraktowanych w budżecie działań. Bo być może nie pasują do narzędzi i platform, które my znamy.
Kiedy prowadzę zajęcia ze studentami, często wątpią, czy podejście do marketingu takich marek, jak te z portfela P&G czy Wrangler można realizować wszędzie. Mówią mi, że to nie te budżety, nie te kreacje, nie te zasoby. Zgadzam się. Ale z jednym się zgodzić nie mogę. Podejście takie jak prezentują Blum, Pritchard, Wrangler czy Nike a nawet nasz rodzinny Masny można realizować nawet w małej firmie. Trzeba tylko szukać inspiracji i ciągle realizować filozofię marketingu opartą na definicji, o której wspominam na początku. Marketing to tworzenie wartości w oparciu o wgląd i komunikowanie jej klientom. Tylko tyle i aż tyle.
The Econmist wyciagnelo zza grobu Nikite Chruszczowa. Moja zabka, kaszlak, pudeleczko, maluszek, miso tak to Maluch 126 p. Kto to tego nie kocha. Na ulicach krainy deszczowcow one tez wystepuja. Budzac lzy w oczach. The Economist zbadal nas dlaczego tesknimy za PRL. Po pierwsze dziecinstwo. Po drugie liberalny komentarz do obecnych rzadow.
Mówi się, że zimną wojnę przegrali designerzy. Siermiężne produkty, które powstawały w krajach demokracji ludowej, nie miały szans z tymi z Zachodu. Różnica pomiędzy czarną Wołgą a kolorowym Cadillakiem z filmu Grease były nie do pokonania. Podobnie jeżeli chodzi o Coca-Colę i naszą Polo-Coctę. Nikita Chruszczow powiedział kiedyś, że nadejdą jeszcze czasy, gdy konsumenci z krajów kapitalistycznych wybiorą produkty sowieckie.
Cena zadbanego 20-letniego Malucha z małym przebiegiem przekracza 10 tysięcy złotych. Jeden z najbardziej niebezpiecznych i niewygodnych samochodów w historii motoryzacji. Maluch jako samochód sprawdza się średnio, ale jednak gotowi jesteśmy przepłacać.
Szyneczka jak za Gierka, piwo, które wygląda jakby miało etykietę zastępczą, czy wreszcie reaktywacja marki Pewex (choć teraz ona znaczy coś innego)… W Polsce wielu producentów odwołuje się do wspomnień i emocji związanych z czasami PRL-u. Ale trend ten dotyczy całego bloku państw postkomunistycznych.Na Słowacji właśnie ruszyła kampania piwa Złoty Bażant, która nawiązuje do stylistyki roku 1973, w którym powstała kultowa marka. Do stworzenia plakatów agencja Leo Burnett zaprosiła grafików, którzy tworzyli reklamy w tamtych czasach. Piwo oznaczone a la lata 70-te jest o jedną piątą droższe niż normalne. To nie koniec. Heineken, który jest właścicielem Złotego Bażanta, wprowadził również marki w stylu retro w Serbii, Chorwacji i Bułgarii. W Niemczech triumf święci serial „Deutschland 83”, którego akcja rozgrywa się w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Sentyment do tamtych czasów stał się niezłym biznesem w całym regionie. W czeskim Lidlu z kolei organizowane są tematyczne tygodnie, podczas których można kupić produkty nawiązujące do tych „z czasów komuny”.
Gdy jak co rano w drodze do pracy gnieciesz się w kolejce, pojawia się pytanie: po co to wszystko?
Peter Fleming, który wykłada Biznes i Społeczeństwo na londyńskim City University, stara się odpowiedzieć na to pytanie w swojej książce The Mythology of Work (Mitologia pracy). Gdy spotkałem go w zdecydowanie zbyt drogiej kawiarni we Wschodnim Londynie, powiedział mi, że: „W ruchu odmowy pracy nie chodzi o lenistwo". Jego zdaniem „nie ma to nic wspólnego z nieróbstwem. Prawda jest taka, że jeśli chcesz zobaczyć, jak ktoś nie robi nic, poszukaj w dużej korporacji. Niektórzy z nas mają to szczęście, że całkowicie spełniają się w swoim zawodzie, ale stanowią zdecydowaną mniejszość".
Ogólna niechęć do pracy jest o tyle dziwna, że jeśli mieszkasz w dużym mieście, to jednym z pierwszych zapoznawczych pytań, jakie każdy ci zada, jest: „Czym się zajmujesz?". Zdaniem Fleminga to naturalne. „Ideologia pracy obróciła w perzynę wszystkie tradycyjne struktury związane z religią, sztuką, rodziną i innymi symbolami społecznego statusu. W rezultacie znaleźliśmy się w sytuacji, w której na każdym kroku słyszymy, że jedyne co się liczy to wykonywany zawód – dlatego całe nasze życie powinno się obracać wokół pracy, powinno być do niej dostosowane. Równocześnie postępuje indywidualizacja społeczeństwa, która rozrywa tradycyjne społeczności".
