Wednesday 30 March 2016

ma baba jaja (maja)


Nadie Sawczenko skazano na 22 lata lagru. Ma dziewczyna 35 lat. Jest bohaterka, weteranka walk w Iraku, delegatka do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy  i wojskowa, ktora  zabijala, napadala sama sie porwala z rak Moskali. Trudno o bardziej pokazowy charakter tej calej maskarady. Kobieta - wiadomo ma histerie, jest niegodna polityki ba w nia sie miesza. Do tego walczy i stawia czola. Ma do tego nienawisc poltyczna. Co robi car Putin. Chce Nadie jako zywy towar wymienic na dwoch innych zbojow rosyjskich. Jeden z mezczyzn to handlarz broni. A Nadia bron to miala z racji swojego zawodu tyle, ze poslugiwala sie jedna na cale cesarstwo rosyjskie.
Nadia to ladunek niebezpieczny, ktory moze byc karta przetargowa w negocjacjach na zasadzie * uciszmy juz wreszcie te Ukraine*
Nadia to takze laureatka Nagrody Orla imienia  Jana Karskiego przyznanego jej w zeszlym tygodniu. Sawczenko otrzymala nagrode za hart ducha w walce o ludzka godnosc i honor.
Nadia Sawczenko pozostaje nadal w wiezieniu. Nadal gloduje. Nadal walczy.
Wystosowala piekny list do Polakow w ktorym dziekuje za to ze bylismy pieknymi sasiadami. Juz dopadaja glosy, ze bylismy. Dla mnie to jest, ze jestesmy i bedziemy a Nadia to jest bohaterka, ktora ma zelazne *jaja*

W telewizornii BBC, konkretnie na trzecim kanale tejze stacji, od jakiegos czasu pokazywany jest dokument autorstwa Stacey Dooley pt. Sex in Strange Places. 
Odcinek pierwszy krecony byl w Ankarze czyli Turcja, drugi w Rio de Janerio, trzeci w Moskwie i Petersburgu. 
Jest wsrod prostytutek, transow zmuszonych do pracy na ulicy wsrod alfonsow i klientow.
Cena od kanapki do 8£ za cala game wynaturzen.
Stacey Dooley jest nagabywana na sex. Czasem kobiety dziekuja jej za opieke. Kiedy indziej placze ze zgwalconymi. Co rusz nie wie co powiedziec, ze trans to nie facet? Innych przejawow hipokryzji menszczyzn nie ma miary!
 Szczerze polecam Sex in Strange Places. Otwiera oczy.



extremalnie drogi krzyzowe brunatnych menszczyzn

Swietny artykul o naszej religijnosci. Otoz dlaczego ciocia przygotowala ladny stol. Dlatego, ze to kultura. Tylko i wylacznie. Odswietna atmosfera. Chyba tez. Nie da sie wymazac wspomnien i tradycji w jakiej wyrastalam. Stol z zorkiem, jajem i kielbasa plus chrzan wszystko ma znaczenie dla mnie tylko kulturowe. Nie etapowalam swieconka ani postem. Nie moglam. Zone by to ubodlo a i ja nie godnam wg wiary przodkow na kolanach ja sie nie czolgam. Meczy mnie  Polska, wisi mi krzyz wolam za slowami piosenki Marii Peszek. Natomiast krzyz zaczyna mi uwierac od przesadnej Krzyzowej Drogi Extremalnej, ktora odbyla sie w Edynburgu 18 marca 2016. Ta sama droga krzyzowa odbywala sie takze w pieciu innych miastach na terenie Wielkiej Brytanii. Nie zabraklo takze punkotw na mapie Europy. O Polsce juz nie wspomne.
Nie obchodzi mnie idea, ze trzeba Wielka Brytanie chrystianizowac. Po prostu nie zycze sobie etapowania krzyzem po miescie. Krzyzem, Koranem, Polksiezycem. Miasto to swieckosc. Turystyka, Praca, spacery, Jadlo i Picie. Koscioly maja krzyze. Meczety maja Koran. I na tym skonczmy. Jesli zas sie tyczy niebnezpiecznych wypadkow. Jesli by dziecko podbieglo innego wyznania w piatek wieczor z dyskoteki, podbiego i sie rozbieglo i uderzylo by. To co wtedy? Krzyz Go przybil?
Bezpieczenstwo umyslow, zachowan i kultury.
Nie neguje pielgrzymek, wspinania sie, jakis manifestacji ale jesli jeden z drugim spedza czas na struganiu krzyza i stawianiu go w centrum Edynburga to juz zakrawa na lekkie zazenowanie. Zwlaszcza, ze to dzieje sie tu a nie w Polsce ani  katolickiej Hiszpanii gdzie przy tej katolickosci i religijnosci dopuszzane sa sodomickie zachowania , ba malzenstwa juz!
I jesli zagladam na profile uczestnikow Polskich tych Extrealnych Drog Krzyzowych a tam sami zwolennicy Zolnierzy Wykletych, samych tych Polsk dla Polakow i po zamachu terrorystycznym wypisuja wszem i wobec- Jebac Araba! To ja przepraszam ale zaczynam sie bac... tych extremalnych drog Polakow na obczyznie.


To takze samo zdarzenie http://www.edk.org.pl/ oraz zdarzenie na Fb dla zainteresowanych odsylam.
Jest sie czego bac. 
 
Religijność po polsku
W co wierzą katolicy?
Coraz więcej Polaków deklaruje się jako osoby niewierzące, a wiara wierzących przybiera coraz bardziej egzotyczne kształty. Czy to nadal katolicki kraj? Najnowsze badania polskiej religijności przynoszą wyniki zaskakujące i zastanawiające.
To akcja kościelna, która ma zaradzić problemowi nieformalnych związków, które Polacy coraz częściej wybierają. Czy zadziała? Wątpliwe.
Łukasz Dejnarowicz/Forum
To akcja kościelna, która ma zaradzić problemowi nieformalnych związków, które Polacy coraz częściej wybierają. Czy zadziała? Wątpliwe.
Piotr Kamionka/EAST NEWS
W ciągu ostatniego dziesięciolecia liczba ludzi chodzących do kościoła zmniejszyła się o 2 mln.
CZYTAJ TAKŻE
Ośrodek CBOS, regularnie i od dawna badający stosunek Polaków do Kościoła i religii, przedstawiając nowe dane, za cezurę przyjął 2005 r. (śmierć Jana Pawła II). Dzięki temu uzyskaliśmy obraz całej „popapieskiej” dekady, a to jest okres na tyle długi, aby zaobserwować głębsze zmiany i tendencje.
Więc najpierw dane ogólne: odsetek Polaków deklarujących się jako wierzący pozostaje niezmiennie wysoki i przekracza 90 proc. Uważamy zresztą, że religijność to jedna z głównych cech, jaką można przypisać Polakowi. W jednym z poprzednich badań CBOS aż 89 proc. respondentów ściśle wiązało polskość z katolicyzmem, a tylko co czwarty był skłonny uznać, że wiara jest ważnym elementem w życiu ogółu Europejczyków. To, że Europę postrzegamy jako zagrożenie dla religijności, widać wyraźnie w odpowiedzi na pytanie (w innej ankiecie), czy zmienia się stopień przywiązania do religii. Już w pierwszych latach po wejściu Polski do Unii osłabienie religijności dostrzegało 17 proc. pytanych. Dziś aż 67 proc. badanych jest przekonanych, że nastąpił spadek znaczenia wiary i Kościoła w życiu Polaków. Liczby zdają się potwierdzać tę opinię.

