Wednesday, 23 September 2015

Glamis Castle i jego tajemice

Zuchwałe baby, jak wy śmiecie
Z Makbetem w tajne szachry wchodzić,
Z zbrodni do zbrodni go przywodzić,
A mnie, mistrzynię waszą, mnie,
Krzewiącą głównie wszystko złe,
Nie wezwać nawet do udziału
W tym dziele śmierci i zakału?”
Jeśli staniemy przed zamkiem i policzymy wszystkie okna, a następnie porównamy to z liczbą okien liczonych od wewnątrz, wynik nie wyjdzie identyczny - będzie brakować nam dwóch. Sekretny pokój? Jeśli tak, to gdzie jest i co skrywa?
Przez dziesiątki lat zdarzało się czasem, że ktoś ze służących lub gości zamku przypadkowo natrafił na tajemniczą komnatę. Cokolwiek tam widzieli sprawiało, że uciekali przerażeni. Straż zamkowa chwytała ich, po czym wyrywano im języki i wrzucano je do ognia. Miało to zapewnić wieczne milczenie, tak jakby samo pozbawienie języka nie wystarczało.



Szare mury Glamis stoją w malowniczo położonej, północno-wschodniej Szkocji. Okolica zamku otoczona jest kwiecistymi ogrodami, wiekowymi drzewami i rzeźbami. Sam budynek został zbudowany w stylu "Scottish Baronial". Tak prezentuje się z zewnątrz. Natomiast jego wnętrze skrywa bardziej mroczny obraz.
Przez stulecia twierdza zyskała opinię miejsca skrywającego przerażający sekret. Już na pierwszy rzut oka można dostrzec różnice w architekturze. Jeśli staniemy przed zamkiem i policzymy wszystkie okna, a następnie porównamy to z liczbą okien liczonych od wewnątrz, wynik nie wyjdzie identyczny - będzie brakować nam dwóch okien. Wychodzi na to, ze zamek skrywa coś na wzór sekretnego pokoju. Jego przeznaczenie i zawartość stały się tematem debaty, która trwa już od blisko sześciu stuleci. Nikt z właścicieli nie jest do końca zorientowany, gdzie dana komnata jest umiejscowiona. 

                                         

Padają liczne przypuszczenia wskazujące najczęściej typowaną lokalizację jako ostatnie piętro jednej z wież. Przez dekady pojawiały się jednak różne, mrożące krew w żyłach historie. Kolejne pokolenia służących przekazywały sygnały o dziwnych stukach w ścianach. Jeden z lordów Strathmore ponoć słyszał, jak król James V wspomina o rzeczy zamkniętej w pokoju. Wielu służących przypuszczało, że "rzeczą" jest zdeformowane dziecko, efekt trwającej całe stulecia tradycji zawierania małżeństw między bliskimi krewnymi w obrębie arystokracji. Przypuszczenia wydają się dość racjonalne, gdyż w zamku znaleziono obraz olejny, przedstawiający dziecko o zniekształconym tułowiu. Tożsamość namalowanej osoby niestety nie została ustalona.


Jedyny w Wielkiej Brytanii obraz przedstawiajacego Chrystusa w ...kapeluszu. Przedstawien takich jest naprawde niewiele w swiecie.
 Zagłębiając się dalej w historię zamku Glamis, natknąć się można na wydarzenie z roku 1486, kiedy to doszło do wyjątkowo makabrycznej sytuacji. Mieszkająca w pobliżu rodzina Ogilvie poprosiła ówcześnie panującego lorda Glamisa o schronienie przed wrogim rodem Lindsayów. Panujący możnowładca rozkazał ulokować swych nowo przybyłych gości w podziemnej komnacie. Rodzina Ogilvie została zamknięta na miesiąc, pozostawiona na łaskę losu i bez pożywienia. Po otwarciu drzwi w pomieszczeniu odnaleziono tylko jedną osobę, która jakimś cudem przeżyła. Jak się później okazało, przetrwała dzięki temu, że pożywiała się pozostałymi członkami rodziny. Jej stan psychiczny także pozostawał wiele do życzenia. Nie ustalono dlaczego lord Glamis w taki sposób postąpił z rodem Ogilvie. Być może Lyonowie byli sprzymierzeńcami Lindsayów, a może to tylko chory eksperyment lorda.


Model Discovery, statku ktorym Robert  Scott wyplyna z Dundeew roku 1901  na exploracje Antarktydy. Wyprawa zakonczyla sie fiaskiem i smierc poniesli prawie wszyscy uczestnicy wyprawy.


sala gier. Na srodku wielki stol bilardowy. Po bokach stoliki szachowe, biblioteka, kanapy, popielnice, kominek.

W 1486 roku zamek stał się miejscem makabrycznych scen. Przybyła tu arystokratyczna rodzina schroniła się tu przed zagrażającym im klanem Lindsay. Zamiast pomocy zamknięto ich w komnacie nie pozostawiając nic do jedzenia ani picia. Gdy pomieszczenie otworzono, jeden z więźniów jeszcze żył. Zjadał kawałki ciał swoich bliskich by nie umrzeć z głodu. 

To nie jedyna tak makabryczna historia związana z tym miejscem. Kilkaset lat później, w XVII wieku panowie Glamis urządzali sobie polowania na ludzi. Jedną z ofiar był ciemnoskóry służący rozszarpany przez psy na oczach dam śmiejących się do rozruchu. Niektórzy uważają, że jeden z widywanych tu duchów należy właśnie do ofiary tego bestialstwa. 


jeden z wielu pokoi Bowles
Jedną z nich jest historia związana z Janet Douglas czyli Lady Glamis - żoną i trucicielką lorda Jakuba Douglasa. Kobieta została spalona na stosie w Edynburgu za uprawianie magii. Lady obecnie ukazuje się pod postacią Szarej Damy określanej jako "Gray Lady", która modli się w zamkowej kapliczce przed ołtarzem. Widywana jest także w pozycji siedzącej w tylniej ławie kapliczki. Co ciekawe, występują w tym miejscu zjawiska, które parapsychologowie uważają za dowód istnienia ducha. Skutkiem przebywania zjawy w zamczysku są szybkie zmiany temperatury oraz gęstniejące powietrze, powodujące u niektórych gości omdlenie.

