Thursday, 4 August 2016

"Dlaczego się śmiejesz?" - spytał Yusrę. - Odpowiedziałyśmy, że prawie umarłyśmy w morzu, czemu mamy się smucić? -

Ten artykul wezcie sobie do serca. Kiedy bedziecie slodko taplac sie w wodzie. Dwie siostry z Syrii uciekajac przeplynely wplaw Morze Srodziemne??? Do tego ciagnac liny z lodzia na ktorej znajdowali sie ludzie!
Przeciez to niemozliwe? Moze jeszcze gdzies duch zdrowej rywalizacji jest stosowany. Szkoda tylko, ze ducha walki musza pokazywac ci uchodzcy, ktorzy roznosza zaraze lub sa dewiantami. Zabieraja nam socjal ba dusze kradna i gwalca!

W wodzie nie ma znaczenia, skąd jesteś



  • Zobacz zdjęcia (5)
W Niemczech łatwiej kupić strój kąpielowy. I jest tańszy niż w Syrii. Jestem dumna z tego, że jestem uchodźczynią. Jak siostra chce mnie zdopingować, mówi: "Pokaż im uchodźczynię"


Yolande wybiła się z wojny i niewolnictwa.

Rose i Anjelina najpierw dobiegły do obozu. Potem zrobiły wszystko, by z niego wybiec. Do życia.

Siostry Mardini dopłynęły wpław do brzegów wyspy Lesbos. Teraz młodsza z nich ma nowy cel: olimpijski medal.

Biłam się, by przetrwać 

Yolande wyszła do szkoły i nigdy nie wróciła do domu. - Bomby, dużo bomb. Spadały, huczało mi w głowie. A potem nie było już szkoły. Nie było już rodziny. Czy żyją? Czy mój dom stoi? 18 lat o tym myślę - judoczka bezradnie rozkłada ręce.

Na sali w Instytucie Reaçao u podnóży faweli Rocinha w Rio de Janeiro zaduch miesza się ze wspomnieniami Yolande. Plask ciał upadających na matę i gwizdek trenera szatkują jej porwane wspomnienia.

Niechętnie wraca do 1998 roku, do Bukavu na wschodzie Konga. Dziesięcioletnią dziewczynkę uratowali żołnierze. Yolande pamięta biegnących ludzi, zakrwawione ciała wołających o pomoc. Potem wojskowy samolot i lądowanie na stadionie w stołecznej Kinszasie - 1500 km od domu.

- W obozie dla uchodźców było dużo dzieci. Musieliśmy walczyć o wszystko. Musiałam nauczyć się bronić, by przetrwać. To był wstęp do judo. A potem wychowawcy z obozu zaproponowali nam różne aktywności dla rozwoju. Wybrałam judo i tak już zostało - uśmiecha się lekko.

Gdy zaczęła zdobywać puchary, upomniała się o nią krajowa federacja. Zaczęła jeździć na zawody po całej Afryce. - W Kongu traktowano nas jak niewolników. Nie mieliśmy minuty dla siebie. Czuliśmy się jak żołnierze na musztrze. Dawali nam do jedzenia tylko chleb i kawę, a po porażkach zamykano nas za karę do ciemnych komórek. Za brak sił do walki! - opowiada.

Pięć trudnych godzin 

W 2013 roku Mabika i jej kolega z reprezentacji Popole Misenga przyjechali z kadrą na mistrzostwa świata w judo w Rio de Janeiro. Trener ukradł ich paszporty i pieniądze. Zniknął. Przez kilka dni nic nie jedli. Błąkali się po mieście.

Yolande: - Byłam wykończona, ale powtarzałam sobie: to szansa, uciekam, nigdy już nie będę uprawiać judo, jedynej rzeczy, którą kocham, ale uwolnię się od Konga, od tego życia.

Trafiła do afrykańskiej społeczności - fawela Cinco Bocas na północy Rio to nie jest bezpieczne miejsce. Ktoś powiedział jej o Caritasie. Inny załatwił pracę w fabryce. Po roku dowiedziała się o klubie Reaçao. Zaczęła treningi. Na początku trzy razy w tygodniu, a gdy się okazało, że wystartuje w IO - codziennie.

Gerardo Bernardes, trener: - W Kongu cały czas kazali jej wygrywać. Bo jak nie, groziło jej więzienie. U nas ma zapewnioną opiekę psychologa i dietetyka. Trafiła do nas po długiej przerwie i tylko 15 miesięcy przed IO. Musieliśmy uczyć ją techniki, ale jest coraz silniejsza.

Yolande wynajmuje kawałek podłogi w małym domku w faweli. Dojeżdża do klubu z północnych rubieży Rio aż do samego wybrzeża, nieopodal plaży Ipanema. Pięć godzin dziennie spędza w środkach transportu miejskiego.

- Kilka bezczynnych godzin sprawia, że wracają moje koszmary z Konga. Przeszłość mnie nachodzi. Chcę już żyć swoim życiem, dlatego trenuję, uczę się portugalskiego. W końcu odnalazłam dom. W Rio. Jestem pewna, że zostanę tu na zawsze - zamyśla się Mabika.

- A co, jeśli przeszłość ci nie odpuści?

- Guillaina, Beby, Dody, Bobette, może któryś z braci żyje? Może też im się udało? - wzdycha Mabika. - Igrzyska olimpijskie to dla mnie ogromna szansa. Może mnie zobaczą w telewizji, przeczytają w gazecie i zadzwonią? Jeśli tylko żyją.


Biegnij, Sudanko, biegnij 

Wystrzał pistoletu. Biegną. Rose boso, Anjelina w skarpetkach. W tłumie kobiet z podciągniętymi do ud spódnicami. Wśród nich chłopiec z gumowymi podeszwami przywiązanymi do stóp sznurkiem. Piaszczystą drogą, wśród jednostajnych zabudowań i białych namiotów.

Metą jest brama wjazdowa do obozu Kakuma. W języku suahili Kakuma znaczy po prostu "Nigdzie". To jeden z największych obozów dla uchodźców na świecie, 100 km od granicy Kenii z Sudanem Południowym. W środku tłoczy się 180 tys. ludzi, jedna trzecia z nich to uciekinierzy z dawnego Sudanu, jak Rose i Anjelina.