Spadek religijności 

Z tegorocznego badania CBOS wynika, że Kościół wciąż traci wiernych. W ciągu ostatniego dziesięciolecia liczba ludzi chodzących do kościoła zmniejszyła się o 2 mln. Odsetek uczestniczących w niedzielnych mszach po raz pierwszy spadł poniżej 40 proc. – to dane kościelne. Od 2005 r. liczba osób deklarujących niewiarę podwoiła się z 4 do 8 proc., a liczba osób określających się jako głęboko wierzące spadła z 12 do 8 proc. To niby zmiany niewielkie, ale układające się w wyraźną tendencję. Według CBOS z 58 do 50 proc. zmniejszył się odsetek respondentów regularnie praktykujących, a w ogóle niepraktykujących wzrósł z 9 do 13 proc. Jak na jedną dekadę to sporo.
CBOS bardziej szczegółowo przyjrzało się grupom społecznym, w których spadki religijności są największe. Wszystkie wcześniejsze badania wykazywały, że poziom religijności w wielkim stopniu zależy od struktury demograficznej społeczeństwa: „bardziej wierzący” są ludzie starsi, kobiety i dzieci, natomiast przywiązanie do wiary i Kościoła spada wraz z wykształceniem, zamożnością i wielkością miast, w których mieszkają respondenci. Najświeższe dane potwierdzają ten trend. Wśród osób z wyższym wykształceniem podwoiła się liczba niewierzących (z 7 do 13 proc.), a w ogóle niepraktykujących wzrosła z 10 do 15 proc. Podobnie wyglądają te dane, jeśli chodzi o mieszkańców największych miast. Tu także podwoiła się liczba niewierzących, a grupa osób deklarujących regularne uczestnictwo w praktykach religijnych jest już mniejsza niż praktykujących okazjonalnie. 23 proc. deklaruje zupełny brak zaangażowania w religijne praktyki. Jeśli chodzi o podział wiekowy, największe spadki widać w grupie 18–24 lata. Od 2005 r. o 8 pkt proc. wzrosła liczba niepraktykujących młodych ludzi, a odsetek niewierzących wzrósł z 6 do 15 proc. To nie jest dobry prognostyk dla Kościoła.
Te dane ilościowe, choć pokazują powolną sekularyzację Polski, nie dają jeszcze powodów do bicia w dzwony alarmowe. Kościół katolicki wciąż jest w Polsce potęgą, przynajmniej na poziomie deklaracji wiernych. W ciągu minionej dekady dokonała się jednak zasadnicza zmiana jakościowa. Można wręcz mówić o swoistej rewolucji, po raz pierwszy tak dobrze zobrazowanej w badaniu socjologicznym. Otóż jeszcze w 2005 r. 66 proc. Polaków deklarowało, że jako wierzący stosują się do wskazań Kościoła. Dziś twierdzi tak tylko 39 proc.! Z 32 do 52 proc. przybyło tych, którzy mówią, że wierzą na swój własny sposób (stosując czasem zadziwiające mieszanki różnych wierzeń i elementów popkultury). Wiara wyraźnie się prywatyzuje i indywidualizuje. A tempo tych zmian może szokować.
Pojawia się zresztą pytanie, na ile Polacy deklarujący się jako katolicy są jeszcze naprawdę katolikami? Bycie katolikiem oznacza (powinno oznaczać?) znajomość oraz akceptację nauki Kościoła i religijnych dogmatów, i obrządków. A z badań CBOS wynika, że jest z tym źle i coraz gorzej. Najwięcej respondentów, bo aż 82 proc., deklaruje wiarę w to, że Bóg wysłuchuje modlitw (ale widać ta wiara nie jest zbyt intensywna, bo regularnie modli się mniej niż połowa katolików). 70 proc. wierzy w Sąd Ostateczny, w cuda i w to, że człowiek ma nieśmiertelną duszę, ale 36 proc. jest przekonanych, że mają ją także zwierzęta. Więcej osób (66 proc.) akceptuje niewywodzącą się z nauki Kościoła wiarę w przeznaczenie, istnienie dobrego lub złego losu, horoskopy i talizmany niż w katolickie dogmaty, takie jak zmartwychwstanie zmarłych (62 proc.), obciążenie grzechem pierworodnym (59 proc.) czy piekło (56 proc.). Blisko jedna trzecia respondentów zadeklarowała wiarę w wędrówkę dusz.Ciekawie (i znamiennie) wygląda także rozkład odpowiedzi na fundamentalne dla chrześcijanina pytania o zbawienie. 61 proc. ankietowanych odpowiada, że zbawieni mogą być wszyscy, 8 proc., że tylko ludzie religijni, 4 proc., że tylko chrześcijanie. 15 proc. w ogóle nie wierzy w zbawienie, 12 proc. ma wątpliwości. Odpowiedzi, że zbawieni mogą być tylko członkowie mojego wyznania, nie wybrał nikt (idea, że nie ma zbawienia poza Kościołem, została najwyraźniej przez wiernych odrzucona).
Jeszcze bardziej niepokojący dla ludzi Kościoła powinien być stosunek polskich katolików do zasad moralnych, stanowiących tzw. magisterium Kościoła. Nie to żeby Polacy, odpowiadając na różne szczegółowe pytania, odkrywali przed ankieterami jakiś bezmiar zepsucia czy grzechu – oni po prostu w większości nie wiążą moralności z religią, a już zwłaszcza odrzucają (sporo ponad 50 proc.) koncept stałych zasad moralnych. Ledwie 30 proc. uważa, że takie zasady są w ogóle potrzebne. Dominuje elastyczne, kontekstowe i „życiowe” podejście do etyki.
Jeden ze znanych teologów, komentujący te badania, zauważył, że o naszych postawach i wyborach moralnych decyduje dziś „pragmatyzm, hedonizm i konformizm”. W komentarzu Katolickiej Agencji Informacyjnej nazwano to „katolicyzmem sałatkowym”. Polski katolik wierzy w to, co mu pasuje, wybiera z przekazu rodzinnego, z lekcji religii, z kazań, filmów i mediów jakieś kawałki pouczeń, przestróg i poglądów i uciera we własną „karmę dla duszy”. Także w dziedzinie światopoglądowej jesteśmy majsterkowiczami, prywaciarzami. A przewodnicy duchowi gdzie są?
Czasami ostrzej widać z daleka. Symboliczny był przypadek polskiego proboszcza, którego pozbyli się austriaccy wierni. Szczegółowo pouczał ich, zwłaszcza w sprawach rodzinnych, do czego nie byli przyzwyczajeni. Ogrodził parafię potężnym płotem, choć na Zachodzie kościoły są otwarte na wiernych. W dodatku zrobił to bez zgody rady parafialnej, co tamtejszym parafianom nie mieściło się w głowie. –Wszechwładny proboszcz jest tam zjawiskiem nieznanym. Polscy księża pracujący w Niemczech nie zawsze potrafią się dostosować. Narzekają, że w kółko są posiedzenia rady parafialnej i wszystko trzeba uzgadniać – mówi prof. Tadeusz Bartoś, filozof i teolog. – Z drugiej strony słyszałem mnóstwo skarg na polskich księży pracujących za granicą, że traktują wiernych z góry, jak dzieci.
Gdy wsłuchać się w kościelne nauczanie, płynące z polskich ambon i biskupich homilii, można odnieść wrażenie, że centralną kwestią katolicyzmu jest życie seksualne wiernych. I tu porażka Kościoła jest bodaj największa. Wszystkie badania opinii społecznej pokazują, że między katolicką etyką seksualną a etyką wyznawaną przez ludzi deklarujących się jako katolicy niewiele jest punktów stycznych.

Duchowe usługi

Według CBOS 77 proc. Polaków akceptuje zapłodnienie in vitro, w tym ponad połowa także dla par niebędących małżeństwami. 63 proc. akceptuje życie bez ślubu. 90 proc. mówi tak edukacji seksualnej dla młodzieży, w tym 84 proc. takiej, która uczy zapobiegania ciąży. Tylko 6 proc. Polek odrzuca antykoncepcję z powodów religijnych. Na ulicach polskich miast pojawiły się właśnie billboardy z hasłem „Konkubinat to grzech – nie cudzołóż”. To akcja kościelna, która ma zaradzić problemowi nieformalnych związków, które Polacy coraz częściej wybierają. Czy zadziała? Wątpliwe. Niewątpliwie jest dowodem porażki szkolnej katechezy i zafiksowania przekazu na jednym przykazaniu. Za obrazę uczuć religijnych uznana została choćby billboardowa akcja ateistów: „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”.
Kościół polski, a przynajmniej jego znaczna część, stopniowo jednak dostosowuje się do klientów (bo raczej nie „wiernych”) w organizowaniu duchowych usług dla ludności. Stadionowe uzdrowienia, obmodlanie budynku Sejmu, egzorcyzmy przed Pałacem Prezydenckim, różne formy religijnych festynów i manifestacji. Przegrawszy (chyba) walkę o dusze i sumienia, Kościół skupia się na przeżyciach wspólnotowych, zbiorowych, ważnych społecznie, ale jednak zewnętrznych.
I tu badania socjologów przynoszą raczej smutne dla Kościoła obserwacje: większość traktuje go jak firmę, która obrzędowo obsługuje ważne społecznie rytuały przejścia: chrzty, komunie, śluby, pogrzeby (między 80 a 90 proc. ankietowanych potwierdza swoje przywiązanie do katolickich pogrzebów i ślubów – po części pewnie dlatego, że nie wykształciły się społecznie akceptowane i atrakcyjne świeckie formy obrzędowości). Kościół zapewnia świąteczne ceremoniały w postaci rysowanych kredą na drzwiach literek K+M+B, opłatka, pasterki i wielkanocnego święcenia koszyczków. Czasem procesję lub pielgrzymkę. Dla większości katolików jest częścią tradycji (skądinąd lubianej) i niewiele więcej.
O tym, że ta wspólnotowość religijna jest ograniczana do obrzędowości i nie wywiera wielkiego wpływu na „życie codzienne Polaków w początkach XXI w.”, świadczą także odpowiedzi na pytania o polityczne wpływy i publiczną obecność Kościoła. Otóż większości respondentów (badanie CBOS z 2013 r.) nie przeszkadza wieszanie krzyży w urzędach czy miejscach publicznych lub obecność religii w szkole, ale już ponad połowa nie uważa za właściwe, aby Kościół wywierał naciski na kształt konkretnych ustaw, a aż 80 proc. nie zgadza się, aby Kościół sugerował, jak mają głosować.
„Okazuje się, że odsetek dorosłych Polaków, którzy wierzą we wszystkie omawiane elementy wiary katolickiej (...), wynosi obecnie 35 proc. Jeśli od tej grupy odliczymy tych, którzy wierzą w przynajmniej niektóre elementy wierzeń pozachrześcijańskich, to odsetek ten zmniejszy się do zaledwie 5 proc. Uważanie się za wierzącego, a nawet regularne uczestnictwo w praktykach religijnych nie dość, że często nie oznacza akceptacji wielu podstawowych prawd wiary, to nierzadko wiąże się z uznawaniem przekonań niezgodnych z nauczaniem Kościoła” – pisze w podsumowaniu badań Rafał Boguszewski.Oczywiście jest tak, że stosunek do religii (zwłaszcza gorący, zaangażowany) ma wpływ na wybory i postawy polityczne (Podkarpacie ma np. najwyższy w Polsce odsetek regularnie praktykujących i... regularnie głosujących na prawicę). Ale, znów, to ma być decyzja osobista, prywatna, a nie narzucona przez wspólnotę.
Katolicyzm ma jednak wciąż niebagatelne znaczenie polityczne, choćby dlatego, że staje się w Polsce medium społecznych lęków. Przede wszystkim lęku przed zmianą, która, zwłaszcza u ludzi starszych, niesie poczucie zagrożenia. Ludzie, którzy wychodzą na ulicę protestować z krzyżami i różańcami, mogą mieć autentyczne poczucie dyskryminacji, bo wchodzą w świat, który jest im obcy. Protestujący zresztą zazwyczaj bywają przeciwskuteczni. Niszowy spektakl „Golgota Picnic”, który na festiwalu Malta obejrzałoby może kilkaset osób, rozdmuchali na całą Polskę. Na zajęcia jogi, organizowane dla mieszkańców przez poznańskie władze, po tym jak oprotestowano je jako demoniczne i zagrażające zbawieniu, przyszło 300 osób, a nie jak w poprzednim roku – 30.

Przekaz wiary 

Hierarchia kościelna jest z pewnością świadoma postępującej sekularyzacji i ateizacji i zabiega, co zrozumiałe, o zachowanie wpływów. Wybiera jednak głównie prostą negację. Dobrym przykładem jest to, co właśnie dzieje się wokół tzw. konwencji przemocowej Rady Europy, którą niedawno ratyfikował Sejm i Senat. Kościół wytoczył przeciwko niej najcięższe działa: jest antykobieca, neomarksistowska, doprowadzi do seksualizacji dzieci, zrujnuje tradycyjną rodzinę, dopuści kobiety do kapłaństwa (choć jakoś trudno sobie wyobrazić, by ratyfikowanie konwencji doprowadziło do wyświęcania kobiet). Nie ma tu miejsca na żadną rozsądną debatę.
Dlaczego batalia, która toczy się teraz, znów jest tak gwałtowna? Przypomnijmy sobie z ostatnich miesięcy: ataki na „gender”, in vitro, antykoncepcję. O tyle to dziwne, że w Polsce lewica jest w rozsypce, antyklerykalny Twój Ruch praktycznie przestał istnieć, w Sejmie ogromną większość ma „partia przyjaciół Kościoła”. Rachityczne próby uchwalenia ustaw dotyczących in vitro czy związków partnerskich były dotychczas bez trudu pacyfikowane. Ale gdy się bliżej przyjrzeć, to ten triumfujący Kościół jest naprawdę atakowany, jednak nie tyle przez zorganizowane antykatolickie siły, co właśnie przez proces odchodzenia od nauki Kościoła. Przerwany został pokoleniowy przekaz wiary.
Kościół zdaje sobie sprawę, że traci wpływ na młode pokolenie. Nie pomogły szkoły obwieszone krzyżami i 1,5 mld zł z budżetu rocznie na pensje dla katechetów. Z badań prof. Józefa Baniaka wynika, że spory procent gimnazjalistów ma kłopoty nawet z tym, by wymienić osoby Trójcy Świętej; zaliczają do nich Matkę Boską, św. Józefa, a nawet Jana Pawła II.
W Hiszpanii trwa właśnie zażarta dyskusja dotycząca szkolnej nauki religii. Opublikowane nowe podstawy programowe tego przedmiotu wywołały protesty lewicy, bo zmieniają naukę religii w jawną katechezę, eliminują naukę o wyznaniach innych niż chrześcijaństwo. Lewica żąda też zmian systemowych, bo w Hiszpanii treści nauczania oraz listę nauczycieli ustala episkopat, ale opłaca państwo. W Polsce wygląda to podobnie: państwo płaci, nie mając żadnego wpływu na to, kto i czego uczy na katechezie w publicznych szkołach. Ale u nas nie wywołuje to już żadnych protestów. Wielu księży i katechetów od lat postuluje, by nauczanie religii przenieść z powrotem do parafii, bo to mu pozwoli odzyskać autentyczny charakter. Jednak episkopat stanowczo przecina te dyskusje. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że w szkole działają jeszcze jakieś elementy presji i przymusu. Do parafii dotarliby tylko ci naprawdę zainteresowani, a Kościół w Polsce robi wiele, by się nie policzyć.
Według antropologa kultury prof. Wojciecha Burszty za taką mentalną i intelektualną kondycję polskiego Kościoła odpowiedzialny jest w dużej mierze… Jan Paweł II. Wybranie go na papieża sprawiło, że cały polski Kościół poczuł się wybrany. Ale też papież wykonywał za niego całą intelektualną i duszpasterską robotę. Pozwalał trwać w błogim samozadowoleniu, wręcz megalomanii. Ponadto przez lata pontyfikatu Jana Pawła II obowiązywała zasada, że krytyka Kościoła równa się krytyce papieża. Nienawykły do krytyki Kościół po śmierci Jana Pawła II pokazał obronno-warowną twarz.
CBOS w ostatnich badaniach nie przypadkiem przyjął za cezurę 2005 r., czyli właśnie rok śmierci Jana Pawła II, bo nie pozostała ona bez wpływu na religijność Polaków. Wiernych ubywa, a ci, którzy deklarują się jako wierzący, coraz częściej nie akceptują albo nie znają podstawowych prawd wiary. Po śmierci Jana Pawła II te trendy przyspieszyły. Pokolenie JP2, z którym wiązano takie nadzieje, okazało się efemerydą. Zmienia się wszystko: styl życia, hierarchie wartości, otwartość na świat. Katolicyzm staje się w tym świecie po prostu jedną z opcji. I nawet w samym Kościele słychać już głosy, że trzeba się z tą sytuacją pogodzić. Zakonnik Marcin Radomski na portalu Fronda stwierdził: to dobrze, że spada liczba katolików, bo znaczy to, że dokonuje się proces radykalizacji.
Coraz częściej słychać tezę, że Kościół albo będzie radykalny, albo straci wyrazistość i powoli roztopi się w społeczeństwie. Pojawiają się porównania do Francji, gdzie w Kościele mawia się, że katolików jest co prawda mało, ale dobrej jakości. Takich, którzy angażują się w życie Kościoła, znają jego naukę, traktują ją poważnie i chcą stosować we własnym życiu. Różnica między nimi a naszymi radykałami jest taka, że ci ostatni chcieliby ją stosować także, a może przede wszystkim, w cudzym życiu.
A co z przeciętnym, nieradykalnym katolikiem? Po co mu Kościół, skoro go nie słucha i coraz częściej go omija? Nawet najsilniejsza presja na państwo nie sprawi, żeby te cywilizacyjne i kulturowe tendencje się odwróciły. Badania potwierdzają, że dzisiejszy Kościół, wciąż potężna społeczna instytucja – niedługo przed 10 rocznicą śmierci papieża Polaka – ma z Polakami kłopot. Intensywne szukanie winnych niewiele tu zaradzi.
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1611795,3,religijnosc-po-polsku.read

co z ta smiercia


My ze spoko koko kraju  chyba uwielbiamy umierac. Wszedzie grzmia, ze lekarzy od starosci ni ma, ze umieralni nie przybywa. Targi trumienne sie odbywaja . Artykuly o wirtualnych cmentarzach. Artykuly jak ladnie wygladac w trumnie i te przygotowania do trumny? Tak tak mam rodzicow. Przygotowujacych sie i nagrobek juz tez maja? A rak to stad. Bo jak dzwonilam w niedziele to ojciec juz;po; ....swiecace i po mocniejszej swiecace rozczulil sie ze kuzynka sie z nim zegnala a jego kolega co to ...pedzi te swiecone plyny ma raka ...prostaty. 
Na nic tlumaczenia ze z tym mozna zyc itp. Trudno trzeba sie zegnac i naprodz z zywymi nie podrodze mi))) stad te raki))))
Te miesiecznice, te marsze, umartwianie sie nad truchlami chyba nas to uksztaltowalo wszystko ze trzeba narzekac i zawsze pamietac ze juz na krawedzi grobu sie stoi? Albo juz sie jedna noga w nim jest?


I nie pomagaja srodki wez Niepierdol tylko lament i smaranie do sluchawkk)))
Oj sie jakos smiertelnie zagalopowalam?)) Ale sorry taki mamy klimat.
We czwartek zgroza jedna paskuda zegrzynska przylazla do roboty. Zaczela kichac. Skutek taki, ze wolne przekichalm tzn darlam ryja nie kichalam) i gile znow i smary do pasa. 
I jak to sie mowi tak do usranej smierci))) 

0216 c76c 500

nasza wielka moc

 wyjazd na zarcie
 zarcie
 grozenie zeby wyrosl i oprawa stolu
 potem szczere zalowanie za zarcie
 ale to jednak mam w tyle jakos
 bo i wiem, ze na niebo nie czekam ile na czysta noc piekielna)))


Tuesday 29 March 2016

z kulturka, filmowo

Nie bede odkrywcza. Tydzien pelen rozczarowan. Z wyjatkiem Mojego greckiego wesela iii   
Mackbeth. Glupio tozestawienie zrobilam.
Dlaczego. Ano dlatego, ze Macketha  krecono na wyspie Sky. W katedrze Ely w Cambridgeshire a nader piekne zdjecie z tecza w tle zamku Bamburgh. Ciocia byla to wie. Co mowi. Akcja Makbeta znacie. Nieszczescie bohaterow i epickie wyznania. Nie ogladac bez znajomosci klasyki i nic trudno bez tlumaczenia. Dlaczego. Po pierwsze wiersz. Po drugie staroangielski. Michael Fassbender. No do niego sie przekonalam. Jako Lady Makbet Marion Cotilard. BARDZO, BARDZO POLECAM.






Deadpool. Tu bede troche kontrowersyjna. Bo Deadpool mnie zaciekawil. CZy jestem normalna. Nie bo swiat tak pedzi, ze granica pomiedzy tekstami Deadpoola mieszaja sie z zyciem. Komiks niby dla dzieciakow ale dla nich nie jest. Duzo cietego jezora. Kupa scen strasznych. Tylko na Wasza odpowiedzialnosc.


My big fat  greek wedding 2. O ubawilam sie. Chyba wiecej niz na jedynce. Mile, przyjemne opowiesci o tym jak i kto powinien placic za wesele.


A walk in the woods. Mila przyjemna opowiesc o dwoch traperach. W rolach glownych Robert Redford, (uff nadal przystojny), Nick Nolte z dziadzial i Emma Thompson. Wniosek spacerowac, podbijac i nie miec co robic.

POltergeist 2015. To popluczyny po tym Poltergeiscie z 1980 roku w rezyserii Stevena Spielberga. Jest rodzina zmieniajaca czesto domy. Jest telewizor, ktory straszy i wciaga. Wniosek jeden. Nie miec telewizora.


10 cloverfield lane. John Goodman dal rade. reszta to polyslka. I jak to dobrze, ze w kinie na tym badziewie nie bylam. Jakies takie z Misery cos? jakies UFO sie pojaiwa. Dziewczyna i apokalipsa. Dno, mul i szuwary.

Friday 25 March 2016

Wielka Noc


 Ciocia zyczy Milego Weekenda. Swiatecznego nastroju, spokoju i bycia wytrwalym i milym i swietnym i wogole fantastycznym)))

 i Palinka zapic i sernikiem zagryzsc. Byleby nie plakac i sie nie poddawac)))


Pogode duche miec i jaja robic kolorowe)


takie czasy

Hozier i jego wielki przeboj Take me to the church w wersji dla lesbijek. Jak wiemy teledysk poprzedni opatrzony byl historia tragiczna histora gejow.
Obecnie tez nie jest wesolo.

Wednesday 23 March 2016

empatia - precz

Nie zgadzam sie z twierdzeniem, ze stan czytelnictwa spada w spoko koko landzie. Dlaczego? Bo mlodzi sie udzielaja na chociazby lubimyczytac.pl i wielu innych portalach dla czytelnikow. Zas codziennik Fakt.pl donosi, ze 800 tysiecy Polakow czyta regularnie gazetki sklepowe. Najlepsza popularnoscia ciesza sie periodyki wydawane przez Biedronke. 
Co dalej zblizaja sie swieta Wielkiej Nocy. Dla jednych czas religijny dla innych wakacyjny. Dla wierzacych i dla niewierzacych. Dla uczestniczacych, obcokrajowcow i pejsatych. 
Kto chce moze wykorzystac weekend jako zwykly czas albo niezwykly. 
Swietujemy jedno Wiosne! I wolne i moze tradycje tez- bo od niej sie nie ucieknie. Jako ciocia kulturalna i bezstronna mam w zwyczaju zyczyc milego dnia. Milego tygodnia. Milego swieta. Jakie by ono nie bylo. Bezboznym, wolnym i niewolnym. Celebrujacycm swieta i nie. Calkowicie apolitycznie i a zreszta...
Otoz zeby slowo podeprzec czynem. Publikuje wyslane zyczenia:

  • Chodź! Pomalujmy Wielkanoc, pisanki w kolory tęczy. Tchnijmy radość w barwy wiosny w żółty, zielony, niebieski. Chodź! Rozdajmy uśmiechy, empatią twarze ubierzmy. Niech te święta będą piękne i my wszyscy w te święta lepsi







Jeden komentarz moze i zyczenia dotyczyly slowa empatii. By je zamienic i dlaczego wprowadzam taka wesola atmosfere? Drugi komentarz wyracil zupelnie z rownowagi. Czlon pierwszy mojej adwersarki dotyczyl, ze juz rozsiewa tecze, usmiechy itp. Rozumiem, ze swieta tej osoby nie dotycza a na ostatni czlon mych wypocin. Pani zareagowala. Od czego lub o kogo mam byc lepsza?

Hmm. Nie spodziewalam sie takiego tonu i pozegnalam adwersarke bez pozegnan.

Cud, moid, ze pozostali klubowicze rowniez odwazjenili mile pozdrowienia.
Moze oni czytaja ze zrozumieniem. I mozna tak bez napadania na siebie. Mozna, mozna!


Według badań przeprowadzanych przez Bibliotekę Narodową co dwa lata, w 2015 r. 63% Polaków nie przeczytało ani jednej książki. Przyjęty przez rząd w październiku 2015 r. wieloletni „Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa 2016-2020” ma na celu przeciwdziałanie temu zjawisku. Po raz pierwszy realizacja programu będzie oparta na współdziałaniu dwóch Ministerstw: Kultury i Edukacji. Priorytetami programu są m.in. zakup nowości wydawniczych do bibliotek publicznych oraz inwestycje w infrastrukturę bibliotek
http://www.lustrobiblioteki.pl/2016/03/63-polakow-nie-czyta-raport-stan.html

Tutaj widze pogorszenie stanem bibliotek. W Edim bylam regularnie w przynajmniej 3 oddzialach. Ostatnio zrobilam rajd po dwoch i jestem zawiedziona. Nie tylko stanem polskich polek. 3 polek wysokosci 1 metra. Najlepszy z pozycji byl Maciej Malenczuk???
Stan z literatury obcojezycznej to kupa Danielle Steel??? 
Pusto i glucho. Pytam obsluge o Carol- Patricii Highsmith. Pani sie mnie pyta czy to polska literatura?/??
Nie, odpowiadam. no jest 1 pozycja na cale miasto (Edi ma chyba ok 900 tysiecy mieszkancow) ale pani, dodala zaraz, ze na zamowienie czeka sie 24 tygodnie.
To odmowilam. Popatrzylam na ten hulajacy wiatr i smutno sie jakos zrobilo. Kiedys publiczne biblioteki pelne byly bezdomnych, dzieci, imigranci, ktorzy grzebali cos w necie i ludzie czekali na wolne stoliki. Taki obraz byl jakies 5 lat temu. Zastraszajace, ze wszystko upada. Wszystko jest w sieci. 
To ja mam patent by biblioteki zrobic wirtualne. Cos jakies book and coffie. Subskrybcja na kawe i ksiazke. Istnieje cos takiego ale to elitarne i niestety trzeba miec i kaze i wynajac biblioteke. Ale pomysl jest!

z kulturka, sluchowiska


Kika fajnych---eeee tragikomicznych rzeczy mam i polecam.


Wojciec Fulek ma dzis u mnie powodzenie. Uroboros to nastepne sluchowisko w Trojce. Uroboros to staroegipski i gracki symbol nieskonczonosci, obiegu czasu, odnawiania sie swiata i swiatow Wiecznosci po prostu. Pewien zegra wyznacza czas mieszkancom pewnego miasta. pewnego domu. Cas zawodzenia, smierci, wesela.



Szukam pracy, Dany Lukasinskiej.  Kazdy tak ma. Kazdy to zna. Agata tez. Komedia. Dramat. Zlo konieczne jakim jest PUP. Ona Agata ma matke. Matka zawodzi. jest i kosciol. jest i praca. Posluchajcie jaka?
Agata szuka pracy.



Noc, Andrzeja Stasiuka. Serce polskiego zlodzieja samochodow, wszczepiono Niemcowi. Co z tego wynika. Ano komedia, tragifarsa medyczna. Stasiuk kpi z lekarzy, z narodowych stereotypow i nas samych.


Baba - Dziwo. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska. Sztuka wystawiona  w 1938 roku. W zalozeniu autorki byla cieta satyra na faszyzm i styl rzadzenia z niego wynikajacy. Po premierze utworu protesty skladaja ambasada III Rzeszy, dopatrujac sie w utworze, oczywistych zreszta, nawiazan do hitleryzmu. Absurd, dyktatura to nie jest 2016 rok, marzec i Polska. A moze jednak???
Nawigacja Noca wg Zyty Rudzkiej. mloda i Stara. Dwie kobiety. jedna wspomina woje i jest okaleczona. Mloda okaleczonego ma meza. Kombatanta. Stara sprzedaje mieszkanie. Mloda je kupuje. Czysty przypadek. Ale jaki z tego moral. Na dodatek Danuta Szaflarska. Cos jeszcze?

Dorota Maslowska- Miedzy nami dobrze jest. Czy ja mam Wam pisac. Kto to Maslowska i kto to Babka. Znaczy sie w roli babki- ponownie Danuta Szaflarska.  Babka nie je obiadu. Mloda jest metalowa. Stara wspomina woje i rower. Mloda by na nim pojezdzila.

Tuesday 22 March 2016

zaraza smocza


Tak opowiadaja to swietna akcja policji i sluzb. W srodku miast ataki terrorystyczne. Wybuchaja bomby. Terrorysci niby oslabieni po stracie lidera. To ja sie pytam ile liderow jeszcze jest a moze oni odradzaja sie jak glowy smokow. Tu utniesz a zaraz nastepna sie pojawia!


Nie bądź mi wrogiem i 
Chwyć mocno mnie za kark
W tę zimną, nocną porę

I jeśli czujesz się 
Zmęczona tak, jak ja
A sny masz złe i chore

To czas odwrócić się
Uciekać hen przez śnieg
Od tych, co tęsknią do wojen

Jeśli serce masz
To nie bój się
Jeśli serce masz
To nie bój się

W ramiona wtulę się
To nie pozwoli mi
Bać się z oddali głosów

I jeśli czujesz się 
Zmęczony tak jak ja
Nie sypiasz dobrze nocą

Nie bądź mi wrogiem 
I zapomnij o tych co
O tych, co tęsknią do wojen

Jeśli serce masz
To nie bój się
Jeśli serce masz
To nie bój się

Ojciec nie tulił ich
Więc trzeba śpiewać im
Tym, co tęsknią do wojen

To podli ludzie, co
Zastraszyć tylko chcą
Pod stos podłożyć ogień

Jeśli serce masz
To nie bój się
Jeśli serce masz
To nie bój się

Nie bądź mi wrogiem i 
Chwyć mocno mnie za kark
W tę zimną, nocną porę

I jeśli czujesz się 
Zmęczona tak jak ja
A sny masz złe i chore

To czas odwrócić się
Uciekać hen przez śnieg
Od tych, co tęsknią do wojen


miec zabki w lazience

Zdjęcia szczęśliwych ludzi, którzy robią to, co sprawia im radość

marzec 21, 2016http://www.vice.com/pl/read/zdjecia-szczesliwych-ludzi-ktorzy-robia-to-co-sprawia-im-radosc


W powszechnej opinii Węgry wciąż uchodzą za ponure miejsce. Do niedawna Węgrzy mogli się poszczycić mianem narodu o najwyższym wskaźniku depresji i samobójstw, i to przez sześć lat z rzędu; do nadszarpniętej reputacji na pewno przyczyniła się ich burzliwa, nieraz tragiczna historia.
Fotografka Eva Szombat uważa to za marudne ględzenie. W swoich pracach nie pokazuje narodowej tendencji do szukania dziury w całym, ale skupia się na poszukiwaniu szczęścia w każdej postaci. W 2013 roku wydała Happiness Book (Księgę szczęścia), obrazkowy poradnik jak być szczęśliwym, utrzymany w tonie pogodnego kiczu. Obecnie pracuje nad jej kontynuacją pod tytułem Practitioners(Praktykujący), w której ukazuje ludzi wprowadzających szczęście w życie, robiących najdziwniejsze rzeczy: od skręcania balonów do kolekcjonowania żabek.
Spotkałam się z Evą, żeby porozmawiać o poszukiwaniu szczęścia, o miłości, i o tym, że idealne życie wbrew pozorom może uczynić cię nieszczęśliwym.
VICE: Skąd u ciebie taka obsesja na punkcie fotografowania szczęścia?
Eva Szombat: Węgrzy uwielbiają narzekać bez powodu. Nie wiem dlaczego, ale dla nas to taki rodzaj tradycji – może narzekanie mamy w genach? Osobiście uważam, że wcale nie jest tak źle, wiesz? Jeden z moich przyjaciół kiedyś powiedział: „Ze szczęściem jak z matmą, trzeba się go nauczyć", a ja pomyślałam, że trafił w sedno. No i stąd to się wszystko wzięło. Tytuł Księga szczęścia jest ironiczny; podpowiada sposoby na naukę i praktykowanie szczęścia.
Praktykujących, twoim najnowszym projekcie, widać dużo bardziej dokumentalistyczne podejście niż w twoich poprzednich pracach. Dlaczego zdecydowałaś się na taką zmianę?Chciałam, by Praktykujący opowiadali o prawdziwych ludziach. Dzięki nim zdałam sobie sprawę, że najważniejsze do szczęścia są związki z innymi. Miłość, bliscy, dbanie o związki – to się naprawdę liczy.
Czy znasz ludzi, których fotografujesz?Niektórych tak, np. facet z dmuchanym krokodylem to mój chłopak. Byliśmy na wakacjach z przyjaciółmi, a on wskoczył do jeziora pełnego lilii wodnych. Na innym zdjęciu pojawia się Zoli, mój przyjaciel, który pracuje w hotelu i mieszka w skromnej kawalerce na przedmieściach. Jest też DJ-em, występuje pod pseudonimem „Galactic Jackson" i zbiera rzadkie winyle i syntezatory. Ma zresztą jedną z największych kolekcji syntezatorów na całych Węgrzech. W ramach hobby przerabia okładki płyt, używając swoich własnych zdjęć. Raz na przykład podmienił twarz Freddiego Mercury'ego na własną. Świetny gość i taki szczęśliwy. Myślę, że ma wspaniałe życie, serio.

Jak znalazłaś resztę swoich modeli?Przeważnie dzięki poczcie pantoflowej. Jeden znajomy opowiedział mi o pewnej starszej pani imieniem Maria, która kolekcjonuje zabawkowe żaby, więc zadzwoniłam do niej z pytaniem, czy mogłabym ją sfotografować. Później dowiedziałam się, że zaczęła je zbierać, gdy wykryto u niej raka. Jej przyjaciele i bliscy kupowali jej różne żabki w prezencie, bo wiedzieli, że bardzo je lubi. W końcu dostała ich tyle, że postanowiła stworzyć kolekcję. Sprawia jej to tyle radości. Jest przekonana, że hobby pomogło jej wygrać z rakiem.
Erikę poznałam na imprezie, na której pracowała przy skręcaniu zwierzątek z balonów. Wyglądała na tak szczęśliwą, że nie mogłam jej nie poprosić, by wzięła udział w moim projekcie. Zgodziła się, choć była wstrząśnięta tym, że wzięłam ją za szczęśliwą osobę. Dwa lata wcześniej jej syn zmarł na raka. Niewiele brakowało, żeby kompletnie się załamała. Miała jednak męża i córeczkę, o których musiała się troszczyć. Jej córka lubiła balony, więc Erika kupiła niewielki zestaw do skręcania balonów, żeby ją rozweselić. I okazało się, że pierwszy raz od śmierci syna coś wciągnęło ją tak mocno, że zapomniała o całym świecie, także o swoim nieszczęściu. Sprawiało jej to naprawdę mnóstwo przyjemności, więc zaczęła się tym zajmować zawodowo. Zrobiłam zdjęcie wypełnionego helem aniołka, którego wykonała dla swojego zmarłego synka.
Czy smutne historie z życia twoich modeli stanowią nieodłączną część projektu?Myślę, że ci, którym nigdy niczego nie brakowało, nie są tak naprawdę szczęśliwi. Zawsze chcą więcej. Podczas pracy nad tym projektem uświadomiłam sobie, że ludzie doświadczeni przez życie zazwyczaj dużo bardziej doceniają to, co im przynosi los. Chciałam pokazać, że nie musisz myśleć: „Co jeszcze powinienem mieć?" albo „Chciałbym więcej". Bohaterów Praktykujących łączy to, że inaczej podchodzą do szczęścia. Rozumieją, że chodzi o to, by doceniać małe rzeczy. Bardzo cieszę się, że ich poznałam. Są dla mnie wspaniałym źródłem inspiracji i chciałabym, by teraz zainspirowali też innych.
Więcej prac Evy znajdziesz na evaszombat.com. Poniżej kilka fotografii z jej najnowszego projektu.