Glamis przypomina te zamki, ktore znamy znad Loary. 
Glamis - zamek w Forfar, w hrabstwie Angus (Wielka Brytania). Uważany za najbardziej nawiedzony zamek Szkocji.

Najstarsza część zamku pochodzi z XI wieku. Była to wieża mieszkalna, która pełniła funkcję królewskiego domu myśliwskiego. W XVII wieku zamek został gruntownie przebudowany. Tutaj spędziła dzieciństwo Elżbieta Bowes-Lyon, matka królowej Elżbiety II. Na zamku tym urodziła się takżeksiężniczka Małgorzata , młodsza siostra Elżbiety II.
W zamku znajduje się między innymi Sala Duncana, najstarsza, w której William Szekspir umieścił scenę zabicia króla w Makbecie. Na tereny zamku wiedzie brama z kutego żelaza, wykonana dla Królowej Matki na jej 80. urodziny w 1980 roku.


Szkocki zamek Glamis to miejsce, gdzie przyszła na świat śp. Królowa Matka (Elżbieta Bowes - Lyon, 1900 - 2002), znany też jako jedno z najbardziej „nawiedzonych” miejsc w Wielkiej Brytanii. Duchy widywano ponoć w wielu komnatach zamku. Niektóre ze zjaw łączy się z osławionym hr. Beardie (zwanym „Earlem Tygrysem”) - XV - wiecznym szlachcicem, którego duszę porwał diabeł.


Wracając do wątku komnaty, przez dziesiątki lat zdarzało się, że ktoś ze służących lub gości zamku przypadkowo natrafił na tajemniczy pokój. Cokolwiek tam widzieli, sprawiało że uciekali w przerażeniu. Straż zamkowa, aby nie robić zamieszania, chwytała "nawiedzonych", po czym wyrywano im języki i wrzucano do ognia. Miało to zapewnić wieczne milczenie. Większość ofiar tego procederu umierała z szoku lub utraty krwi. Jednej z pokojówek udało się uciec z izby tortur. Schwytano ją jednak, skręcając jej kark. Ciałem zaopiekowały się zwierzęta z lasu. Sekret zamku Glamis powrócił w 1904 roku, wspomniany przez 13-letniego hrabiego Bowes-Lyon. Zachęcany przez przyjaciela odpowiedział mu, że gdyby posiadał straszliwy sekret, oddawał by Bogu cześć, że to nie on musi sobie z nim radzić. Ponoć ciekawski przyjaciel dostąpił zaszczytu i odkrył sekretną komnatę. Skutkiem zdobycia zakazanej wiedzy było jeszcze szybsze wysłanie do dalekich kolonii.

Historia zamku sięga XI wieku, kiedy to zaczynał jako niewielki domek myśliwski z wieżyczką mieszkalną. To w niej ukrywał się morderca króla Kennetha III, jego kuzyn - Malcolm II. Morderca został zabity przez rebeliantów w 1034 r. Zasłynął pozostawiając po sobie niezmywalną do dziś plamę krwi na podłodze, która znajduje się w centralnej sali. Od XIV wieku budowla została ofiarowana Johnowi Lyonowi i jego potomkom przez króla Szkocji, Roberta II Stewarta. To za ich sprawą zamek jest dzisiaj określany jako arcydzieło architektury. W budynku tym dorastała także słynna Brytyjska Królowa Matka - Elizabeth Bowes-Lyon. Ciekawostką było goszczenie na zamku szkockiego króla zwanego Makbetem. Szekspir na jego losach oparł jeden ze swych największych dramatów, przy okazji unieśmiertelniając jedną z sal, w której umiejscowił scenę zabójstwa króla Dunkana. Po dziś dzień zwiedzający mogą oglądać tę sztukę wędrując wraz z aktorami po królewskich komnatach. Częstymi gośćmi w dzisiejszych czasach bywają członkowie rodziny królewskiej. Odbywają się tam także rodzinne imprezy, zaręczyny i wesela. Ze względu na liczne legendy związane z Glamis zaczęto określać go mianem najbardziej nawiedzonego zamku w SzkocNa łąkach okalających zamek pojawia się postać jęczącego mężczyzny uciekającego przed niewidzialnym oprawcą. Według historyków jest to prawdopodobnie duch czarnoskórego służącego, na którego postanowiła zapolować szlachta w XVII stuleciu. Wtedy to panowie Glamis urządzali sobie polowania na ludzi. Służący został rozszarpany przez psy gończe, podczas gdy wysoko postawione damy śmiały się patrząc na dramatyczną sytuację. I nie ma w tym nic dziwnego, bo w tamtych czasach właśnie w taki sposób szlachta urozmaicała sobie wolne chwile. Być może z zamordowanym niewolnikiem należy łączyć jednego z duchów zamku.
Plotki głoszą, że żadna kobieta nigdy nie zostanie zapoznana z sekretem zamku Glamis. Istnieje teoria, że niektórzy członkowie rodziny królewskiej poznali tajemnicę, ale są to tylko mężczyźni. Według tradycji poznają go zawsze podczas swoich osiemnastych urodzin. Żaden z nich nigdy ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył tym pogłoskom. Wśród teorii na temat tego, co znajduje się w rzekomej komnacie znajduje się między innymi ta, że został w niej zamurowany hrabia Beardie, który podobno zawarł pakt z diabłem. Mówi się także, że przetrzymywano tam syna władców Glamis, który ze względu na niemal kazirodcze małżeństwo jego rodziców urodził się bardzo zdeformowany. Co prawda oficjalna wersja głosiła, że dziedzic zmarł zaraz po urodzinach, jednak ludność spekulowała, że "Potwór z Glamis" żyje i cały czas przebywa w zamku. Jeszcze jedna teoria na temat komnaty mówi, że pomieszczenie skrywa bliżej nieokreśloną, ale wyjątkowo upiorną tajemnicę, którą znają tylko prawowici właściciele posiadłości. Nikt poza nimi nie wie i pewnie nigdy nie pozna prawdy, co tylko zwiększa atrakcyjność tajemniczego zamczyska, które do dziś przyciąga rzesze turystów.
http://strefatajemnic.onet.pl/duchy/jaka-tajemnice-skrywa-zamek-glamis/s672p