Jest sierpień 2014 roku, godzina 7 rano, bezchmurne niebo. Do obozu przyjeżdża Tegla Loroupe, pierwsza Afrykanka, która wygrała maraton, potem biła kolejne biegowe rekordy, aż stała się legendą. Dziś szuka talentów i zajmuje się prawami człowieka - dlatego znalazła się w obozie Kakuma.

Na starcie 200 zawodników. Wychudzeni, ale uśmiechnięci. Większość boso. - Kiedy to zobaczyłam, nie mogłam uwierzyć. Kilka miesięcy później spotkałam Thomasa Bacha z MKOl. Opowiadam mu o tym, a on na to: "Mam pomysł. Pomożesz?".

Rok później MKOl ogłasza, że na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro wystartuje dziesięcioosobowy zespół uchodźców pod flagą IO. Media podchwytują wypowiedź Bacha: "Chcemy wysłać wiadomość nadziei do wszystkich uchodźców". 26 kwietnia syryjski uchodźca Ibrahim al-Hussein przenosi znicz olimpijski przez grecki obóz dla uchodźców. Ktoś pisze, że w brazylijskim Rio de Janeiro wystąpi "reprezentacja globalnego kryzysu". Mówią też o nich "Rio dream team".

Ale tamtego sierpniowego dnia w obozie w Kakuma nikt nie myśli o MKOl, igrzyskach, sprawach Pierwszego Świata.

Z pustyni do sierocińca 

Każdy biegnie dla siebie. Rose Nathike Lokonyen, 23 lata, startuje, by pomóc rodzicom. I wyrwać się z Kakumy, gdzie mieszka już 13 lat. W międzyczasie jej rodzice wrócili do niepodległego od 2011 roku, ale wciąż ogarniętego lokalnymi konfliktami Sudanu Południowego. Ona i rodzeństwo zostali jednak w obozie. - Gdyby nas nie wywieźli do Kakumy, pewnie byśmy umarli - mówi Rose.



22-letniej Anjelinie Nadai Lohalith na trasie przypomina się rodzinna wioska w Sudanie Południowym. - Mama wypasała krowy daleko od domu, więc miałam do wyboru iść godzinę na dojenie albo biec pół godziny. I tak zaczęłam biegać - opowiada.

Meta w Kakumie to dla Rose i Angeliny początek nowego życia. Trafiają pod skrzydła fundacji Loroupe razem z 20 innymi osobami. Trenują miesiącami na wzgórzach Ngong, 40 km od stołecznego Nairobi. Tutaj do igrzysk olimpijskich przygotowują się też profesjonaliści: olimpijczycy, rekordziści świata, gwiazdy. To miejsce, gdzie - jak mówią Kenijczycy - "niesie się tylko odgłos butów do biegania". - Ale te same buty raniły stopy naszych dziewczyn. Pierwszy raz je tutaj włożyły. Były zupełnie surowe. Żółtodzioby. Nie wiedziały np., po co mają się rozciągać po wysiłku - komentuje trener John Anzrah.

Dla uchodźców przejście z pustynnego klimatu jest brutalne. Mieszkają w starym sierocińcu. Jedzą dobrze, mają lekcje, trenują. Ale niektórzy nie wytrzymują rozłąki z rodzinami. Tęsknią za obozem.

W Ngong w wolnym czasie Anjelina uczy się szydełkować, pochłania romanse. Rose nawiązuje kontakt z rodziną. Nie mogą uwierzyć, gdy Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłasza skład kadry uchodźców na igrzyska olimpijskie. W Rio de Janeiro Rose pobiegnie na dystansie 800 metrów, Anjelina - 1500 m.

Trener: - Nie chodzi o medale. Jadą, by udowodnić, że konflikt nie łamie ducha.

A może ich historia pokaże Europie, że napływ uchodźców na Stary Kontynent jest minimalny - aż 90 proc. przymusowych migrantów mieszka w krajach rozwijających się, w samej Kenii jest to aż 600 tys. ludzi.

Ponton 

- W wodzie nie ma znaczenia, skąd jesteś - powtarza Yusra Mardini. W sierpniu 2015 roku zachodziło słońce, a ona wraz z siostrą płynęła przeładowanym pontonem w kierunku greckiej wyspy Lesbos. Uciekły z Syrii, najpierw do Libanu, potem do Turcji. Rodzice opłacili przemytników - 1200 dol. za osobę.

Pierwszą łódkę zawróciła turecka straż graniczna. Przy drugiej próbie silnik przestał działać, a ponton zaczął nabierać wody. Yusra, jej siostra i ich kuzynka wyskoczyły z niego.

- Nie bałam się śmierci, bo cokolwiek by się wydarzyło, mogłam dopłynąć do wyspy. Ale ze mną było 20 osób. 17 z nich nie umiało pływać - opowiadała Sarah, starsza siostra Yusry. - W Syrii pracowałam jako ratowniczka. Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdyby ktoś utonął.

Yusra: - Nie miałam zamiaru siedzieć i narzekać. Jeślibyśmy utonęły, to z poczuciem dumy.
Trzy godziny ciągnęły ponton za liny. Dobiły do greckich brzegów. Potem była tułaczka: ktoś je okradł, ktoś nie wpuścił do pociągu. Jeden z policjantów na Węgrzech chciał je aresztować. "Dlaczego się śmiejesz?" - spytał Yusrę. - Odpowiedziałyśmy, że prawie umarłyśmy w morzu, czemu mamy się smucić? - opowiada dziewczyna. Puścił je. W Austrii dostały jedzenie i koce. Dotarły do Monachium, potem do obozu w Berlinie.

Bomba w basenie 

Wszystko to brzmiałoby równie nieprawdopodobnie jak scenariusz filmu sensacyjnego, ale na historię syryjskich sióstr są dowody - na trasie tułaczki spotkały wietnamskiego fotografa, który podążał za ich grupą i robił zdjęcia. Nie wiedział, że Yusra jest reprezentantką Syrii w pływaniu. Gdy kilka miesięcy później niemiecki klub Wasserfreunde Spandau 04 pochwalił się mediom, że w drużynie trenuje Syryjka, a do tego ma szanse na udział w IO w Rio, fotograf przyleciał do Berlina. A wraz z nim setki dziennikarzy.

Siostry są zjawiskowe - mają długie czarne włosy, piękne twarze i sylwetki. Starsza Sarah z powodu kolczyka w nosie wygląda odrobinę bardziej drapieżnie. - Dopiero teraz żyjemy harmonijnie. Nic nie możemy robić porządnie, jeśli nie pływamy.

Sarah woli długie dystanse, Yusra pływa stylem motylkowym, który zagwarantował jej udział w igrzyskach. Historia Syryjki, która marzyła o pływaniu, ale musiała przerwać karierę, bo bomby zrujnowały jej dom i zniszczyły basen w Damaszku, stała się znana na całym świecie. Yusra stała się symbolem reprezentacji uchodźców. Bryluje.

- W Niemczech łatwiej kupić strój kąpielowy. I jest tańszy niż w Syrii - uśmiecha się w jednym z wywiadów. I dodaje: - Jestem dumna z tego, że jestem uchodźczynią. Jak siostra chce mnie zdopingować, mówi: "Pokaż im uchodźczynię".

Listonoszka ćwiczy wykop 

- Do wszystkich konkurencji musiałyśmy mieć założony szal - opowiada Raheleh Asemani, zawodniczka taekwondo z Iranu. - Ale uwierzcie, że to nic trudnego, jeśli nosiło się go przez ponad 20 lat.

Nie chce wyjawić, jaka historia kryje się za jej ucieczką z Iranu w 2012 roku. Powie tylko, że kłopotem były dla niej, zawodowej sportsmenki, wyjazdy na zagraniczne turnieje i nie mogła się rozwijać. Trafiła do obozu dla uchodźców Zaatari w Jordanie, a tam wyłowiła ją Światowa Federacja Taekwondo, która w ramach akcji humanitarnej wysyła do obozów instruktorów sportu.


- Tak naprawdę chciałam być gimnastyczką, ale tato zasugerował, że taekwondo będzie dla mnie lepsze. W Iranie to znany sport, dziewczyny często go uprawiają - opowiada płynnie po flamandzku w belgijskiej telewizji 27-letnia Raheleh.

Też miała wystąpić w zespole uchodźców. Nie zdążyła - w kwietniu król Filip uznał, że jest Belgijką. Dzięki temu ten niewielki kraj wystawi aż dwoje zawodników w tej kategorii.

- Nie chodziło mi o to, czy jestem z Iranu czy z Belgii, chciałam tylko móc realizować swoje ambicje - deklaruje.

Już w 2015 roku stałą się bohaterką precedensu - chciała podejść do europejskich kwalifikacji olimpijskich w Stambule, ale nie miała obywatelstwa. Europejska Unia Taekwondo na wniosek MKOl jednogłośnie zadecydowała o przyjęciu jej do konkursu. Wygrała walkę z Finką. Rozemocjonowana powiedziała wtedy: - Pracuję na poczcie. Moim zadaniem jest dostarczanie listów. A dziś to mnie dostarczono bilet na olimpiadę! Jadę do Rio!

Listonoszka Raheleh po godzinach ćwiczy wykopy. Nie może przestać - tylko taekwondo ją cieszy. Kiedy nie ćwiczy, wpada w depresję.

Ratują ją jeszcze telefony na Skypie do rodziców i siostry. Dzwoni do nich codziennie z pokoju pełnego pluszowych misiów i oprawionych w ramki zdjęć. Nie wyobraża sobie, że mogłaby nie słyszeć ojca dwa dni z rzędu.

- Kiedy ćwiczę taekwondo, robię to dla całej mojej rodziny. Jeśli oni się uśmiechają, to jestem szczęśliwa. W Rio dam z siebie wszystko, by wygrać!

Podczas igrzysk w Rio de Janeiro w zespole uchodźców wystartuje dziesięć osób, w tym cztery kobiety. 

uchodzcy na Rio



W piatek rozpoczna sie Olimpiada w Rio de Janeiro. Pomimo rozpierduchy spoleczno-gospodarczej. Zawieruch, strajkow i niedorobek. Gdzies tam tlumy nacpanych niby sportowcoe. nad nimi lataja helikoptery wojskowe a do ich cial kleja sie komary z wirusem zika.
Czy to sa zawody sportowe czy konkurs na chemiczne bajerowanie? Wsrod tego gdzies uchodzcy!

Ten pomysł pojawił się gdzieś w drugiej połowie minionego roku. Do opinii publicznej przedostał się podczas spotkania narodowych komitetów olimpijskich w Waszyngtonie. - Na świecie jest aktualnie 60 milionów uchodźców, są wśród nich sportowcy. Chcielibyśmy pomóc im, aby spełnili swe olimpijskie marzenie - powiedział szef MKOl, Thomas Bach i zapowiedział, że uda się do jednego z obozów, aby osobiście poinformować uchodźców o swojej inicjatywie.
Sprawa uchodźców budzi emocje w całej Europie. Tłumy ludzi opuściły Syrię, Afrykę i inne objęte działaniami wojennymi obszary, aby w jakikolwiek możliwy sposób dostać się tam, gdzie jest bezpieczniej i po prostu lepiej. Podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro miałoby dojść do sytuacji niecodziennej, jaka nigdy wcześniej nie miała miejsca - uchodźcy-sportowcy mieliby mieć własną reprezentację.
Wyszukaniem wśród uciekinierów potencjalnych olimpijczyków mają się zająć się narodowe komitety olimpijskie w krajach, do których uchodźcy napłynęli, co oznacza pełne ręce roboty dla takich struktur w Niemczech, Austrii, Włoszech, Francji, a także Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. W mniejszym stopniu dotyczy to także innych państw do których napływają rzesze ludzi.
Bach gościł już nawet w jednym z obozów w Atenach, gdzie przebywają uchodźcy. Uściślił wtedy, że ich reprezentacja na igrzyskach miałaby liczyć od pięciu do dziesięciu osób. - Chcemy zwrócić uwagę świata na problemy uchodźców - powiedział wtedy agencji Reuters. Jeszcze nie wiadomo, czy Międzynarodowy Komitet Olimpijski weźmie na swoje barki finansowy ciężar przeprowadzenia całej akcji czy obciąży nią narodowe komitety w poszczególnych krajach. Sytuacja jest rozwojowa.

Medale pod flagą olimpijską

Niezależni sportowcy na igrzyskach olimpijskich to nie nowość. Zawodnicy bez przynależności państwowej startowali już w 1896 roku w Atenach, w 1900 w Paryżu oraz w 1904 w Saint Louis. Pojawili się nawet na nieoficjalnych igrzyskach w 1906 roku, ale później MKOl zabronił tego typu praktyk.
Idea miała powrócić w 1940 roku na igrzyskach w Garmisch-Partenkirchen, gdzie o swój start starali się sportowcy z nieuznawanej przez nazistowskie Niemcy, Czechosłowacji, ale jak wiadomo zawody nie zostały w ogóle rozegrane z powodu wybuchu drugiej wojny światowej. W czasie Zimnej Wojny podobne próby czynili sportowcy uciekinierzy z krajów komunistycznych, ale ich wnioski w 1952 i 1956 roku zostały odrzucone. Gdy Gujana w 1976 roku ogłosiła olimpijski bojkot, James Gilkes - sprinter z niej pochodzący też chciał startować pod flagą MKOl, ale jego prośba została odrzucona.
Światowe władze bardziej przychylne tego typu inicjatywom stały się dopiero w ostatnich latach. W 1992 roku w Barcelonie furtkę otwarto dla sportowców z rozpadającej się właśnie Jugosławii, która wskutek działań wojennych została wykluczona z igrzysk jako państwo. Do Hiszpanii przyjechało zatem 52 sportowców z przestającego istnieć kraju oraz 6 z nowopowstałej Macedonii, która nie zdążyła jeszcze utworzyć swojego komitetu olimpijskiego. Troje takich zawodników zdobyło nawet medale - jeden srebrny i dwa brązowe.
W 2000 roku wyjątek zrobiono dla czwórki sportowców z Timoru Wschodniego, który nie był jeszcze niepodległym państwem, więc nie było mowy o występach pod własną flagą. W 2012 roku pozwolono wystartować przedstawicielom Antyli Holenderskich, Południowego Sudanu i zawieszonego w prawach Kuwejtu. Ci ostatni w końcu jednak wystartowali pod "własną banderą". Warunkiem było jednak to, że sportowcy z tych krajów musieli wcześniej uzyskać kwalifikację. Dwa lata później, na zimowych igrzyskach w Soczi pod flagą z pięcioma kołami wystartowała trójka obywateli Indii, których komitet został zawieszony.

Pływaczki z Syrii, judocy z Afryki i listonoszka z Iranu

Sportowcy niezależni zdobywali medale, ale żaden z nich nigdy nie sięgnął po złoto, nie powodując kłopotliwej sytuacji z graniem hymnu. Taki zwycięzca nie mógłby usłyszeć i odśpiewać pieśni z którą się utożsamia, bo puszczono by mu hymn olimpijski, do którego mało kto zna słowa. Czy złoty medal zdobędzie któryś z uchodźców? W tej chwili wydaje się to bardzo wątpliwe. MKOl nie określił czy tak wybrani zawodnicy będą musieli uzyskać jakieś kwalifikacje, czy wystartują dla samej idei, mierząc się z doskonale przygotowanymi zawodowcami.
W tej chwili wiadomo o trójce sportowców-uciekinierów, którzy na pewno wystąpią w Rio de Janeiro. Są to pływaczka z Syrii, która mieszka obecnie w Niemczech, judoka z DR Kongo, przebywający w Brazylii oraz pochodząca z Iranu zawodniczka taekwondo, osiadła i trenująca w Belgii. Choć MKOl nie podaje nazwisk, można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że na igrzyskach wystartuje któraś z nastoletnich sióstr - Ysra lub Sarah Mardini, które z Syrii przedostały się do Berlina, po drodze przez morze ratując wielu tonących uchodźców. W stolicy Niemiec otworzono im pływalnię i stworzono im warunki do trenowania.
Popole Misenga i Yolande Mabika - judocy z Demokratycznej Republiki Konga są już w Brazylii, gdzie ćwiczą pod okiem miejscowego trenera. - Zastanawiałem się czasem, jak żyć, kiedy tak wielu ludzi wokół umierało - mówił Misenga. Jeden z nich, a może obaj wystąpią w Rio. W tym przypadku wiadomo, że wszystkie koszty z tym związane pokryje fundacja charytatywna Caritas oraz... Brazylijska Konfederacja Judo, która sama zaoferowała chęć pomocy. - Nie mogę walczyć dla mojego kraju. Będę zatem walczył w igrzyskach olimpijskich dla wszystkich przymusowych imigrantów na świecie - mówi Mabika. - Chcę zdobyć medal dla wszystkich uchodźców.
W Brazylii nie powinno także zabraknąć Raheleh Asemani. To zawodniczka uprawiająca taekwondo, która jako uchodźca przebyła drogę z Iranu do Belgii. W nowym kraju szybko odnalazła się w pracy listonoszki. - Pracuję w urzędzie pocztowym, biegam od domu do domu dostarczając listy, ale dziś sama coś otrzymałam: bilet olimpijski - mówiła po uzyskaniu niezbędnej kwalifikacji po turnieju kwalifikacyjnym w Stambule. Z braku pomocy macierzystego związku, występowała jako reprezentantka Belgii, w Rio wystąpi pod flagą MKOl.

Co z tą Rosją?

Nie wiadomo jeszcze dokładnie, co z Rosją, której sportowcy, a być może cała lekkoatletyczna reprezentacja tego kraju nie będzie mogła wystartować na igrzyskach z powodu dopingu. Po głośnej aferze tuszowania pozytywnych wyników badań i stworzenie zorganizowanego systemu dopingu, Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna (IAAF) postanowiła zawiesić całą drużynę narodową Sbornej. Nie wiadomo, jak długo może to potrwać.
Dlatego też rosyjskie Władze chcą wystąpić z oficjalnym pismem do IAAF z prośbą o umożliwienie ich zawodnikom udziału w igrzyskach w Rio de Janeiro pod flagą olimpijską, aby nie było odpowiedzialności zbiorowej. Taki start interesuje "carycę tyczki", Jelenę Isinbajewą. Nie wiadomo, co z pozostałymi.



Prezes Rosyjskiej Federacji Lekkoatletycznej Wadim Żeliczenok był w połowie listopada pewien, że w ciągu trzech miesięcy zawieszenie zostanie anulowane, a sportowcy z jego kraju będą mogli wystartować w swoich barwach. Czas jednak mija i nie działa na jego korzyść. W najgorszym razie lekkoatleci z Rosji spotkają się w jednej drużynie z uchodźcami.

Wednesday, 3 August 2016

wesole jest zycie zachodnie




Do Choja Pana i Do Boga Jedynego.

Ogladajac hamerykanskie lub tez i nasze programy, polegajace na spiewaniu, tanczeniu czytaj robieniu z siebie glupa. Zauwazam, ze coraz wiecej ludzi starszych decyduje sie wsiac udzial w tymze rewelacjach. Brzmi moj wywod dlugo i byc moze glupio. Porownajcie je z polskimi programmami. Gdzie tam znajdziemy uroczych 80- cio latkow wywijajacych cos na syntezatorze. 92- letnich babc robierajacych sie przy burleskowym szlagierze. No gdzie ci nasi staruszkowie. Nie ma?
 Oni maja wspomniena. Wspomnienia wojenne. Ciezko jest i hameryki nie odkrylam. Ta cholerna wojna, ktora zabrala ludziom dziecinstwo, mlodosc. Przeczolgal komunizm. System nazistowski, potem komuna by na koniec juz nie wiem, ktora Rzeczypospolita czolgala przed swem obliczem. Obliczem Macierewicza, o apelu smolenskim. Mieszajacym pojecia bohaterow, kotrzy polegli a zamachem z pancerna brzoza.
Zachodni staruszkowie byli na wojnie ale nie mieli wojny u siebie. Nie mieli Powstania. Nie mieli zaborcow. Nie mieli walki o przetrwanie. Mieli moze i ten zgnily kapitalizm ale i troche spokoju. Polscy starsi ludzie nie moga sobie pozwolic na fiu bzdziu. Owszem Wladyslaw Szpielman czy Hanka Bielicka swoim zyciem obdzielili by zachodnich staruszkow. Oni przetrwali smiechem. Choc bardziej tym gorzkim.
Jak strasznie zaluje, ze nie ogladam starszego pokolenia robiacego z siebie moze i czasem posmiewisko ale jakie i czasem wzruszajace. gdy widzimy grupe tanczacych 70- tek. Rozbierajacych sie gimnastykow po 90 i zwawo - szarmancko 80- cio latkow prujacych na scene by wykonac szlagier Franka Sinatry.
Publika jest wzruszona a komisja zawsze starszym daje pole do popisu i daje zielone swiatlo na nastepne *wyglupy*.



Tuesday, 2 August 2016

sto tysiecy wizyt


Mam sto tysiecy. To na razie nie miliony. Nie oddam Wam. Nie jestem Lechem Walesa. Nie jestem Kazikiem Staszewskim. Mam i nie oddam. Sama ciocia zarobila. Nie wyda. Bo nie mam bitcoinow, pinindzy, dularow, bejmow ani funcicy w oczach. Zlotych polskich tez nie posiadam. 
Ja mam Was, Drodzy Czytelnicy 100 tysiecy wejsc!!!!
Stuknelo cioci i nawet nie wie kiedy.
Od nieporadnych wlepek. Po durnowate piosenki. Od prawa do lewa. Od kuchni, filmow do bzdurnych muzyk.
Szkoda tylko, ze nie moge bzdur pisac wiecej. Czasy takie niespokojne. Umarla demokracja. Tak, komentarzy dalej nie wlaczam. Nie moge. 
Na faceboga sie nie wybieram. Kto chce znajdzie mnie tu. Dla chcacego nic trudnego.
Zdaje sobie sprawe, ze chcielibysmy miec fajne wpisy. O cudownych przezyciach, niespiesznym zyciu. O pierdolach jednym slowem. Juz nie moge nie reagowac. Polityka, spoleczenstwo i glupota mnie przybija. przytlacza wszechobecna buta. Chamstwo i obrzydle nastroje. Mierzi mnie system. Nie szanuje juz wielkich tego swiata. Nie lubie obludy. Mecza mnie obyczaje.
Klne, obrazam, zla jestem. Oto cala ja. Ciocia samo zlo eluta.

Dziekuje kazdemu anonimowi. Kazdemu kto mnie czyta.

Dziekuje Wojewodztwowi Londynskiemu. Katowi, Instytucji Zony, Basi, Agusi, Pieknosci, Dzanki. Przyjaciolom i Nieprzyjaciolom, Znajomym i NieZnajomym krolika. Matkom, Zonom i Kochankom. Meskim i NieMeskim. Prawdziwym i tym podrabianym. Wykluczonym i Wykletym. Wierzacym i tym letnim. obrazalskim i tym co nic co obce itp.
Wszystkim razem i z osobna mowie, ze zlo to takie zle nie jest i czasem zlo sie gwaltem odciska jak to mawia gola dupa do mrowiska!

Dziekuje hakerom z Rosji. Oni najwiecej zla lubia. Spoko koko kraj uwielbia. Wielka Brytfanna w polowie, Niemcy, Hameryka, Ukraina, Irlandia, Francja, Chiny, Kanada.
Patrzycie z komputra z intela, potem na komorkach. Jestescie czasem i pospolici bo z Windowsa ale tez i elitarnii jak z Macka. Srednio wejsc mam 120-130 jupi. 7300 wyswietlen w miesiacu hurrrraaa. Szukacie mnie przez googla. 1216 postow przez 5 lat przygody z Wami. To imponujace, ze jeszcze sie nie porzygaliscie mna.
Gratuluje wytrzymalosci i dziekuje.
Wasza kopiuj-wklej glodnych kawalkow.


Jak długo jeden z nas ważniejszy jest niż milion innych ludzi


jak nie hui to szatan



Jak kamienie przez Boga, rzucane na szaniec. Kazdy Testament moj zna. W szkole trzeba bylo wyryc Juliusza Slowackiego  na pamiec. Dzis mija 72  -ga rocznica Powstania Warszawskiego. Kontrowersyjnego jedych zdaniem. Drugich, ze potrzeba narodowa byla taka. Rzez jedni powiedza. Drudzy, ze to powinnosc. Zginely tysiace mlodych ludzi. Miasto zrownano z ziemia.
Nie chce tu polemizowac. Czy Powstanie Warszawskie bylo potrzebne czy nie. Chce wyrazic oburzenie i wscieklosc nad tym co sie teraz dzieje. 


Mlode kamienie podnosza lapy w gescie nazistowskich Niemiec!
Stoja przy pominku powstancow. Skadaja pod nimi  kwiaty i salutuja. Race odpalane na ulicach. Ubrani nazisci w koszulki z niepodlegla. Lapy wydziarane w symbole  Niepodleglej. Potem te lapy siegaja nieba. Zamawiajac piwo. Cala dlonia. 
Zawsze starzy ostrzegali mlodych, by nie obrazli starszych i bohaterow. Teraz starzy obrazaja, jeszcze starszych. Kaza im czolgac przed soba. Daja przyzwolenie na ponizanie, okradanie z godnosci i stawianie przed sadem. Czy juz zupelnie spierdolilo Polakow?
Kamyki dra ryja. Pala race w lapach. Prawych lapach. Wykrzykujac cos o Chwale bohaterom, Powstancom! Zale, zenada, zlosc.


Szatan opetal mnie ostatnio. Byc moze i On jest zniesmaczony swiatem?  Daje znaki wszedzie. Co gorsza w poniedzialek. Lepiej juz konczy sie tydzien. Spozierajac na dolna tablice.

Testament mój

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny,
Dziś was rzucam i dalej idę w cień - z duchami -
A jak gdyby tu szczęście było - idę smętny.

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni, ani dla imienia; -
Imię moje tak przeszło jako błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie,
A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę...

Ale kiedyś - o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny- przyzna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny.

Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne serce moje spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą -
Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie...

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb - oraz własną biédę:
Jeżeli będę duchem, to się im pokażę,
Jeśli Bóg uwolni od męki - nie przyjdę...

Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!...

Co do mnie - ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę
I zgodziłem się tu mieć - niepłakaną trumnę.

Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść... taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionéj łodzi,
I tak cicho odlecieć, jak duch, gdy odlata?

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic... tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi.

Monday, 1 August 2016

tera jest wojna, kto handluje ten zyje, i czasem sie vodki napije

Oglaszamy raj: Onet prognozuje. Troche maciagniety ten artykul. Nie mozna fatalizowac tak straznie czas dwoch tygodnii. Przynjamniej ciocia w to nie wierzy. Na poczatek daje przyklad Diageo. Tak sie sklada,ze fabryka alko jest dwie wiorsty od cioci a ta jak wiadomo mieszka w Szkocyji.
Wiadomo powszechnie, ze we wojne oprocz podstawoego chleba i nafty, potrzeba vody. Gdy lepi czy gorzy zawsze trzeba sie napic. Bo to i spoleczenstwo madre wypije a glupim da odwagi i bardziej zmanipuluje glupsze rozumy. Jakby nie liczyc bedzie  ...weselej!!!

Producent napojów alkoholowych Diageo również odnotowuje wyższą sprzedaż i poinformował, że firma nie odczuła żadnych negatywnych skutków referendum. Diageo jest największym światowym producentem szkockiej whisky w większości eksportowanej, dzięki czemu może skorzystać na osłabieniu funta.

Jak wynika z opublikowanych w czwartek sondaży skutki decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej uderzyły w krajową gospodarkę – w jednym z największym banków pracę straci kilka tysięcy osób, wzrosły koszty Forda i maleje wskaźnik zaufania konsumentów.

Brexit. Konsekwencje dla brytyjskiej gospodarki

Przygotowując się na spowolnienie wynikające z Brexitu Lloyds Banking Group poinformował, że zwolni kolejne 3 tysiące osób. Jednocześnie Inchcape, jedna z największych brytyjskich firm specjalizująca się w sprzedaży samochodów szacuje, że zmniejszy się wzrost liczby nowo rejestrowanych aut.Dyrektor finansowy Forda Bob Shanks powiedział, że osłabienie funta po referendum z 23 lipca kosztowało firmę w drugim kwartale około 60 milionów dolarów.
W 2016 roku wpływ referendum na wyniki Forda, który w Wielkiej Brytanii sprzedaje około 30 procent samochodów sprzedawanych w Europie, wyniesie 200 milionów dolarów, a każdy kolejny rok aż do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii może kosztować firmę od 400 do 500 milionów dolarów. Zabierając głos w Detroit Shanks powiedział, że omawiane są wszystkie możliwości obniżenia kosztów w Europie, ale na razie Ford nie jest w stanie przewidzieć, czy zostanie zamknięta jakaś fabryka.

Co zrobi bank Anglii?

Miesiąc po referendum ostatnie oznaki spowolnienia gospodarczego najprawdopodobniej skłonią Bank Anglii do działania i wielu ekonomistów uważa, że 4 sierpnia bank obniży stopy procentowe i może wznowić wykup obligacji, żeby zasilić gotówką system finansowy.- Społeczeństwo wciąż odczuwa skutki referendum i wyraźnie zmalał wskaźnik zaufania konsumentów – powiedział Stephen Harmston z instytutu badania opinii publicznej YouGov.
Lloyds, największy brytyjski bank detaliczny poinformował, że do końca 2017 roku zamierza obniżyć koszty o 400 milionów funtów (530 milionów dolarów) zmniejszając ogólną liczbę zatrudnionych wynoszącą 75 tysięcy przez dodatkowe redukcje (oprócz 4 tysięcy osób, których zwolnienie zapowiadał już wcześniej). Możliwe jest też zamknięcie kolejnych 200 oddziałów.
„W następstwie referendum prognozy dla brytyjskiej gospodarki są niepewne, bo mimo że dokładny wpływ zależny jest od wielu czynników, w tym negocjacji z Unią Europejską i wydarzeń politycznych i ekonomicznych, zwolnienie tempa wzrostu wydaje się prawdopodobne” – napisał bank.
Przed głosowaniem gospodarka rozwijała się prężnie, ale ekonomiści uważają, że przedsiębiorstwa i klienci zredukują wydatki, choć osłabienie funta okazało się korzystne dla niektórych firm, które większość dochodów pozyskują za granicą.Akcje Rolls-Royce’a gwałtownie zyskały po ogłoszeniu, że w drugim kwartale zyski mogą wzrosnąć dzięki większej sprzedaży dużych silników lotniczych.

Skorzysta też Merlin Entertainments, do której należą takie atrakcje turystyczne jak Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds i Legoland, ponieważ tańszy funt przyciągnie więcej zagranicznych turystów.
Ale biuro podróży Thomas Cook obniżyło prognozy zysku, ponieważ słaby funt w połączeniu z atakami w Europie i nieudanym zamachem stanu w Turcji skłonił Brytyjczyków do zmiany zagranicznych planów wakacyjnych.
Wskaźnik zaufania konsumentów spadł w lipcu o prawie pięć punktów do 106,6 – dorównując największemu spadkowi w ciągu sześciu lat i pobijając rekord najniższego poziomu od 2013 roku, jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez YouGov i Centre for Economics and Business Research.Sondaż pokazał, że konsumentów najbardziej niepokoi możliwy spadek wartości ich domów.
Wskaźnik Komisji Europejskiej dla Wielkiej Brytanii odnotował w lipcu największy miesięczny spadek od stycznia 1991 roku i pobił rekord najniższego poziomu od czerwca 2013 roku.
Ceny domów wzrosły w lipcu, ale z powodu opóźnienia dane nie odzwierciedlają jeszcze wpływu referendum, poinformowała Nationawide udzielająca kredytów hipotecznych.
Największa brytyjska agencja nieruchomości Countrywide ogłosiła ostrzeżenie o niewykonaniu planów finansowych twierdząc, że po referendum nastąpiła stagnacja na londyńskim rynku transakcji komercyjnych i mieszkaniowych.
Zdaniem ekonomistów wydatki konsumenckie to jedyna nadzieja, że Wielka Brytania uniknie recesji wynikającej z Brexitu. Ale według sprzedawców po referendum sprzedaż gwałtownie spadła, jak wynika z sondażu opublikowanego w środę.
Francuska agencja reklamowa JCDecaux zapowiedziała, że obniży inwestycje w Wielkiej Brytanii uzasadniając decyzję nieprzewidywalnymi skutkami wyjścia Brytyjczyków z Unii dla gospodarki i dochodów z reklam.

Cios dla firm budowlanych i sklepów detalicznych

Royal Institution of Chartered Surveyors (RICS) podała informację, że w budownictwie nastąpił po referendum spadek wzrostu.
Respondenci sondażu RICS przewidują, że w ciągu 12 miesięcy nastąpi jednoprocentowy wzrost obciążenia roboczego jednego pracownika lub maszyny w jednostce czasu, a w pierwszym kwartale przewidywali wzrost o 2,8 procent.
Brytyjski rynek nieruchomości odczuł najbardziej skutki referendum - akcje firm budowlanych odnotowują spadki, ponieważ inwestorzy wycofują się z komercyjnych funduszy, a to powoduje, że wiele z nich musiało zawiesić działalność.
Firmy budowlane obniżyły prognozy zatrudnienia, tak jak i sprzedawcy detaliczni, którzy poinformowali, że przed zbliżającym się referendum nastąpił w drugim kwartale najszybszy w ciągu dwóch lat spadek ekwiwalentu pełnego wymiaru czasu pracy.
Ale sondaż przeprowadzony przez British Retail Consortium pokazał, że 93 procent sprzedawców detalicznych zamierza w ciągu następnych trzech miesięcy utrzymać zatrudnienie na niezmienionym poziomie, natomiast w drugim kwartale ubiegłego roku było to 83 procent.
Trzeci sondaż opublikowany w czwartek pokazał, że wzrost zarobków w Wielkiej Brytanii mocno spowolnił. Wzrost mediany płac w ciągu trzech miesięcy do końca czerwca wynosił 1,8 procent trzeci miesiąc z rzędu; przez dwa wcześniejsze lata dwa procent były normą, jak podaje XpertHR, firma internetowa specjalizująca się w zasobach ludzkich.
- Wciąż nie wiadomo, jak niepewność związana z wynikami referendum wpłynie na płace, ale wydaje się, że przez następne miesiące wzrost będzie słaby – powiedziała Sheila Attwood pracująca dla XpertHR.
Bodźcem dla brytyjskiego rządu do wspierania inwestycji po wyjściu kraju z Unii Europejskiej może być czwartkowa decyzja francuskiego państwowego koncernu energetycznego EDF o zatwierdzeniu 18 miliardów funtów (24 miliardów dolarów) na budowę nowej elektrowni jądrowej w południowo-zachodniej Anglii.

Friday, 29 July 2016

Raban. Robcie raban

Raban. Robcie raban. Slowa papieza Franciszka zostaly zle przetlumaczone.
Doszlo do nieporozumienia w tlumaczeniu.  W jezyku polskim wszystko jest zle tlumaczone. Polaka A z B tez nie moga sie zrozumiec. Co dopiero obcojezycznego papieza socjaliste zrozumiec o co Mu chodzilo?
Dwoch zdan nie zrozumiec. Moze Franciszek jeszcze plecie androny. Wszak byl w Boliwii a tam otrzymal woreczek z liscmi koki. Moze tak zuje i substancja miesza jezyki. Ba, w glowie tez mysli ma pokrecone. O jakims tam milosierdziu, uchodzcach, by kochac i homosekusualistow przepraszac. Ba jezdzic rowerem, trawajem, ekologiem byc???
Papiez Franciszek powiedzial do mediow, ze swiat jest wstanie *wojny w kawalkach*. 
Biskup Rzymu spotkal sie z polskim episkopatem. Za zamknietymi drzwiami. 
Zas widzimy calujacy rzad spoko koko kraju. Z twarzy rzadzacych widzimy dyskomfort na slowa papieza.. Ciekawe czy zrozumieli? Dla rozsadnych to niewyobrazalne, jak mogli spojrzec Franciszkowi w oczy. Z geba islamskiego komando Blaszczaka, za skrzeczaca starszydlem. Zbyszkiem Ziobro, ktory uchyla wyrok drukarza, ktory stracil zarobek, obrazony na Kampanie Przeciw Homofobii? Przeciez to niepojete, robic co innego a myslec co innego. Gdzie jakis posel wystawia fucka w parlamencie? Potem slini sie do pierscienia papieskiego?
Gdzie rzad co dzien wyznacza sobie nowego wroga. Na dzis przypominam sa to Ukraincy! Przedwczoraj przeczochrali uczestnikow Powstania Warszawskiego. Wczesniej poznaniakow z Czerwca 1956 roku!
IPN nie wie co to Jedwabe a pogrom kielecki nie miesci sie juz w glowach.
Moze to i lepiej, ze mlodziez, ktora zjechala na SDM ze swiata nie rozumie polskiego hejtu. Niech tylko zapamieta to co dobre.

Na koniec sw. Jan Maria Rokita od Kapelusza w samolocie, jest zniesmaczony papiezem.

- Przemówienie wawelskie Franciszka (...) to nie było ważne przemówienie, padały ogólniki, ale nic, co by szczególnie przemówiło do serca człowieka - mówił WP Jan Rokita. - To nie jest papież asceta. Sama jego postura, brzuszek i makarony, którymi się obżera, nie wskazują na ascetyczny styl życia - to człowiek żywiołowy - ocenia Rokita. Zaznaczył także, że on na miejscu Franciszka zamiast okazywać czułość żebrakom, prostytutkom i więźniom, okazałby ją kapłanom, którzy pełnią trudną służbę we współczesnej Europie.

Tyle o obzarstwie hierarchy.

Na podworku naszym i Waszym czyli trwa tourne Teresy May. Podzielila sie wrazeniami z broszek. Nie zabraklo zachwytow nad szpilkami. Zwlaszcza tymi wpychanymi w rozne otwory.

Brexit juz dosiegnal szkockich farmerow. Lapie za gardlo kulture. Ciekawe czy zlapie za lby Faradza?

May repeated that message in Warsaw, saying the voters had sent a “very clear message that they do not want free movement to continue as it has in the past”.
In response, Beata Szydło, the Polish prime minister, stressed that Poland sees the free movement of people as a key issue. “Any arrangement between the European Union and the United Kingdom in the future regarding freedom of movement is likely to be the most important part of the negotiations between both parties,” she said. “It will not be easy. But I think both for Britain and the EU it is very important that this issue – one of the four freedoms of the internal market – is saved.”May also repeated her position that Polish and Slovakian workers in the UK will have their right to remain preserved only if UK citizens enjoy those same rights in Poland and Slovakia.
The prime minister said: “We value the contribution that Poles have made to the UK. While we are a member there will be no changes. It is important that we see the rights of British people in other EU countries as also being respected. We also want to get the right deal for goods and services.”
The Polish prime minister appeared to have accepted May’s overarching position that citizens’ rights should be reciprocal after Brexit. However, the reference was vague and neither leader specified whether they were referring to movement, residency or benefit access.Szydło said: “It is for us to negotiate to ensure the rights of Polish citizens in the UK and those of UK citizens in the European Union be maintained.’’
At both events, May stressed that she is keen for the UK to have its own distinct relationship with the EU rather than an “off the shelf” model previously negotiated with other nations such as Norway or Switzerland.“We should be driven by what is in the best interests of the UK and what is going to work for the European Union, not by the models that already exist,” she told the news conference in Bratislava. “We need to find a solution that addresses the concerns of the British people about free movement while getting the best possible deal on trade in goods and services.”This indicates that she is hoping her new minister for Brexit, David Davis, will be able to strike a bespoke deal that manages a balance between controlling free movement and preserving free trade.
However, anything less than an end to free movement that sees EU citizens treated in the same way as citizens from the rest of the world is unlikely to satisfy the most hardline pro-Brexit MPs in the Conservative party and activists in Ukip.
The task of negotiating trade deals with the rest of the world has been given to Liam Fox, the new trade secretary, who has been in the US attempting to initiate talks. However, the US has said it is difficult to begin meaningful discussions until the UK is out of the EU.
Fox was also overruled by No 10 when he suggested the UK could leave the customs union, subsequently stressing that no decision had been taken.

After Brexit will the loss of EU funds pose a threat to UK arts?

The UK creative world is warning of the damage Brexit could have on the arts – at a time when they are more economically vital than ever


 

As Britain grapples with the behemoth that is Brexit, culture and the arts face a much bigger job than simply keeping their many fans happy: the most varied and productive sector of national life now needs to somehow keep driving the British economy.
Up until last month, thanks to the dominance of English-language films and television, as well as the wide interest in British visual arts, dance and music, an advantageous relationship with Europe had been assumed for decades.
Now some of the funding pipelines are to be cut off for good while rich, homegrown donors begin to feel the pinch of renewed austerity. As European grants dwindle, so the smaller seedbed organisations that have inspired and developed British talent will shrink. New limits to freedom of movement could well deter potential job exchanges, while tens of thousands of valuable visiting arts students may put Britain further down their list of attractive places to acquire learning.
Understandably then, an overriding fear of isolation has dominated reaction in the arts world since the referendum vote. But are these jittery cultural nerves misplaced?



“That success is built upon the extraordinary talent which exists in this country, an amazing cultural heritage, the English language and a tax system designed to support and encourage growth in the creative sector,” said the culture secretary, adding: “None of this is changed by the decision to leave the EU and I am confident that our creative industries will continue to thrive and take advantage of the new opportunities which are opening up to do business across the world.”This month Whittingdale was bullish as his department trumpeted the news that jobs in the creative industries have increased three times faster than the national average, generating almost £10m an hour for the economy.


Milton Keynes and Dundee, all likely candidates for Britain’s scheduled chance to hold the coveted European City of Culture title in 2023. Leeds is carrying on preparing its bid and still expects to be asked to apply any day now.

Across the Pennines at Liverpool’s renowned Everyman Theatre the artistic director, Gemma Bodinetz, spoke to the Observer from inside its Stirling prize-winning auditorium, built with the help of European funds.

“But the implications for the arts don’t end with money. There are a host of other issues that we must address over the coming months: international artistic exchange, export of cultural products, copyright, visas and access to training in European centres of excellence, to name just some.”
The European programme that West mentions was created in January 2014 as a joint fund to inject money into both media and culture. The overarching European commission, together with the European investment fund, also launched a €121m fund to support smaller enterprises in the creative world, expected to result in more than €600m of bank loans throughout member countries in a six-year period. Helpful wads of this cash have already washed up on British shores.