Globalne badanie przeprowadzone przez Instytut Gallupa w 2013 roku podzieliło pracowników na trzy kategorie: Zaangażowani (13 procent), Niezaangażowani (63 procent) i Aktywnie Niezaangażowani (23 procent). Pracownik zaangażowany to w zasadzie służbista: „Osoba, która zrobi wszystko, co w jej mocy, by zapewnić sukces organizacji, ponieważ postrzega swój dobrobyt jako nierozerwalnie sprzężony z powodzeniem firmy. Jeśli zauważy, że coś można zrobić lepiej, dzieli się tą informacją".
Pracownik niezaangażowany to taki, który po prostu się poddał; wszystko mu jedno: „Przemieszcza się pomiędzy Piekłem nr 1 [dom] a Piekłem nr 2 [miejsce pracy], w tę i z powrotem. Cierpi na »prezenteizm«: pojawia się w biurze o 9 rano, w dwie-trzy godziny załatwia wszystko, co ma do zrobienia tego dnia i przez resztę czasu po prostu siedzi i nic nie robi".
Jeśli czytasz te słowa w pracy, możliwe, że znasz to z własnego doświadczenia.
Tymczasem ktoś aktywnie niezaangażowany para się umyślnym sabotażem. „Szkodzi organizacji. Dostrzega problem, zna rozwiązanie, ale decyduje się zachować je tylko dla siebie. Kradnie. Szkodzi i uprzykrza życie innym. Niedawno dość głośno było o pewnym urzędniku miejskim, który w pracy nasrał do dozownika z mydłem. Rozmieszał mydło z kupą, a jego nieświadomi koledzy z pracy później go używali. Taki ktoś krzywdzi również samego siebie poprzez autodestrukcyjne zachowania lub nawet samobójstwo".
Akcja z kupą w mydle jest dziwna i doprawdy karygodna, ale jeśli podkradasz wyposażenie biura albo zdarza ci się przyjść do pracy z koszmarnym, nieplanowanym kacem w środku tygodnia, gratulacje: należysz do tych 23 procent.
„Ciemnej ekonomii nie widać w oficjalnych deklaracjach polityków i ekonomistów, tylko wtedy, gdy bankier rzuca się z dachu. Nie bez powodu alkohol jest u nas opodatkowany na najniższym poziomie w całej Europie (przyp. red. Dostępne zestawienia zaprzeczają tej tezie: brytyjski podatek akcyzowy od alkoholu należy do najwyższych UE, zaraz za Finlandią. Co ciekawe, najniższą akcyzę w Unii płacą Hiszpanie i Polacy) – to powszechnie akceptowany sposób, by dać ujście frustracji wywołanej wyzyskiem. Nie można jednak akceptować ciemnej ekonomii – domowej przemocy, związanych z pracą samobójstw itd.".
Instytut Gallupa szacuje, że w Wielkiej Brytanii aktywnie niezaangażowani pracownicy kosztują państwo 52-70 miliardów funtów rocznie.
W pracy spędzamy coraz więcej czasu, nawet jeśli stoi za tym tylko „prezenteizm". Na dodatek ostatnio wiele firm przychylnie patrzy na alkohol w miejscu pracy – tzw. Picie „al desko" (przy biurku, gra słów z al fresco, czy na świeżym powietrzu). Choć drinki w biurze w piątkowy wieczór mogą sprawiać wrażenie, że masz po prostu miłego szefa, Fleming jest bardziej cyniczny. Jego zdaniem zacieranie granic pomiędzy pracą a czasem wolnym i zabawą jest niebezpieczne. Współczesny kierownik „chce być twoim przyjacielem i zazwyczaj faktycznie jest miłą osobą. To najgorsza rzecz, jaka się może zdarzyć. Jeśli mój zwierzchnik uważa mnie za swojego przyjaciela i możemy sobie razem żartować, pomiędzy nami wytwarza się więź, od której nie ma ucieczki. Jeśli nie chcę wykonać jakiegoś polecenia, on uzna to za osobistą zniewagę, jakbym zdradzał naszą przyjaźń. Całkiem słusznie może powiedzieć: »stary, przyjaciela tak się nie traktuje«".
Relacje pomiędzy pracą i gorzałką były kiedyś diametralnie różne. W XVIII wieku pracownicy obchodzili Święty Poniedziałek – „Obyczaj, w ramach którego robotnicy porzucali swoje narzędzia, opuszczali fabrykę i szli pić na umór w poniedziałek rano, wraz z początkiem nowego tygodnia pracy" – wyjaśnia Fleming.
W swojej książce Peter używa terminu „bio-proletarianizm", by wytłumaczyć naszą obecną sytuację. „Bio-proletarianizm odnosi się do sposobu, w jaki samo życie jest zaprzężone do ekonomii. Umowy na zero godzin (brytyjski odpowiednik śmieciówek) stanowią świetny przykład. Gdy pracujesz na takiej umowie. Nigdy nie jesteś niedostępny. Powiedzmy, że pracujesz dla agencji, która zapewnia obsługę baru. Myślisz, że pracujesz za barem dziś wieczorem i się przygotowujesz – za własne pieniądze kupiłeś ubranie itd. Po czym odbierasz telefon od kierownika, który mówi: „jednak cię nie potrzebujemy", więc zostajesz w domu. Jednakże zawsze jesteś gotowy do pracy, nawet kiedy nie pracujesz. Życie zmienia się w nieustanny ciąg pracy i stałej gotowości do niej".