Najlepiej znana jest opowieść o „Potworze z Glamis”, która (z racji swojego związku z rodziną królewską), jest jedną z najbardziej żywotnych legend z końca XIX w. Znana dziś wersja (która jak się przekonamy, latami ewoluowała), mówi o żonie earla (hrabiego) Stratmore i Kinghorne, która powiła w Glamis syna - tak zdeformowanego, że rodzina zdecydowała się trzymać go przez lata w sekretnym pokoju, by nie dopuścić do odziedziczenia przez niego tytułu. Pokrzywdzony przez los człowiek okazał się zadziwiająco długowieczny i rzekomo zmarł dopiero w latach 20 - tych XX w. Wiedza o jego istnieniu stanowiła mroczną tajemnicę panów Strathmore. Prócz earla i jego syna znał ją ponoć tylko zarządca zamku

Istnieje kilka faktów przemawiających za tym, że „Potwór z Glamis” istniał naprawdę. Zdeformowane dziecko mogło być pierworodnym synem Thomasa Lyon - Bowes (1773 - 1846), pana Glamis, który był najstarszym synem 11. earla. Thomas w 1820 r. poślubił dziewczynę z Hertfordshire, Mary Carpenter, która według znawców genealogii, w październiku 1821 r. urodziła mu syna, który przeżył zaledwie dzień. Rok później na świat przyszedł Ben [oficjalnie również Thomas Lyon - Bowes, 1822 - 1865 - przyp. tłum.], a w 1824 r. Claude. Pierwszy syn, również noszący imię Thomas, wydaje się zatem kandydatem na „monstrum”, o czym pierwszy raz wspomniał w artykule Paul Bloomfield w grudniu 1964 r., jednak nie ma żadnych dowodów na to, że był ciężko upośledzony.
Przebieg dalszych dziejów najlepiej zacytować za Jacynth Hope - Simpson, która w książce „Monster” („Potwór”, 1974), pisała: „Ben został earlem po śmierci swego dziadka w 1846 r. Ożenił się, ale ‘wstrzymywał’ od rodzicielstwa, z którego to powodu doszło do późniejszej separacji z małżonką. Kobieta zmarła w wieku 28 lat - jak mówiła żona jej bratanka, ‘pękło jej serce’, jednak jej siostra podawała, że przyczyną śmierci było zapalenie otrzewnej. Ben zmarł bezpotomnie w 1865 r., kiedy 13. earlem Stratmore został Claude. Mówiono, że był to uprzejmy, sumienny mąż i ojciec piątki dzieci. Od dnia jego sukcesji wydarzyły się jednak co najmniej trzy dziwne rzeczy.



Pierwszą była zaskakująca przemiana samego earla, który prawdopodobnie nie znał wcześniej tajemnicy Glamis […]. Mówił swej żonie, że przedtem często o tym żartowano, ale teraz sprawa wyglądała inaczej: ‘Jeśli chcesz bym był szczęśliwszy, nie wspominaj mi o tym nigdy. Byłem tam i słyszałem o tajemnicy’ - mówił. Augustus Hare, który odwiedził jego rodzinę, wspominał o tym jak szczęśliwie żyła, choć Lord Strathmore cały czas wydawał się smutny.

Drugim przypadkiem było zaobserwowanie przez jednego z zamkowych robotników ‘czegoś’ w drugim końcu korytarza niedaleko kaplicy. Earla wezwano do zamku aż z Edynburga, zaś kiedy przybył, osobiście przesłuchał robotnika, na którego rodzinę potem naciskano i zmuszono ją do emigracji na Antypody. Trzecią dziwną rzeczą był nagły ‘wysyp’ pogłosek o nawiedzeniu…

Podobne historie są nieodłącznie związane z zabytkowymi budowlami, jednak w latach 60 - tych XIX w. zaczęto twierdzić, że upiór powrócił, by nękać nowego dziedzica. Swoją pomoc w jego przepędzeniu zaoferował biskup Brechin. Jak mówił Hare, earl był mu za to wdzięczny, ale wychodził z założenia, że w jego sytuacji nikt nie jest w stanie mu pomóc.”




Simpson mówi dalej o tajemniczym potomku państwa Strathmore urodzonym w 1821 r. i sugeruje, że urodził się ze schorzeniami genetycznymi, ponieważ jego rodzice byli ze sobą blisko spokrewnieni. Inni ciągnęli swe spekulacje jeszcze dalej. Peter Underwood - autor popularnych książek o duchach pisał, że Potwór nie miał kończyn i karku i przypominał „wielkie zwiotczałe jajo”. Niezależnie od tego, jak było naprawdę, pojawił się kolejny zgrzyt, o którym Simpson pisze:

„W 1876 r. przyszły ojciec Królowej Matki, poprosił swojego ojca, aby ten nie przekazywał mu ‘sekretu’. Być może widział, jaki miał na niego wpływ i sam nie chciał znosić tego ciężaru, albo też słyszał pogłoski, że jego ‘powód’ znikł - zapomniany dziedzic zmarł.” Nie wszyscy się z tym zgadzają. Sugerowano, że Potwór żył w ukryciu bardzo długo, być może do lat dwudziestych kolejnego wieku. Ponieważ jednak nowy dziedzic nie chciał znać sekretu, wiedza o pomieszczeniu, gdzie go przetrzymywano uległa zapomnieniu wśród obecnych członków rodziny.




Tak brzmi najpopularniejsza wersja legendy o Glamis. Pojawiają się także różne inne wzmianki. Jedna mówi o tym, jak goście zamku postanowili raz na własną rękę poszukać owej ukrytej komnaty. Pod nieobecność dziedzica, postanowili otworzyć wszystkie okna i wywiesić w nich chusteczki. Jak zauważono, jedno okno, do którego z jakichś powodów nie dotarli, pozostało zamknięte. Opowieść ta pojawia się w „New York Timesie” z kwietnia 1882 r. Jeszcze inna dotyczy lokaja Andrew Ralstona, który w połowie XIX w. służył w Glamis. Jak mówi jedna z wersji, także on został wtajemniczony w „sekret” i zobaczył tego, kogo ukrywano. Widok tak go przeraził, że już nigdy nie chciał nocować na zamku. Mówi się, że pewnej nocy, po wielkiej śnieżycy, uparł się, aby odstawiono go do odległego o milę domu, a inni członkowie służby musieli odkopywać mu drogę. Mówi się też, że o wyjawienie sekretu prosiła go nieraz hr. Frances - prababka Królowej Matki, której Ralston odpowiedział „dosadnie”: „Dobrze, że pani go nie zna i nigdy nie pozna, bo gdyby tak się stało, przestałaby pani być kobietą szczęśliwą.” Ten wątek historii o monstrum z Glamis pojawił się w autobiografii AMW Sterling pt. „Life’s Little Day” („Mały dzień z życia”) z 1924 r. Stirling twierdzi, że usłyszała tą opowieść od ciotki, która w latach 70 - tych XIX w. służyła w Glamis, gdzie jak mówiła „od śmierci poprzedniego dziedzica w 1865 r. zaczęło się robić coraz bardziej tajemniczo” Na tą samą relację powołała się potem Helen Cathcart w biografii Królowej Matki z 1865 r.



Wśród wielu pytań pozostaje jeszcze jeden niewyjaśniony wątek. Można odnieść wrażenie, że o tajemnicy, która znana była jedynie garstce osób, wiadomo było bardzo wiele. Kto jednak, mówiąc kolokwialnie, jako pierwszy mógł „puścić parę” o Potworze?

Jako pierwszy oficjalnie pisał o tym James Wentworth - Day w książce „The Queen Mother’s Family Story” z 1967 r., gdzie powołał się na informatorów z rodziny królewskiej. Wielu autorów sugerowało, że źródłem przecieku była sama Królowa Matka. Opis monstrum pióra Wentwortha - Daya jest bardzo dramatyczny i bogaty w szczegóły: „Jego klatka piersiowa była wielką beczką; był włochaty, z głową wrastającą się wprost w ramiona i kończynami jak u zabawki.” Jeśli 14. hrabia rzeczywiście nigdy nie poznał sekretu, nie mógł go także przekazać swojemu synowi, którym był ojciec Królowej Matki. Zagadkowy mieszkaniec Glamis zmarł na długo przed tym, nim dowiedział się o nim Wentworth - Day.



Pozostaje jeszcze jedna zagadka. W epoce wiktoriańskiej o możliwości istnienia „Potwora” jednie wspominano. W XIX w. z lubością powtarzano plotki o ukrytych pomieszczeniach w zamku Glamis, choć początkowo wierzono, że skrywana jest w nich nie żywa istota, lecz dowód na dawna zbrodnię. Mniej znana legenda opowiada o tym, jak w Glamis zagłodzono na śmierć przedstawicieli klanu Ogilvy, wtrącając ich do lochu i barykadując drzwi. Drzwi do sali, w której spoczywały ich szkielety, nigdy ponoć nie otworzono.



[…] Można odnieść wrażenie, że w sadze Glamis legendy przekształcały się z biegiem lat z jednych w drugie - w XIX stuleciu królowały opowieści o zagłodzonych członkach wrogiego klanu, a wiek później pojawiły się legendy o Potworze. Ich „wymiana” nastąpiła po śmierci Earla Claude’a.


Nie ulega wątpliwości, że w sprawę tajemnic zamku nastąpił chaos, a stare opowieści - być może z powodów czysto rozrywkowych - zastąpione zostały nowymi. Lord Ernest Hamilton, który w latach 70 - tych XIX w. spędził część dzieciństwa w Glamis, naświetlił wyżej wspomniany problem w swoich wspomnieniach pt. „Old Days and New” (1923): „Najmniejsza wzmianka o mojej wizycie w pokoju jadalnym czy plastycznym natychmiast wywoływała poruszenie i palpitację serca u służących, które z przerażeniem pytały: ‘I co, widziałeś ducha?” […]


Możliwe, że historia o „Potworze” i wszystkie inne dziwne opowieści były jedynie wymysłem gości zamku lub członków rodziny Lyon, którzy zastanawiali się, czym mógł być dawno zapomniany rodzinny „sekret”. Możliwe, że to rozwiązanie warte jest dalszych analiz. Jesienią 1905 r. na Glamis gościł szkocki szlachcic David Lindsay oraz hr. Crawford. Ten drugi, który prowadził szczegółowy dziennik zauważył, że jego właściciele z wielką ignorancją podchodzili do rodzinnej historii (nawet tej nowszej) oraz lubowali się w „nakręcaniu” opowieści o zjawiskach niezwykłych:



„Byłem zaskoczony fenomenalną niewiedzą hrabiostwa Strathmore o zamku i jego okolicach, szczególnie kiedy ich drugi syn zapytał o to, kto jest na portrecie, który przedstawiał jego prababkę. […] Co do ducha Glamis, powiedziano mi, że z pewnością jakiś istnieje, choć rodzina nigdy go nie widuje. Ostatnim świadkiem był kamerdyner, którego zjawa zaskoczyła po obfitej kolacji gdzieś między rododendronami. O duchach mówią oni otwarcie i wymyślają je odpowiednio dla każdego gościa, choć są ostrożni, aby nie opowiadać zbyt niewiarygodnych historii.”


_______________
Mike Dash, CFI
A co z tajemnicą skrytej w Glamis komnaty, o której tyle mówiono? Po kilkugodzinnym pobycie, Crawford uznał, że zna odpowiedź na to pytanie: „Co do sekretu, to jest nim to, że nie ma żadnego sekretu.” Czy była to ich specjalna taktyka?


O autorze:
Mike Dash (ur. 1963) - brytyjski pisarz, dziennikarz, doktor historii, absolwent Cambridge i King's College, specjalizujący się w historii XVII w. oraz dziejach amerykańskiej mafii. Jego strona internetowa, zawierająca listę publikacji i książek to mikedash.com.


____________________
INFRA
Autor: Mike Dash
ŹródłoCFI Blogs
Graf. w nagłówku: Glamis zimą (1880) / DP
Opublikowano za zgodą autora
 http://infra.org.pl/historia-/zagadki-dziejow/1302-monstrum-z-zamku-glamis
http://ma.ostatnidzwonek.pl/a-273-3.html

Tuesday, 22 September 2015

Eassie kosciol parafialny, ruiny i kamien Piktow




Kolejna niespodzianka znaleziona na starych mapach wschodniej Szkocji to cmentarz Eassie i kamien piktyjski. Dlaczego warto zobaczenia. Bo to jedyne swiadectwo pierwszych osadnikow i pierwsze namacalne oznaki chrzescijanstwa na wyspach brytyjskich. Eassie  to niewileka wies lezaca nieopodal Galmis przy drodze A94.
To, co zacheca by zobaczyc ruiny to piktyjski kamien z przedstawieniami wojow, koni, zdobien i najwazniejszym pieknym krzyzem z przeplotem. Kamien ma wysokosc dwoch metrow i metra szerokosci. 
Na kamieniu widzimy takze ornamenty, bestie czyli jelenia a w dolnym rogu znajdujemy aniola. Stojacy wojowie z wloczniami i krowami na dole.  Szacuje sie, ze kamien zostal pokryty plaskorzezba ok 700- 800 roku n.e. Co prawda kamien jest juz uszkodzony ale i ochrona ze szkla rowniez spelnia swoje zadanie. Miesci sie w w ruinie starego kosciola. Ten zostal poswiecony w 1246 roku przez biskupa Dawida z St. Andrews. Nastepna wzmianka o kosciele datowana jest na 1500 rok a to za sprawa remontu. W 1835 roku Eassie wloaczono do sasiednej parafii w calosc. Od tego czasu kosciol popadla w ruine.  Obok kosciola znajduje sie stary cmentarz. Zauwazyc mozna dalej, ze ludzie tubylcy nadal sie tu chowaja.
Oczywiscie nowa czesc jest imonujaca a stara pomomo, ze zapomniana to widac, ze trawa jest koszona i calosc jakos wzglednie utrzymana w porzadku.
Cmentarz z ruinami jest troche z boku i na wzniesieniu. Chronilo to przed ewentualnymi epidemiami. Obok znajduje sie takze kilka farm. Jedna na przeciw kosciola jest opuszczona. Sprawia to troche przykre wrazenie. Nadajac temu troche i tajemniczosci. tak jak to w zwyczaju maja opuszczone miejsca pochowku.


Kola czyli ringi czesty motyw zdobien pierscienic, wojowie z wloczniami. Obok potezne drzewo.
Piktyjski krzyz z plecionka. Bestia po prawicy i aniol w lewym rogu u gory
labirynt wewnatrz krzyza
zebrane z cmentarza plyty nagrobne i oparte o mur koscielny
kilka law nagrobnych i tuje posrodku
czaszka, herb, zawod to czeste oznaczenia czym zmarly sie paral
wariacje na temat cmentarza i krzyz czworolisciem w srodku

trudno eassie znalezc ale warto zobaczyc.

Thursday, 17 September 2015

z kulturka, ksiazkowo


Anna Kaminska, Simona. Opowiesc o niezwyczajnym zyciu Simony Kossak. Czy wiecie co to wycior czy ciota? To nazwy ani obrazliwe ani tez smieszne? Simone Kossak dopiero teraz poznalam. Nie sluchalam jej w radio ani nie widzialam w telewizji. Szkoda, bo to robila Simona Kossak przechodzi ludzkie pojecie. Kobiete te, stawiam na rowni z malzenstwem Gucwinskich.
Simona, buntowniczka, pustelniczka to jedna z najslynniejszych potomkin wielkiego rodu Kossakow. Simona to takze wielka propagatorka przyrody i ochrony srodowiska w Polsce. Simona byla osoba trudna i kontrowersyjna. Nie brak jej bylo i charyzmy. Stala sie czarownica z Puszczy Bialowieskiej.
Wielka szkoda, ze pani Simony nie ma juz wsrod zywych i pozostaje tylko Jej sposcizna. Ksiazke Anny Kaminskiej czyta sie lekko i przyjemnie. Autorka posiada niezwykly dar snucia opowiesci. Simone, goraco polecam tym, ktorzy bohaterke nie znali i nigdy nie slyszeli. Dzielo Kaminskiej to dla tych, ktorzy zyja po swojemu ale maja i wiele cierpliwosci dla innych. 


Patrycja Pustkowiak, Nocne zwierzeta. Zycie Tamary Mortus pelne jest balang, picia, kacow i nieprzyswajalnej tresci. Za duzo przegadana, przemyslana, chyba za duzo jednak alkoholu choc to nie o alkoholu. Mial byc drugi Pod Mocnym aniolem wyszlo srednio. Kilka wtracen Tamary do przyjecia reszta rozwlekla i troche jestem zawiedziona ta pozycja. Za duzo tych wywodow a za malo czarnego humoru. Przydaloby sie jeszcze to cos, jakas iska, ktora by bardziej wciagnela. Sam motyw morderstwa nie wystarczyl i pozostaje drobne nieporozumienie. Dla koneserow wielkich korporacji.



Camilla Lackberg, Pogromca lwow. Przygotowywalam sie na ciekawa lekture. Ta ruszyla z kopyta. W srodku zwolnila i zaczela sie rozlazic. Pod koniec ruszylo i czuje sie dopieszczona. Trup kladl sie czesto. Historia mieszala sie z cierpieniem ofiar. Tajemnica rodziny zostala namierzona. Daje mocnego plusa za wartka fabule i czekam na wiecej trupow ze strony Camillii Lackberg. Pogromca lwow to dopiero mocna rzecz w Fjabllace.


Robert Rient, Swiadek. Mocna rzecz daje slowo. Robert Rient nalezal do kociej wiary. Wspolczulam zawsze jednemu chlopcu z mojej klasy, ktory nie chodzil na religie. Stal pod drzwiami. Obijal sie o sciany i wyzywany przez reszte od kocich jakis taki byl niewidoczny?
Wspolczuje tez Robertowi za to co przezyl. Chocby i to, ze nigdy nie mial imienin ani gwiazdki. Wspolczuje bohaterowi w jego walce o utrzymanie Boga w sercu a jednoczesnie chcacy wyrwac ten ciern z siebie. Ja nie probowalam wyrywac ani ulegac pokusom ani wiary ani ludziom.
Ciesze sie, ze zycie tak pokierowalo Robertem, ze jest silny, napisal ksiazke i na swoj sposob obchodzi te swoje Gwiazdki.
Swiadka czyta sie interesujaco. Z uwaga sledzi poczynania tego co jest zapisane w pamietniku. Radoscia jest poczytanie o Jeleniej Gorze, Poznaniu i imprezach. Przytlaczaja *troche* reozsterki i narkotyki bohatera ale ciesza postepy w samorealizacji i brniecie do przodu do celu do spokoju wewnetrznego.
Ta cienka ksiazeczka otwiera oczy na pozor szczesliwe zgromadzenie Swiadkow Yehowy. Szczesliwych ale jakze polskich. Wady zostaja zawsze takie same- polskie, ludzkie, ze az strach pomyslec gdyby wszyscy byli tak gleboko wierzacy i zaslepieni- tak po polsku i to nie w Boga.

z kulturka, filmowo


The face of an Angel. Kojarzycie glosna sprawe Amandy Knox. Daniel Bruhl  wystepuje to musialam obejrzec! Daniel jak wiemy to przystojniak, swietny aktor i ulubieniec scen niemiecko- hiszpanskich tapas.
Ponoc w Sienie na rogu kazdej ulicy jest tabliczka z cytatami z Boskiej Komedii- Dantego. Mozna doslownie czytac Dantego chodzac po miescie. Podobno. Nasz bohater Daniel jest rezyserem. Chce nakrecic film o zabojstwie angielskiej studentki z Sieny, brutalne zamordowanej w swym mieszakniu. Jak wiemy nie zostal skazany nikt. Ludzie, poszlaki sie rozmyly i nikt tak na prawde nie dociekal prawdy kto popelnil zbrodnie. Meredith czy Amandy -chlopak? Wydarzenia zaprzatnely ekrany wszystkich telewizorow na swiecie. 
Film oddaje wiernie proces i dochodzenie prawdy. Jednak tak jak proces sadowy nic nie wnosi. Relacja z sali sadowej tez nic pokazuje. Film oparty jest na przekazach a moze konwencji Dantego dziela. 
Czy The face cioci sie podobal? Trudno mi orzec bo tak jak i sprawa zabojstwa nic nie pokazal. Mozemy sie tylko domyslac kto zawinil. kto retuszowal sprawe. Policja czy prokuratura zaniedbala sprawe?


i reszta rzeczy opartych na prawdziwych wydarzeniach.


Paradise Lost; Pablo Escobar. Na faktach autentycznych to jest film. kupa znanych aktorow bo i temat zawsze goracy. Escobar- swiety, kotry postawil na swiat caly swiat. narkotyki, ktore sprzedawal szly nie tylko do kieszenii mafii ale i do rzadow stanow, Kolumbii. na budowe boisk, stadionu, przychodni lekarskich, szkol. Escobar, krory negocjowal uklady rzadowe w calej Ameryce Lacinskiej a przed ktorym klaniano sie by raczyl przekroczyc prog wiezienia. Escobar mial szeroka rodzine. mial i piekna siostrzenice, ktora zakochala sie  w kanadyjczyku. mlodym surferze, ktory wraz z bratem pragnal wiesc zycie piekne i kolorowe w pieknej Kolumbii. Niestety plan zycia sie nie powiodla i bynajmniej Pablo nic na stracie swojego pociotka nie stracil



Out of the Dark-Stephen Rea jako nestor rodu, zaklada fabryke papieru w Kolumbii. Stephen Rea to jeden z lepszych brytyjskich aktorow- slawe przyniosl mu Neill Jordan a bohater Out of nosi imie Jordana wlasnie.
Co do filmu. To raczej dreszczowiec i horror. Do dziadka czyli Stephena przyjezdzaja corka z rodzina. Nagle wnuczka dostaje choroby. Miejsce to zwane przekletym. W czasach konkwistadorow zapedzono lokalna dziatwe do stodoly i podpalono. Bylo to 500 lat temu ale klatwa zostala. 

Pora na dokument;

Ciemna strona Red Bulla; Znamy napoj i lubimy go z vodka na przyklad. Nikt jednak nie wie gdzie koncern ma siedzibe ani jaka strukture? Nie wiemy nic o zalozycielach, laboratoriach, produkcji. Red Bull to najbardziej enigmatyczna firma  na swiecie. napoj pobudzajacy na bazie tauryny, srodka na polysk siersci kociej jest jednym z najpopularniejszych paskudztw na swiecie. Firmie zawsze towarzysza fajne kampanie reklamowe. Reklamy z ktorych najglosniejsze jest to co ci doda skrzydel milczy o ofiarach swych spektakularnych sportach extremalnych. Wielu sportowcow ginie. O nich sie nie mowi. Proby przekroczenia idiotycznych barier w sporcie siegnal zenitu. Film opowiada o  tych wyczynowcach, ktorzy zgineli i probie wyjasnienia dziennikarzy skomplikowanej promocji glupoty.


i jeden romans albo inaczej filmidlo na podstawie ksiazki
Serena film duetu pokaz cycki Jennifer Lawrence i Bradley Cooper. Para aktorow, ktorzy pomimo, ze nie laczy ich romans, zwiazek czy tam co, swietnie sie uzupelniaja i tworza niesamowity duet.
Film na podstawie powiesci Rona Rasha pod tym samym tytulem,  opowiada o tajemniczej kobiecie Serenie, ktora zjawia sie u boku potentata drzewnego Georga i kradnie jego serce.
Serena chce dac Georgowi dziecko. Traci je,  ale George ma juz dziecko z nieprawego loza. Zona chce zemsty. I tak dalej. I tak dalej
Polnocna Karolina, sceneria idealna (lasy Czech i Francji) zdjecia wysmakowane, kostiumy i ten szal wsiowo - lesniczowkowy. 
Polecam goraco na nic nie robienie.


no i na koniec film lamiacy serce. Nazywa sie Biala masajka. Corinne Hoffman, Szwajcarka, ktora przez cztery lata mieszkala w buszu. Wyszla za maz za Lketinge, masaja z Kenii. Urodzila dziecko i uciekla z powrotem do domu do mamy. Cholera mnie bierze, ze milosc zycia trwa tylko cztery lata a dziecko bedzie i zlamane serce mezyczyzny tez. Jestem cala soba za tym, zeby sie zastanowic nad wypadami daleko, nieprzemyslanymi decyzjami i chwilo trwaj by miec przygode zycia? Do diabla z takim czyms!
Bohaterka to glupia, naiwna, infantylna kobieta. ja wierze w milosc od pierwszego wejrzenia ale ludzie opamietajmy sie i mierzmy sily na zamiary!
Historia jakich wiele na prawdziwych wydarzeniach i ku przestrodze.

czekam dalej na olsnienie na srebrnym ekranie

Wednesday, 16 September 2015

umieranie to nie zbrodnia

Jack, jakiego nie znacie. Film z roku 2010 w roli glownej Al Pacino, za co dostal nagrode Zlotego Globu. Biografia, dramat, dokument. Zycie i tworczosc Jack`a Kevorkiana, lekarza amerykanskiego, ktory jak twierdzil pomagal 130 osobom zejsc z tego swiata.  Kevorkian uwazal sie za autora powiedzenia dying is not a crime. 
Jack Kevorkian od lat 80 XX wieku walczyl o prawo do eutanazji. Dalo mu to przydomek Doktor Smierc. Sam wybieral pacjentow, ktorzy czasem okazywali sie, ze *tylko cierpieli na depresje*. Wiekszosc przypadkow byly to nieuleczalne choroby. Ludzie wielkokrotnie po probach samobojczych. Nie mieli sily juz walczyc z bolem. Rodzina tez z nimi nie dawala rady. Jack Kevorkian w telewizji przedstawil film w ktorym pomaga mezczyznie zabic sie. Za to lekarz zostaje skazany na 8 lat wiezienia. W 2001 roku zostal zwolniony z wiezienia, pod warunkiem, ze nikomu nie pomoze w popelnieniu samobojstwa.
Choc dzialalnosc Jacka Kevorkiana budzila ogromne kontrowersje, to jednak zrobil on cos dobrego. Pomogl w rozbudowie hospicji. O ile mozna dobrze to ujac, ze to swietny pomysl.
Nieustanne walki z sadami, z prawem do zycia i grupami prolife.
Nieustanne dyskusjie, czy pozwalamy na swiadome samobojstwo czy pozwolimy na cierpienie ludzi.
Kevorkian konstruuje maszyne do latwego zejscia ale nie ma gdzie tego robic. Pierwsze zgony nastepuja w aucie. Nastepne juz w domach pacjentow.
Czy godna smierc jest lepsza od bohaterskiej smierci i meczenskiej? 
Tak wlasnie godna smierc. Czy mamy zgodzic sie z Jerzym Kosinskim, ktory wreszcie po kilku probach sam sie zabija a ktory uwazal, ze samobojstwo jest jest naturalnym przedluzeniem zycia. Zdanie nielogiczne ale wytlumaczalne. Dlaczego konkretna osoba nie moze w swojej sprawie decydowac tylko czekac na ta smierc. Jak juz wreszcie przyjdzie. Kevorkiana nie obchodzilo cierpienie. Kevorkian naogladal sie duzo wiecej. Denerwowala go ludzka bezsilnosc wobec, przepisow, ogromu choroby i zakazy do swojego kierowania losem.
Film , Jack, ktorego nie znacie- gra na emocjach. Sklania do dyskusji. Czy pozwolibysmy sie zabic. Czy pozwolibysmy zabic sie bliskiej osobie. Czy religia i prawo odwiodloby nas od wspomaganego samobojstwa?
W niektorych stanach USA  dyskusja sie udala. Doprowadzono do zalegalizowana eutanazji. 
Film oparty jest na ksiazce Neala Nicola i Harre`go Wylie pt. Between the Dying and the dead: Dr. Jack Kevorkian; the Assisted Suicide Machine and the battle to legalize Euthanasia.
Jako Kevorkian wystapil Al Pacino, jako asystentka wystepuje Susan Sarandon, ktora  usmieca. Jako dobry przyjaciel, asystent i dostawca specyfikow do zabicia wystepuje John Goodman.
Nalegam na obejrzenie, Jacka, ktorego nie znacie chocby po to by domyslic sie co jedna osoba moze zrobic.
I nie wazne czy sie zgadzamy, czy eutanazja jest potrzebna czy nie?

 
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jack_Kevorkian
Hinduizm, buddyzm, judaizm, islam, swiadkowie Jehovy, chrzescijanstwo odrzucaja eutanazje.
Eutanazja (lub euthanazja, od gr. εὐθανασία, euthanasia – "dobra śmierć") – przyspieszenie śmierci chorego człowieka[potrzebne źródło]. W niektórych kodeksach karnych, w tym polskim[1] eutanazję określa się jako rodzaj zabójstwa. Od połowy XX w. eutanazja jest omawiana w kontekście nauki biotechnologiibioetyki, prawa, polityki i religii.

Uregulowania prawne na świecie

Według stanu na 2015 eutanazja jest zalegalizowana w Holandii (od 2002), Belgii (od 2002), Luksemburgu (od 2009)[potrzebne źródło].
Według stanu na 2015 wspomagane samobójstwo jest legalne w AlbaniiSzwajcariiNiemczechKolumbiiJaponii i amerykańskich stanach Oregon, Vermont, Waszyngton, Nowy Meksyk i Montana[

zubozenie


Sunsrise, sunset , wschody i zachody dnia znacza nasze dni. Przemijaja, trwaja czasem lacza sie smiech i lzy.
Dzisiejszy odcinek sponsorowala piosenka Sunrise, sunset z musicalu Skrzypek na dachu. 
Jednak w wykonaniu Zdzislawy Sosnickiej to juz nie to samo co oryginal. A jednak.
W polskim wykonaniu tytulowe wschody i zachody zastapiono Anatewka. To, jak wiemy wies Tewji Mleczarza. Zmyslona nazwa zydowskiej wsi Kasrylewka na Ukrainie. Powiesc Dzieje Tewji Mleczarza autorstwa Szolema Alejchema z 1894 roku. Anatewka to miejsce zmyslone. Tam rozgrywala sie jedna z najpiekniejszych historii o tym jak biedny ojciec rodziny chce wydac za maz dobrze swoje siedem corek ale na przeszkodzie stoja, a to strata pieniedzy a to mezalianse w rodzinie a to samobojstwo jednej z corek by na koncu rozkazem Rosjan wysiedlic wszystkich ze wsi. Biedny Tewje po smierci zony, zyje w diasporze. Mleczarz tlumaczy sobie zrzadzenia losu jako wola Boza i musi ja przyjac z nalezyta pokora.

Przegladajac internety nie godze sie z wola boza ani jakakolwiek wola. Chodzi mi o spustoszczenie jakie wyrzadzila komuna. Przedtem wojna. Choc ta, jak wiemy w pewnych miejscach spoko koko kraju nie narobila az takich spustoszen. przynajmniej za Niemca. Tak bylo w Zbiersku Cukrowni. Wsi i zakladu pracy, ktora zarzadzali i to dobrze wlasnie okupanci.
Przez przypadek natknelam sie na stare zdjecia fabrykantow i ich rodzin ze Zbierska wlasnie. Zdjecie przedstawialo zawody.....w tenisie ziemnym?
Krew sie w cioci zagotowala. Bylo miedzywojnie. Lata prosperity. Obraz przedstawia mezczyzn i kobiety stylowo ubranych i wyglancowanych. Widac to klasa wyzsza. Jak czytamy ze strony MGOK Zbiersk skad pochodzi zdjecie. Bohaterowie to kadra zarzadzajaca cukrownia wraz z rodzinami. O nagrody oparty jest dyrektor cukrowni Stefan Nienarowicz z rakieta zarzucona na ramie. Jego zona Agnieszka siedzi na lawce pierwsza z lewej. Wsrod dzieci znajdziemy tez ich corke. Nienarowicz obok funkcji dyrektorskich objal patronatem budowe domow dla pracownikow zakladu. Kadencje Nienarowicz objal po wczesniejszym wlascicielu Niemcu Wilhelmie Rephanie, rowniez zasluzonym dla regionu i miasta Kalisza.
Wiele rzeczy intryguje. Turniej tenisowy dla kadry zarzadzajacej w roku 1928 w Zbiersku.
Tenis, ktory jak wiemy dopiero odrodzil sie w latach 70 XX wieku i nigdy nie byl przeznaczony dla mas i chyba nie jest dla kazdego.
Praca dyrektorska i praca organiczna ludzi chcacych sie rozwijac.
 Korty tam gdzie teraz sa dzialki. Z kortow dzialki to jakby nosic lisa do waciakow?
Spojrzmy na nagrody. Sa nimi; dwa gramofony tubowe i dwa radia detektorowe.
O ile wiem pierwsze radio pojawilo sie w latach 50 i byly to kukuryzniki propagandowe a pierwsze radio w rodzinie pojawilo sie w latch 60 XX wieku.
Zza stojacymi widac mur. To pozostalosc po murze przy drodze do Korzeniewa. Resztki muru jeszcze tkwia ale w zaniku.
Konkluzja. Gdyby tak nie rozpizdziel zawieruchy wojenno- komunistycznej telewizory pojawily by sie we wsi ok lat 30 XX wieku.

Oczywiscie ze Skrzypka na dachu pochodzi jeszcze jedna piesn- Gdybym byl bogaty. Tak Tejwe spiewal i liczyl, ze los sie wreszcie przelamie.
Po samym zdjeciu widzimy i po historii zdjecia, ze bylo odwrotnie.



http://mgok-zbiersk.pl/index.php/foto-galeria/zbiersk/zbiersk-dawniej


Sunrise, sunset
Sunrise, sunset
Swiftly flow the days
Seedlings turn overnight to sunflowers
Blossoming even as we gaze
(Women)
Sunrise, sunset
Sunrise, sunset
Swiftly fly the years
One season following another
Laden with happiness and tears
(Tevye)
What words of wisdom can I give them?
How can I help to ease their way?
(Tevye)
Now they must learn from one another
Day by day
(Perchik)
They look so natural together
(Hodel)
Just like two newlyweds should be
(Perchik & Hodel)
Is there a canopy in store for me?
(All)
Sunrise, sunset
Sunrise, sunset

http://www.metrolyrics.com/sunrise-sunset-lyrics-jerry-bock.html

http://mgok-zbiersk.pl/index.php/foto-galeria/zbiersk/zbiersk-dawniej