Co zatem mamy począć? Jak stawić opór pracy? Fleming opisuje przypadek, gdy złapał grypę i wykorzystał to, by przez tydzień odpocząć. Słyszymy, że „praca dobrze nam zrobi", ale prawda jest dokładnie odwrotna – siedzenie za biurkiem to nowe palenie papierosów.
„Opór jest wielce utrudniony" – mówi Peter – „przez ekonomizację siły roboczej. By zaoszczędzić, dąży się do indywidualizacji. Wszyscy dostają osobne umowy, są samozatrudnieni. Na przykład w 2013 roku pojawiły się doniesienia, że 70 procent pilotów Ryanaira jest samozatrudnionych – sami płacą za swoje mundury i hotele między lotami. Musimy zrekolektywizować pracę i na nowo odkryć siłę pracowników".
Fleming proponuje naprawdę wielkie, daleko idące rozwiązania: dochód podstawowy z nadwyżki budżetowej, upaństwowione przedsiębiorstwa, trzydniowy tydzień roboczy i koniec fetyszyzacji pracy.
Przede wszystkim jednak chce, żebyśmy zrozumieli, co jest nie w porządku i dlaczego pracujemy tak wiele, a także byśmy zaczęli rozmawiać z innymi osobami w takiej samej sytuacji. „Z historycznego punktu widzenia, społeczeństwa, które wymagały od ludzi więcej niż trzech dni pracy w tygodniu, zazwyczaj opierały się na niewolnictwie. Nie potrzebujemy pracować więcej niż 20 godzin tygodniowo".
Podobno Polacy sa najbardziej rozjezdzonym narodem w Europie. I tez niesympatycznym i niewspolczujacym? To jak to juz jest wreszcie. Ulegly czy ciekawy?
Pogubilo sie juz zlo w tych wyliczeniach jest!
My, Polacy, uwielbiamy myśleć o słynnej polskiej gościnności, serdeczności i skłonności do poświęceń – zdaje się, że dla naszej tożsamości są to pojęcia na tyle centralne, co Grunwald, odsiecz wiedeńska, Piłsudski na Kasztance, schabowy i zimna wódka. Jednak być może intuicja podpowiada ci czasem, że większość Polaków to samolubne buce, dla których cudze nieszczęście jest powodem jedynie do obleśnego rechotu. Cóż, wygląda na to, że możesz mieć rację – szeroko zakrojone badanie z Michigan State Universityprzeprowadzone na 63 nacjach wskazało, że potomkowie Lecha znajdują się wśród pięciu najmniej empatycznych narodów świata.
Naukowcy zebrali dane dotyczące reprezentatywnej grupy 104 365 dorosłych ludzi z 63 krajów (z pominięciem większości Afryki, Bliskiego Wschodu, części byłych Republik Radzieckich, Ameryki Południowej i wysp Pacyfiku – pełną mapę zobaczysz tutaj). Badanie zostało opisane jako najszersze i najbardziej obrazowe badanie empatii w historii. Samą empatię naukowcy zdefiniowali jako umiejętność współczucia innym, tendencję do wyobrażania sobie cudzego punktu widzenia, umiejętność tworzenia bliskich, stałych relacji z innymi oraz skłonność do działania kolektywnego (w opozycji do aktywności w pojedynkę).
Respondenci zostali poproszeni o odpowiedź na długą listę pytań opartą na standardowych psychologicznych testach. Naukowcom zależało niekoniecznie na stworzeniu „rankingu krajów", ale na zbadaniu, jak empatia i inne cechy łączą się z „prospołecznymi" zachowaniami, takimi jak wolontariat czy zaangażowanie w akcje charytatywne. Polska nie wypadła tu dobrze – podobnie jak inne kraje Europy Wschodniej. Najmniej empatycznym państwem świata okazała się Litwa, a 7 z listy 10 najmniej empatycznych krajów znajduje się w naszym regionie (w pierwszej piątce są jeszcze Bułgaria, Estonia i Wenezuela – to ostatnie nie dziwi, biorąc pod uwagę, że tamtejszy gubernator sugerował obywatelom, abyjedli smażone kamienie).
Zaskakiwać może wysoka nota słynnych z agresywnie kapitalistycznego systemu Stanów Zjednoczonych (7. najbardziej empatyczny naród) czy krajów takich Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Kuwejt, biorąc pod uwagę liczbę konfliktów w regionie (być może dlatego, że naukowcy nie określali, czy empatyczne zachowania mają dotyczyć członków własnej społeczności czy „obcych").
Naukowcy podkreślają, że ich dane należy traktować jako stopklatkę aktualnego obrazu „jak wygląda empatia w tej chwili" i że wyniki mogą diametralnie zmieniać się w krótkim czasie.
Oto lista najempatyczniejszych nacji, w razie gdybyście już pakowali walizki: