Sunday, 30 August 2015

Wniosek jeden / naprawde lepiej

http://www.polityka.pl/jamyoni/1548685,1,pytania-o-homozwiazki.read

Pytania o homozwiązki
O związkach gejów i lesbijek krąży sporo obiegowych uogólnień – które z nich są prawdziwe.
3 artykuł z 10 dostępnych
W związkach kobiet homoseksualnych obserwuje się niższy poziom agresji niż w związkach hetero, mniej jest przemocy, wzajemnego wykorzystywania się, kobiety idą częściej na pewnego rodzaju kompromis.
www.bridgemanart.com
1. Czy to prawda, że pary homoseksualne lepiej się dogadują niż heteroseksualne?
Związki homoseksualne mają problemy podobne do związków hetero, polegające głównie na kłopotach z komunikacją. I nie do końca prawdziwy jest stereotyp, że kobiecie z kobietą, a facetowi z facetem łatwiej się dogadać. Mężczyźni mówią mniej, ale, co potwierdzają badania, bardziej wprost. Kobiety mówią więcej, ale liczą na to, że druga osoba zgadnie, do czego zmierzają i co chcą wyrazić. W relacjach heteroseksualnych to bywa przeszkodą. Natomiast komunikowanie się dwóch mężczyzn, którzy są wyjątkowo mało dyplomatyczni, albo dwóch kobiet, które mówią bardzo naokoło, może być nie lada wyzwaniem.
W związkach kobiet homoseksualnych obserwuje się niższy poziom agresji niż w związkach hetero, mniej jest przemocy, wzajemnego wykorzystywania się, kobiety idą częściej na pewnego rodzaju kompromis. Ale za to dużo spraw jest przemilczanych. – Specyficznym problemem związków lesbijskich jest zjawisko fuzji – mówi dr Alicja Długołęcka, zajmująca się edukacją psychoseksualną i seksualnością. – Bywa, że homoseksualne kobiety, częściej niż te w związkach z mężczyznami, zatracają się w bliskości, gubiąc w końcu poczucie własnej tożsamości. To jest jakby stopienie się dwóch osób w jedną, tak bardzo, że nie potrafi się już żyć bez tej drugiej osoby, nie można sobie tego nawet wyobrazić, ale z drugiej strony ma się uczucie zamknięcia w klatce, poczucie braku własnej przestrzeni. Fuzja zabija seksualność w związku.
Fuzja zdarza się również w związkach hetero czy gejowskich, ale nieporównanie rzadziej.
Związki męskie natomiast w większym stopniu niż heteroseksualne są pozbawione oparcia społecznego, rodzinnego i koleżeńskiego, więc trudniej im jest przetrwać kryzysy, które zdarzają się we wszystkich typach trwałych relacji niezależnie od orientacji.
2. Czy to prawda, że związki homoseksualne są mniej trwałe niż związki osób hetero?
– Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by porównać osoby homoseksualne z grupą osób heteroseksualnych, które mają podobny status, obracają się w podobnych środowiskach, mają podobny styl życia – mówi dr Alicja Długołęcka. Albowiem osoby żyjące w związkach homoseksualnych to raczej ludzie wykształceni, zamożni, z dobrą pracą w dużych miastach.
Na przekór stereotypowemu wizerunkowi geja, szukającego tylko przygód erotycznych, mężczyźni dziś dość powszechnie wchodzą w stałe związki, choć zazwyczaj dojrzewają do tego trochę później niż kobiety lesbijki. Jak twierdzi dr Długołęcka, nie ma w tym nic dziwnego – heteroseksualni mężczyźni także później się żenią, co jest uwarunkowane biologicznie i kulturowo.
3. Czy to prawda, że lesbijki są bardziej akceptowane społecznie niż geje?
Lesbijki są bardziej akceptowane, chociażby przez inne kobiety. Miłość lesbijska nie jest zohydzona tak wieloma społecznymi stereotypami jak gejowska; czasem nawet jest postrzegana jako romantyczna. Małe dziewczynki trzymające się za rączkę czy całujące się raczej nie oburzają. Chłopców od takich zachowań się odstręcza. Wiele związków lesbijskich funkcjonuje jako para przyjaciółek, samotnych kobiet, które mieszkają razem z powodów ekonomicznych czy emocjonalnych; uchodzą czasem za osoby sfrustrowane samotnością, które po prostu nie chcą być same. Nie zawsze lesbijki ukrywają swój związek celowo. Zdarza się, że otoczenie nie traktuje ich poważnie, nie dowierza, że to partnerska, również erotyczna relacja. – Nietolerancja wobec lesbijek częściej jest wyrażana poprzez lekceważenie, a nie jawną agresję, co nie oznacza, że nie jest bolesna – mówi dr Długołęcka.
Lesbijki budzą raczej zaciekawienie, gejów w naszej kulturze nie uważa się za mężczyzn. Najgorsza jest sytuacja młodych gejów (a mężczyźni zazwyczaj wcześniej niż kobiety uświadamiają sobie swoją homoseksualność; najczęściej w wieku dojrzewania). Są totalnie napiętnowani w grupie rówieśniczej. Nie mają żadnego oparcia. Bardzo trudno jest im zatem uformować pozytywną tożsamość męską, bo dla grupy rówieśniczej ich odmienna seksualność tę męskość wyklucza. Nie mieści się w modelu bycia facetem. Do tego młody gej najczęściej nie ma żadnych pozytywnych wzorców osobowych w najbliższym otoczeniu – ludzi o orientacji homoseksualnej, żyjących w stałych związkach.
4. Czy to prawda, że lesbijki są wierniejsze i ich związki trwalsze niż związki gejów?
Pewnie tak, skoro w środowisku od dawna znany jest żart: Co robią lesbijki po pierwszej randce? Przeprowadzają się do siebie.
– Na pewno kobiety myśląc o seksie, częściej myślą o związku – mówi dr Długołęcka. – Zainteresowanie seksualne szybciej niż u mężczyzn przeradza się w poczucie więzi, chęć bycia razem, mieszkania, tworzenia pary. To jest pewna tendencja, w której nie ma większego znaczenia, czy tą osobą do wspólnego życia jest mężczyzna, czy kobieta. Ważny jest styl budowania trwałej relacji.
Poza tym to kobiety mają dzieci. Szybciej niż mężczyźni myślą o zakładaniu rodziny, poganiane trochę przez biologiczny zegar. A potem muszą zachowywać się bardziej odpowiedzialnie. Odpowiedzialność za dzieci stała się uwarunkowaniem biologicznym kobiet i nawet te bezdzietne są bardziej zainteresowane stałymi układami niż przelotnymi znajomościami.
5. Czy to prawda, że seks lesbijek jest bardziej udany niż kobiet heteroseksualnych?
– Myślę, że statystycznie to może być prawda – mówi dr Długołęcka. – I nie wynika to z faktu, że lesbijki z zasady są dobrymi kochankami, ale z faktu, że kobiety w związkach z mężczyznami bardziej się poświęcają i rzadziej w otwarty sposób wyrażają swoje potrzeby seksualne. A mężczyźni nie zawsze chcą i potrafią za tymi potrzebami podążyć. Trudno ich nawet za to winić, tak są cały czas wychowywani. Żyjemy w kulturze zdominowanej przez dwie figury kobiecości: madonny i ladacznicy. Od stałej partnerki przeciętny mężczyzna nie oczekuje, żeby była rozbudzona seksualnie i otwarta, bo to trochę nie pasuje do roli żony i matki dzieciom. – Pracując z młodymi ludźmi, widzę, że to wciąż, niestety, powszechna postawa – mówi Alicja Długołęcka. – Młodzi mężczyźni mają co prawda świadomość, że kobieta seksualną istotą jest, ale gdy myślą o żonach i matkach, to już ta kobieca seksualność staje się kwestią problematyczną. I same matki, kobiety ze średniego pokolenia, też prezentują taką postawę.
A zatem nie tyle seks lesbijek jest wyjątkowy, ile seks kobiet heteroseksualnych pozostawia sporo do życzenia. Na pewno inne będzie życie seksualne młodych lesbijek, tych, które są świadome swojej homoseksualności od wieku dojrzewania, inny zaś kobiet, które swoją homoseksualność odkrywają w wieku średnim. Dojrzałej kobiecie – jeżeli jest zaangażowana emocjonalnie – łatwiej się otworzyć seksualnie na inną kobietę niż na nowego mężczyznę.
6. Czy to prawda, że w związku homoseksualnym jedno przybiera rolę męską, drugie – bardziej żeńską?
Nie do końca znajduje to odzwierciedlenie w rzeczywistości. Najczęściej te role są płynne, partnerzy przechodzą od jednej do drugiej. Ten, kto więcej zajmuje się domem, nie musi być stroną bierną w seksie. W związkach hetero przecież także, choć w nieco mniejszym stopniu, partnerzy zmieniają role, dzielą się nimi, przechodzą od jednej do drugiej albo całkowicie się zamieniają. Wtedy mamy parę, o której znajomi mówią, że to ona nosi spodnie w tym związku.
7. Czy to prawda, że homoseksualistom bardziej dziś zależy na formalizowaniu swoich związków niż osobom heteroseksualnym?
– Zwykle związki homoseksualne w Polsce funkcjonują dziś podobnie do bezdzietnej pary heteroseksualnej lub do rodziny zrekonstruowanej, ponieważ wiele kobiet homoseksualnych ma dzieci z poprzednich związków – mówi dr Długołęcka. – I płeć partnera czy partnerki w tej kolejnej rodzinie jest dla niej w sensie psychologicznym kwestią drugorzędną. Natomiast w sensie społecznym ma duże znaczenie.
Wobec braku ustawy o związkach partnerskich pary homoseksualne żyją zawieszone w próżni. Nie są usankcjonowane prawnie, formalnie nie mają wspólnego majątku czy prawa do dziedziczenia. O to m.in. walczą środowiska homoseksualne.
Gdy więc w świecie hetero rośnie grupa młodych ludzi, którzy nie chcą formalizować swoich związków, w środowisku homoseksualnym – przeciwnie – narasta potrzeba posiadania „papierów”. Po to, żeby powiedzieć wszem i wobec, że się podjęło ważną decyzję. Żeby świat ich wreszcie poważnie potraktował. – Przekornie powiem, że to zjawisko przejściowe – komentuje dr Długołęcka.
– Gdyby geje i lesbijki mieli pełne prawa, to prawdopodobnie proporcje tych, którzy chcieliby zawierać związek małżeński w majestacie prawa, i tych żyjących w konkubinacie byłyby podobne jak u osób heteroseksualnych.
8. Czy to prawda, że niechęć najbliższych i środowiska to najpoważniejszy problem homoseksualnych par?
To jeden z głównych problemów, z jakim zgłaszają się na terapię indywidualną osoby homoseksualne w wieku średnim.
Dla młodych ludzi opinia rodziców ma mniejsze znaczenie. Odcinają się od nich, podobnie jak młode pary hetero, i żyją własnym życiem. Czasem ukrywają nawet przez wiele lat swoją orientację. Uciekają od problemu. Podobnie postępują ich rodzice. Nie chcą widzieć, udają, że wierzą w to, iż syn mieszka z kolegą, córka z przyjaciółką, bo tak jest taniej, wygodniej. Ale wraz z upływającym czasem, gdy rodzice się starzeją, a homoseksualny syn czy córka osiągają wiek średni i jest oczywiste, że ślubu nie będzie i nie będą mieli dzieci albo dzieci mają, ale w jakiejś innej konfiguracji, zaczynają się problemy. – Punktem zwrotnym jest moment, w którym homoseksualny syn czy córka uświadamia sobie, że rodzice starzeją się i mogą umrzeć – mówi dr Długołęcka. – A każdemu jest potrzebna akceptacja rodziców. Chcą zatem sprawę z rodzicami zamknąć w sposób pozytywny, nie dopuścić do tego, żeby rodzice odeszli w kłamstwie i nie znali prawdy.
Wszystkim związkom homoseksualnym najczęściej brakuje tego społecznego wsparcia, jakie dają przyjaciele, bliżsi i dalsi znajomi, koledzy z pracy.
– W początkowej fazie zakochania, fascynacji drugą osobą można żyć w izolacji i to może nawet bardziej cementować związek na zasadzie my kontra świat – mówi dr Długołęcka. – Skłaniać, żeby pewne decyzje podejmować szybciej, trochę na przekór innym. Ale później takie życie poza społeczeństwem sprawia, że człowiek się dusi i albo jest uzależniony od tej drugiej osoby, albo żyje w getcie, w obrębie jakiejś mniejszości. Będąc w związku, nie chcemy żyć w próżni, a trochę tak to jest ze związkami nieakceptowanymi przez środowisko. Gdy człowiek się zakochuje, chce się tym dzielić z całym światem. Pochwalić się. Chce, żeby partner poznał przyjaciół, rodzinę. Żeby mógł przyjechać po niego do pracy. Chce funkcjonować z partnerem w środowiskach, gdzie czuje się dobrze, szczęśliwy i akceptowany. To wszystko są elementy bardzo scalające i wzmacniające każdy związek.
Jeszcze gorzej mają te osoby homoseksualne, które muszą ukrywać swoją orientację. Ciągle pilnować się, wychodząc do życia społecznego, cały czas myśleć o tym, co się komu mówi, segregować informacje. Jedynym obszarem, gdzie taka osoba może być naprawdę sobą, jest ukrywany przed światem związek. – To bardzo niedobra sytuacja, ograniczająca i niesprzyjająca tej relacji – mówi Alicja Długołęcka. – Bo chodzi też o to, żeby orientacja seksualna nie była centralną kwestią życia, czymś, co geja czy lesbijkę określa jako człowieka, o czym ciągle musi myśleć. Wyautowane osoby homoseksualne o swoich związkach mówią: żyjemy normalnie, mamy różne stresy w pracy, problemy finansowe, czasem się kłócimy, czasem uzgadniamy, raz nam pożądanie spada, raz przypływa, robimy plany na wakacje, mamy identyczne problemy i radości jak ludzie heteroseksualni. Ale żeby w ten sposób myśleć, trzeba mieć jednak trochę świętego spokoju od tematu, że jest się osobą homoseksualną.

Friday, 28 August 2015

rozowa latrynka zaprasza

Jesli weekend i jesli to wolne to moze zostac w lozku?
Jesli choroba nie pokona lub kac lub niechec do zycia ogolnie a ma sie chce na inne rzeczy ktore sa niezbedne do czystego umyslu i strawy duchowej polecam kilka filmow i obrazkow fajnych.
Chyba, ze lubicie w lozku ogladac albo jesc a te sprawy zostawiacie po zmroku?

23:12



































































Wczoraj zasadzilam Wam kilka grafik z poczatku wieku z sesja z lesbijskim BDSM. Dzis premiera nowego filmu Gaspara Noe -  Love. 
Klip sam Wam nic nie powie. Za to widoki swietne (chodzi mi o ustawienie kamery). Sam plakat tez zachecajacy jest.


Meryl Streep w Sufrazystkach. Moze to nie do konca podniecajacy widok i historie wesole ale ale polecam. Wyjatkowo dobrana historia kobiet walczacych o swoje prawa.


Julianne Moore i Elane Page- wspanialy duet i swietna historia, ktora wydarzyla sie naprawde. Muzyka juz jest podniecajaca sama w sobie. Historia bardzo tragiczna ale za muzyke daje sie pokroic.


Carol z Cate Blanchett i Rooney Mara. Na Carol to juz ciocia sama nie wie, czy czeka na Blanchet czy na sam romans.


Sense 8 polecam rodzenstwa Wachowskich za genialna platanine watkow i zdarzen. Do tego cholernie podniecajacy sex grupowy. Wiem, wiem swinstwo, fuj, ohyda ale za to w jakim wykonaniu)))


i na koniec bardzo ladny fuj plakat

                           

no to mua- tu szczerrze zeby i mua posylam! Wasz trener osobisty!
1935 83f2 500

dismaland- park konsternacji, park rodzinny nieodpowiedni dla dzieci.


Ochroniarze sa znudzeni brytyjska pogoda. 
Dismaland to park konsternacji Besmusement Park ang- konsternacja, zaklopotanie gra z amusement park czyli parkiem rozrywki. Disney tez nie pasuje do tej nazwy- dismal to ponury, posepny. Park zostal otwarty 21 sierpnia niedaleko Bristolu i bedzie otwarty do 27 wrzesnia. 
Miejsce to dawny park rozrywki Tropikana z otwartym basenem, gdzie jak wspomina domniemany Banksy spedzal czas w dziecinstwie. 
Metna woda i zimne frytki, straszne zdjecia, smierc na autkach, woz bojowy do tlumienia zamieszek w Irlandii Polnocnej, rzezby z rur i ciezarowek do tego stanowiska snajperskie, wyrzutniki granatow. Zamczysko przypominajace thriller. Motorowki z uchodzcami, ktore wyciagamy jak kaczuszki to wszystko czeka na zwiedzajacych. 
Wsrod dziel zobaczymy Damiena Hirsta, Jenny Holzer i Ronita Barange.
Sama nazwe zaczeto kojarzyc z Dismaland. Slynnego grafitti Banks`ego, przedstawiajaca Myszke Mickey zz podpisem Zycie nie zawsze jest bajka.





http://time.com/4012897/dismaland-palestinian-artist/ czyli taka polska obsluga



Thursday, 27 August 2015

oby nie slomiany zapal

Nie potrafi ciocia ukryc oburzenia na idiotow z IS za zburzenie swiatyni w Palmyrach. To, co przetrwalo dwa tysiaclecia zostalo zburzone w piec miesiecy. Najpierw stopniowo zas w niedziele wysadzono prawie zupelnie.  Potem juz ani UNESCO nie przerwalo procederu ani swiat jakos ma inne zadania? 
Swiat jakby oburzyl sie na zabicie 25 syryjskich zolnierzy, rozstrzeliwanych w czesciach palacu. Nic swiat nie zrobil za egzekucje syryjskiego archeologa Chaleda al-Asaada, jednego z najbardziej zasluzonych dla tejze nauki i dziedzictwa kulturowego.
Kompleks 50 ha miasta Plamyry zostalo zmiecione z kuli ziemskiej. Terrorysci z IS pokonali Dioklecjana, Hanibala, bosze juz nie wiem kogo swoim niecnym celem.
Ciocia zyje opowiesciami prof. Kazimierza Michalkowskiego, kierownika polskiej misji archeologicznej. Ciocia zyje Jozefem Flawiuszem. Ciocia zyje nadzieja, ze wreszcie swiat zrobi cos z idiotami niweczacymi dziedzidztwo swiatowej kultury.
Drodzy debile nie zastraszycie mnie. Wiem swoje to czego nie sprzedaliscie to zburzycie ale ludze sie, ze i was dosiegnie sprawiedliwosc.
Imbecyle mozecie sobie wetknac wiechce w dupe i sie podpalic! Jesli zas nie starczy terrorystom juz pomyslow i skoncza sie zabytki do wyburzania to moze przykladem pana Mariana Kapusty zbudujecie sobie piramidy ze slomy. 
Zalu na strate takiego zabytku mam niepowetowana zas pana Mariana cenie za pomyslowosc i wielki nos do zaciekawienia regionem. Jest Jezus w Swiebodzinie. Jest szkola ojca Rydzyka w Toruniu to dlaczego nie moze byc piramida w Sedziszewie Malopolskim?
Dlatego tez namawiam na wakacje w Malopolsce niz w Hurghadzie. Taniej, blizej i bezpieczniej.

Spichlerz prawdy, wielkich myśli
i ciężkiej pracy

http://www.piramidacheopsa.com/piramida/

Przy obwodnicy Sędziszowa Małopolskiego, na międzynarodowej drodze E-4 samochody jakby dziwnie zwalniają, a kierowcy przecierają oczy ze zdumienia. Podczas ostatnich dni ze wszystkich stron ciągną tłumy ludzi. 

Traktuję tą budowlę jako symbol, drogowskaz, coś co zwraca uwagę - tak o swojej budowli mówi Pan Marian Kapusta - pomysłodawca, projektant i wykonawca prawdziwej piramidy. 

55.9 kb - aby zapisać kliknij prawym klawiszem i wybierz Zapisz jako

O Piramidzie Cheopsa
Chyba nie ma osoby na świecie, która nie słyszała o piramidzie Cheopsa. Ten obiekt uznany za jeden z siedmiu cudów świata możemy zaliczyć do najbardziej tajemniczych budowli na ziemi. Znajduje się niedaleko od dzisiejszego miasta Kair. Żaden budynek na świecie co do wielkości, nie może się równać z tą piramidą. 

Pan Marian Kapusta o swojej budowli
"Piramida jest ustawiona dokładnie według osi północ- południe. Prace przy tej budowie trwały przez jeden cały tydzień egipski. Zbudowana jest ze słomy, drewna i sznura. Podstawa wynosi 62 łokcie piramidalne, a wysokość 41 i dwie dłonie, zaś kąt nachylenia ścian 51°51'. Jest tylko 11 razy mniejsza od Wielkiej Piramidy. 

W egipskich piramidach wolne przestrzenie zajmują jedynie parę procent, ja podszedłem do tej budowli bardziej praktycznie, wnętrze jest znacznie bardziej obszerne. Wejście do piramidy usytuowane jest po północnej stronie budowli. Do wnętrza piramidy prowadzi korytarz, który ma 2 odnogi, prawą i lewą. Obie prowadzą do dużej komnaty. Zbudowałem również małą komnatę dla Królowej oraz dla siebie J 

29.3 kb - aby zapisać kliknij prawym klawiszem i wybierz Zapisz jako

Z głównej komory (sali) poprzez prawdziwy labirynt oraz małą galerię możemy dotrzeć na drugi poziom znajdujący się na 2/3 wysokości do prawdziwej wewnętrznej piramidy, która idealnie zachowuje proporcje trójkąta pitagorejskiego 3 do 4 i do 5. 

Mity a rzeczywistość 
Wokół mojej piramidy krąży już wiele plotek. Nie jest prawdą stwierdzenie, że kąty piramidy dzielą nasz rejon na Ropczyce i Sędziszów. Mieszkam w Ropczycach, ale Sędziszów Młp. jest mi bardzo bliski- tam kiedyś pracowałem, grałem, spędzałem dużo czasu w młodości. Obecnie nabyłem tam znaczne tereny, co przyczyniło się do tego, że właśnie tam wybudowałem "Moją, Wielką-Małą Piramidę Cheopsa". 

Traktuję ją jako symbol. 
Symbole takie jak krzyż, piramida, były i są wykładnikiem życia i śmierci, wyznaczają nam drogę doczesnego i wiecznego żywota. 

"Moja Wielka-Mała Piramida" jest tylko naśladownictwem i pod każdym względem daleko Jej do pierwowzoru, któremu nie może dorównać wielkością, akuratnością, ani wewnętrznym urządzeniem. 

Chcę, żeby Moja Wielka-Mała Piramida była spichlerzem prawdy, myślenia i pracy, tak ważnych przymiotów w naszym obecnym słomianym okresie czasu. 

Moja głowa jest pełna wizji i planów. Jak na razie jestem zafascynowany piramidami, wierzę w ich nadzwyczajną moc. Myślę, że jeszcze stworzę tu coś. Być może będą to kamienne sfinksy, dzikie konie, dinozaury, a może po prostu egipskie wielbłądy. 

Ważne, by w takich miejscach nie brakowało terenów przemysłowych, rekreacyjnych czy budowlanych. Tym można ściągnąć inwestorów, uzdrowić gospodarczo region. Każda inwestycja, nawet taka (ze sprasowanych bali słomy) bardzo nakręca koniunkturę na rynku lokalnym, daje dużo pracy i co najważniejsze zadowolenia. 

20.8 kb - aby zapisać kliknij prawym klawiszem i wybierz Zapisz jako

Mieczyslaw Grzegorz *Gregory* Bekker i jego pojazd ksiezycowy LVR

W Zbiersku postawiono pomnik. Nie byle to jaka postac bo upamietniajacy wybitnego czlowieka profesora Mieczyslawa Grzegorza Bekkera.
Postac wielkiego Polaka, ktory z malego pipidowka siegnal Ksiezyca!
Czego to sie czlowiek nie dowiaduje! Ciocia w silnym wstrzasie pozostaje nadal. Program Apollo wspoltworzyli tylko nieliczni. Najtezsze glowy fizyki, astronautyki, robotyki. Wizjonerzy i zapalency. Geniusze i ci, ktorzy chcieli przechytrzyc Sowietow.
Prosze panstwa chyle glowe przed takimi osobistosciami.

W dniach 24 – 26 lipca Burmistrz Stawiszyna Justyna Urbaniak gościła rodzinę Profesora Bekkera. Do Polski przyjechała córka Profesora wraz ze swoimi dziećmi i  ich rodzinami, by uczcić 110 rocznicę urodzin Profesora, a także by odebrać z rąk dr Andrzeja Wawryniuka  - pracownika naukowego Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie monografię o Profesorze.
Wizyta rodziny Profesora Bekkera w Gminie Stawiszyn była poprzedzona wizytą Burmistrza Stawiszyna Justyny Urbaniak na Międzynarodowej Konferencji Naukowej zorganizowanej we współpracy PWSZ w Chełmie, Dyrekcję Cukrowni Strzyżów oraz Wójta Gminy Horodło. W Strzyżowie, miejscu urodzenia Profesora, został uroczyście odsłonięty obelisk upamiętniający wielkiego uczonego – jako dar społeczeństwa Strzyżowa.
Podczas pobytu w Gminie Stawiszyn rodzina Profesora, która mieszka na stałe w Kalifornii, odwiedziła budynki dawnej cukrowni Zbiersk, zobaczyła dom w którym mieszkał Profesor jako młody chłopak, zwiedziła gminę, a także miała możliwość przejażdżki kolejką wąskotorową na trasie Petryki  - Zbiersk, która w latach prosperity cukrowni była ważnym środkiem transportu. Dzisiaj kolejka wąskotorowa stanowi atrakcje turystyczną gminy. Rodzina profesora zwiedziła kościoły na terenie gminy a także Izbę Pamięci Ochotniczej Straży Pożarnej w Stawiszynie, gdzie córka Profesora dokonała pamiątkowego wpisu.

http://www.stawiszyn.pl/serwis/?dzial=Aktualnosci&id=814

Mieczysław Bekker. Z Konina do NASA.


Prof. inż. Mieczysław Grzegorz Bekker
Wybitny konstruktor mieszkał i uczył się w Koninie. 
12 kwietnia 1961 r. zapisał się jako dzień pierwszego w dziejach lotu człowieka w kosmos. Dokonał tego astronauta radziecki - Jurij Gagarin z ZSRR, a w rocznicę lotu, dzień jego sukcesu stał się Międzynarodowym Dniem Kosmonautyki. Osiem lat później, 20 lipca 1969 pierwszy człowiek postawił swą stopę na Księżycu. Był to Amerykanin Neil Armstrong, który podczas lądowania statku Apollo 11 na Srebrnym Globie wyrzekł słynne słowa: "That's one small step for man; one giant leap for mankind" – „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”).  

Te dwa nazwiska są znane na całym świecie, są swego rodzaju symbolami podboju kosmosu przez ludzkość, natomiast nie zawsze pamiętamy o tym, a nawet zdajemy sobie sprawę z tego, że w badania kosmosu wnieśli wkład także Polacy, jak np. Mieczysław Grzegorz Bekker.
Dzieciństwo i szkoła.
Wywodził się ze Strzyżowa k. Hrubieszowa w Lubelskiem, gdzie 25 maja 1905 roku przyszedł na świat jako syn Mariana Wasyla Bekkera i Albiny Matyldy z domu Bretmajder. Ojciec przyszłego konstruktora pracował w przemyśle cukrowniczym - w cukrowni w Strzyżowie, następnie od 1909 r. w cukrowni w Zbiersku i wreszcie od 1913 r. w podkonińskich Gosławicach (obecnie dzielnica Konina), gdzie pan Bekker  był kierownikiem biura Cukrowni „Gosławice”.
Lata dziecięce i szkolne Mieczysława są związane z Koninem. Dzięki ojcu od najmłodszych miał on bezpośredni kontakt z techniką która zawsze go fascynowała. Wracając z codziennych spacerów w stronę Pątnowa, Mieczysław Bekker - patrzył często na wynurzające się z Jeziora Pątnowskiego odbicie tarczy Księżyca i słuchał opowiadań ojca o księżycowych kraterach, o planetach i gwiazdach. Wspólnie z młodszym o 1,5 roku bratem Władysławem zbudował w ogrodzie obserwatorium astronomiczne. Na parometrowych słupach stanęła platforma z cienkich desek i papierowe tuby „teleskopów”, do których chłopcy wpychali soczewki powykręcane z lornetki teatralnej, przez które niestety nie było widać pierścieni Saturna. Być może taki był początek „księżycowej przygody” prof. Bekkera. Później zbudowali z bratem replikę szybowca Otto Lilienthala o dwupłatowych skrzydłach, pokryty gazetami sklejonymi klejem z mąki. Nie mieli jednak odwagi, by go wypróbować. Do nauki szkolnej Mieczysław za bardzo się nie przykładał, ponieważ sama „wchodziła mu do głowy”, zwłaszcza matematyka. Często dla zabawy rozwiązywał najtrudniejsze zadania, a za tablicę służyła mu drewniana brama na podwórku.
W Koninie rozpoczął naukę w 1917 r. w Szkole Handlowej, przekształconej następnie w 8-klasowe Męskie Gimnazjum Humanistyczne z łaciną, kierowane wówczas przez Bolesława Hulewicza. Niewielu wie, że uczęszczając do gimnazjum mieszkał w wynajętym pokoju domu przy ul. Nowej 9 (dziś Staszica). Gmach gimnazjum mieścił się przy Dużym Rynku (dziś Plac Wolności) w XVI-wiecznym Domu Zemełki. Szkołę tę ukończył w 1924 r. maturą z doskonałymi wynikami. Był 12 uczniem, który ukończył w niej maturę, a pierwszym w porządku alfabetycznym w maturalnym roczniku 1924. Po wojnie M. Bekker odwiedzał dawną szkołę – obecnie Liceum nr 1 im. Tadeusza Kościuszki mieszczące się od 1938 r. w gmachu przy ul. Mickiewicza.
XVI - wieczna Kamienica dr Jana Zemełki przy Placu Wolności w Koninie.
Z treści zawierającego wspomnienia listu, jaki w marcu 1980 r. prof. Mieczysław Bekker przesłał do konińskiego literata Stefana Rusina, wynika, iż Konin i konińskie gimnazjum – stojąca na dobrym poziomie szkoła średnia w przeciętnym na ówczesne czasy mieście powiatowym, wywarły duży wpływ na późniejszego konstruktora. We wspomnieniach potwierdził, że to stąd wyniósł wspaniałe podstawy kultury i wiedzy stanowiące podwalinę jego życiowych sukcesów. Wspomina tajemniczy Słup Koniński z łacińską inskrypcją z 1151 r. stojący przy konińskiej farze, czyli kościele pw. Św. Bartłomieja, swe zainteresowanie architekturą starych kościołów i poszukiwaniem tajnych przejść podziemnych pod miastem, drużynę harcerską, stowarzyszenia naukowo – kulturalne, teatry amatorskie, koncerty i inne imprezy organizowane przez gimnazjum i kluby dyskusyjne, których członkowie mieli zebrania w prywatnych domach, np. w Kamienicy Essowej przy ul. Staszica 4 – w domu zasłużonej konińskiej nauczycielki i działaczki społecznej Stefanii Łucji Esse. Właśnie panią Esse M. Bekker wspominał szczególnie ciepło określając ją jako wspaniałą nauczycielkę i niezwykłą patriotkę, wskazując, iż nauka języków i literatury pod jej kierunkiem dała mu jak się później zorientował wiedzę na poziomie, na jakim zdobywa się wiedzę na amerykańskich uniwersytetach.
Jak wspominał prof. Bekker, jednym z ważniejszych epizodów jego życia w czasach konińskich było przypadkowe odnalezienie przez niego starego księgozbioru z XIX w., który powędrował do zbiorów szkoły. Mieczysław opiekował się jednym z eksponatów – oprawnym w złoconą skórę wydaniem „L’Astronomie populaire” (I wydanie 1880 r.) francuskiego astronoma Camille’a Flammariona (1842 – 1925). Odtąd zawsze interesowała go astronomia, a bogata biblioteka szkolna umożliwiał mu rozwój zainteresowań. Jak wspomina, w V klasie gimnazjum czytał Flammariona w oryginale po francusku. Z gimnazjum wyniósł też świetną znajomość jęz. łacińskiego, którą w 1979 r. zadziwił przewodnika po Katedrze Gnieźnieńskiej. Podkreślił, iż zdobył ją nie w Ameryce, ale w swoim przedwojennym gimnazjum w Koninie.
Co ciekawe, młodszy brat Mieczysława Władysław (1906 – 1938) pasjonujący się biologią również wybrał karier naukowca. Zmarł przedwcześnie 17.08.1938 w wieku 32 lat. Na trzy tygodnie przed śmiercią został profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmował się badaniami nad cytologią roślin odkrywając m.in. istotę powstawania przegrody pierwotnej i metody przywracania jądra w każdym stadium mitozy do stanu spoczynkowego.
Studia i początek kariery naukowej.
Po maturze Mieczysław wyjechał z Konina do Warszawy, gdzie został studentem Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej. Wybrał specjalność samochodową i po tzw. „półdyplomie” jeden ze staży wakacyjnych odbył w fabryce Renault w Billancourt pod Paryżem (armia polska miała na stanie czołgi Renault). Co ciekawe, po pięcioletnich studiach egzamin dyplomowy w 1929 r., zdawał go wraz ze sławnymi później Rogalskim, Wigurą i Drzewieckim konstruktorami samolotów RWD.
W latach 1929–31 wybitnie uzdolniony student odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Saperów w Modlinie, którą ukończył w stopniu podporucznika. Wkrótce podjął pracę w Biurze Badań Technicznych Broni Pancernej Wojskowego Instytutu Badań Inżynierii (WIBI), a po jego reorganizacji - w Dowództwie Wojsk Pancernych. W Wojsku Polskim rozpoczynała się wówczas modernizacja armii, co stworzyło sprzyjające warunki do ujawnienia konstruktorskich zdolności młodego inżyniera. Jako specjalista samochodowy skoncentrował się na przystosowaniu do potrzeb wojska produkowanych w kraju licencyjnych pojazdów włoskiego FIAT-a. Przy jego udziale powstały trzy wersje pojazdów terenowych: Polski Fiat 508 „Łazik”, Polski Fiat 508/518, czyli ciągnik artyleryjski PZInż. 302 i Polski Fiat 518, który powstał w dwóch wersjach: sanitarki i samochodu-radiostacji z napędem na obie osie.
Przy budowie lekkiego czołgu 7-TP, udoskonalonego przez polskich inżynierów w oparciu o angielski czołg Vickers, Bekker zwrócił uwagę na pojazdy terenowe, które przy napędzie na wszystkie koła oraz zastosowaniu szerszych opon, posiadały korzystniejsze parametry eksploatacyjne aniżeli pojazdy gąsienicowe. Wskazywał również na potrzebę opracowania teoretycznych podstaw budowy samochodów terenowych. Równolegle z pracą w latach 1936–39 był wykładowcą w Studium Wojskowym Politechniki Warszawskiej oraz w Szkole Inżynierii Wojskowej w Warszawie, gdzie mógł się poszczycić znaczącym dorobkiem teoretycznym i dydaktycznym. W trakcie pracy przekonał się, nie istnieją żadne teoretyczne założenia, na których winna opierać się konstrukcja pojazdów terenowych. Badania światowe szły dwutorowo: osobno traktowano podwozia kołowe i gąsienicowe. M. Bekker więcej zalet dostrzegał w tym pierwszym rozwiązaniu i podjął prace nad teorią ruchu pojazdów „poza drogą”, która dopiero w trzydzieści lat później miała mu przynieść światowy rozgłos.
Stabilizacja za oceanem.
Wybuch wojny przerwał prace badawcze prowadzone przez Mieczysława Bekkera. We wrześniu 1939 roku walczył na froncie, a następnie wraz z cofającymi
się wojskami przekroczył granicę z Rumunią, gdzie został internowany na pół roku. Stamtąd przedostał się do Francji, gdzie znalazł zatrudnienie jako uznany specjalista w Wydziale Czołgów Ministerstwa Uzbrojenia w Paryżu. Po upadku Francji przebywał przez dwa lata w Marsylii. W 1942 r. przyjął ofertę władz kanadyjskich, które zaoferowały przeniesienie go do Biura Badań Broni Pancernej w Ottawie.
By mieć dostęp do wojskowych laboratoriów w 1943 r. wstąpił do armii kanadyjskiej, gdzie kontynuował prace na teoria pojazdu „poza drogą”. W l. 1950 – 1952 pracował na Politechnice im. Stevensa w Hoobken New Jersey (Nowy Jork). W latach 1952 – 1954 pracował na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Waszyngtonie, a w 1954 r. rozpoczął pracę dla armii amerykańskiej, która trwała do 1960 r. W 1956 roku jako podpułkownik armii kanadyjskiej pożegnał się z mundurem wojskowym i Krajem Klonowego Liścia, przenosząc się do Stanów Zjednoczonych, do wojskowego Laboratorium Lokomocji Lądowej. Był wykładowca na takich uczelniach technicznych jak: Massachusetts Institute of Technology (MIT), Michigan State University, Purdue University, Syracuse University, Renselear Polytechnic Institute, Illinois Institute
of Technology, gdzie prowadził wykłady z mechaniki i lokomocji lądowej.
Jego specjalizacją była teoria współpracy koła lub gąsienicy z grząskim podłożem. Po latach teoria ta stała się fundamentem nowej dziedziny wiedzy – Terramechaniki czyli nauki o układzie pojazd – teren..
Księżycowa przygoda.
W 1961 roku objął stanowisko dyrektora Instytutu Badań koncernu samochodowego General Motors Corporation AC w Santa Barbara, w Kalifornii, gdzie w owym czasie podjęto m.in. badania związane z księżycowym programem Surveyor, a jednemu z zespołów Instytutu, którym kierował prof. Bekker zlecono analizę kompleksu zagadnień dotyczących gruntu księżycowego. To wówczas polski inżynier zaczął rozważać jakim warunkom technicznym powinien odpowiadać pojazd, który miałby poruszać się po księżycowym podłożu.
Pojazd księżycowy LRV z misji Apollo 15, 16,17 konstrukcji prof. inż. Mieczysława Bekkera
W 1961 r. NASA czyli Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej ogłosiła konkurs na pojazd zdolny do poruszania się po księżycu w ramach  Programu Apollo (Apollo Space Program). Do konkursu stanęło 85 firm. Konkurentem Bekkera, który kierował zespołem naukowców opracowujących projekt dla koncernów Boeing i General Motors, był m.in. inny osiadły w Stanach Zjednoczonych inż. Stanisław Rogalski jeden ze współtwórców słynnych samolotów RWD. Zwyciężył zespół kierowany przez Bekkera i to jego projekt skierowany został do realizacji. W efekcie zespół zaprojektował słynny pojazd księżycowy LRV, który został później wykonany przez koncern General Motors w kooperacji z zakładami Boeing. 
Pełna nazwa pojazdu to Lunar Roving Vehicle (LRV) w skrócie Rover (Wędrowiec). Miał 3.25 metrów długości, 1.8 m szerokości. Ważył . 208 kg, mógł zabrać prawie 500 kg ładunku (na Księżycu). Napęd na cztery koła (pomysł M. Bekkera), zasilanie to dwa akumulatory o pojemności (łącznie) 240 Ah. Mógł pokonać dystans nawet 100 km, ale ze względów bezpieczeństwa ograniczono jego przebytą drogę do ok. 50 km. Trzy pojazdy skonstruowane przez zespół Bekkera wylądowały na księżycu - wyposażone w nie były misje Apollo 15, 16 i 17. Łącznie przejechały one na srebrnym globie ponad 200 km bez najmniejszego problemu. Wszystkie użyte na Księżycu pojazdy LRV sprawowały się znakomicie i wszystkie 3 pozostały na Księżycu.
Najwięcej problemów nastręczało skonstruowanie odpowiednich kół, które nie grzęzłyby w księżycowym pyle. Opony pneumatyczne nie wchodziły w rachubę, ponieważ żadna guma nie wytrzymałaby temperatur panujących na powierzchni, Księżyca wahających się od +110 do -80 stopni Celsjusza. Żona Mieczysława Bekkera wspominała, że w tym czasie zaczęły jej z kuchni ginąć sitka różnej gęstości, które jej mąż używa ich do przesiewania piasku. W końcu powstały koła pojazdu LRV wykonane ze splecionych strun fortepianowych, do których przyczepiono tytanowe płytki. Prof. Bekker był autorem całości rozwiązań technicznych, które zapewniały poruszanie się LRV po gruncie księżycowym. Każde koło LRV było napędzane osobnym silnikiem elektrycznym, a zasób energii  w bateriach zapewniał przebieg 92 km.
26 lipca 1971 roku, o godzinie 13:34 czasu warszawskiego, z przylądka Kennedy'ego na Florydzie wystartowała rakieta w kierunku Księżyca, unosząc na pokładzie statek kosmiczny Apollo-15 z pojazdem LRV. Załogę statku stanowili: dowódca David R. Scott, pilot lądownika księżycowego James B. Irvin oraz pilot statku macierzystego Alfred M. Worden. 30 lipca Scott i Irvin wylądowali na Srebrnym Globie. Wkrótce potem pojazd księżycowy począł się automatycznie rozkładać z pozycji transportowej do marszowej. Po raz pierwszy w historii astronautyki ludzie ruszyli po powierzchni Księżyca kołowym pojazdem terenowym. Pierwsza misja w której użyto LRV to Apollo 15, gdzie podczas 3 jazd astronauci przebyli pojazdem 27,9 km ze średnią prędkością 9,2 km/h i maksymalną 14 km. W czasie następnej misji - Apollo 16, pojazd również wykorzystany został trzykrotnie przejeżdżając łącznie 27,1 km w ciągu 3 godzin i 26 minut. Ostatnia wyprawa Apollo 17 z użyciem pojazdu księżycowego przejechała łącznie 36,1 km w czasie 4 godzin i 27 minut oraz osiągając prędkość maksymalną 18 km/h. Rovery znajdujące się na wyposażeniu trzech kolejnych ww. misji księżycowych były identyczne. Astronauci nie mogli się nachwalić ich zalet. W sumie zbudowano 4 pojazdy LRV. 3 pozostały na Księżycu, jeden nie poleciał nigdzie, gdyż program Apollo został wstrzymany. Zbudowano także model statyczny do prób ergonomicznych, model funkcjonalny do badania współdziałania systemów, dwa modele do pracy w 1/6 ciążenia ziemskiego oraz model wzmocniony treningowy do nauki jazdy.
Co do zalet systemu trakcyjnego LRV, opracowanego przez prof. M. Bekkera, używający go astronauci wypowiadali się w samych superlatywach.
Eugene Cernan dowódca misji Apollo 17: "Dzięki LRV możliwa stała się eksploracja całej doliny Taurus-Littrow. Łazik dzielnie wspinał się na stoki, na które nigdy nie bylibyśmy w stanie wejść w naszych skafandrach. Dał nam olbrzymią przewagę w czasie, który mieliśmy do dyspozycji na Księżycu i pozwolił na zebranie próbek z miejsc, do których nigdy nie dotarlibyśmy na nogach. Łazik był tak uniwersalny i dawał nam taką przewagę
w czasie, który mieliśmy do dyspozycji na Księżycu, że bez niego nasza wiedza naukowa i geologiczna byłaby mniejsza o 70%. To było fenomenalne osiągnięcie"
Harrison Schmidt członek misji Apollo 17: "Rover okazał się być niezawodnym, bezpiecznym i uniwersalnym pojazdem - dokładnie takim, jakiego oczekiwaliśmy. Bez niego nasza wiedza o powierzchni Księżyca i jego ewolucji byłaby mniejsza o około 70%."
John Young, dowódca misji Apollo 16: „To, co niepokoiło mnie przy jeździe łazikiem
w kraterze Kartezjusza, było to, że zjedziemy na pola bloków skalnych, które zniszczą nasze zawieszenie. Omijaliśmy je bardzo ostrożnie. Na szczęście, łazik miał sterowanie Ackermana, dzięki czemu mógł skręcić na swojej długości. Był bardzo zwrotny. Robił dokładnie to, co chcieliśmy, jeśli chodzi o dostarczenie nas szybko do miejsc, których nigdy nie osiągnęlibyśmy, idąc”.
Księżycowy rover był ukoronowaniem kariery polskiego uczonego. Inne jego prace wniosły ogromny wkład w projektowanie pojazdów terenowych przede wszystkim dla wojska. Co ciekawe w domu Bekkera w Santa Barbara „od zawsze” wisiała na ścianie reprodukcja z książki Jerzego Żuławskiego „Na srebrnym globie” przedstawiająca wizję pojazdu księżycowego. Po przejściu na emeryturę, Bekker nadal pracował jako konsultant naukowy w Kanadzie, USA i Europie. Pozostawił po sobie bogaty dorobek naukowy, m.in. 14 patentów technicznych. Była autorem tzw. Bevameter’u (Bekker value meter) służącego do określania właściwości gruntu. Prof. inż. Mieczysław Grzegorz Bekker, był doktorem honoris causa Uniwersytetu Technicznego w Monachium Uniwersytetu Carleton w Ottawie oraz Uniwersytetu w Bolonii, członkiem stowarzyszeń zawodowych: SAE, American Association for the Advancement of Science, International Society for Terrain -Vehicle Systems oraz President’s Science Advisory Committee. Był także konsultantem The National Academy of Sciences. Jego nazwisko zostało umieszczone w Alei Zasłużonych w Badaniach Kosmosu (Space Walk of Fame).
W 1971 r. po raz pierwszy od czasów przedwojennych przybył do Polski. Odwiedził wówczas Konin. W 1974 r. nawiązał kontakt z kolegami z ławy szkolnej. Podczas wizyty w 1979 r. otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Konina. Zmarł 8 stycznia 1989 r. w Santa Barbara w Kalifornii w wieku 84 lat. Niestety skonstruowane przez M. Bekkera pojazdy sławiły stojące za nimi koncerny Boeing i General Motors, a nie ich polskiego konstruktora. Człowiek, który wniósł olbrzymi wkład do badań kosmosu jest w Polsce i na świecie niemal zupełnie zapomniany.
Zebrał i opracował Tomasz Andrzej Nowak

Najważniejsze publikacje M. Bekkera:
1956: "Theory of Land Locomotion" ("Teoria lokomocji lądowej"), The University of Michigan Press; (drugie wydanie: 1962 r.). Pierwsza z serii fundamentalnych książek na temat konstrukcji pojazdów.
1960: "Off-the-Road Locomotion" ("Lokomocja po bezdrożach"), The University of Michigan Press.
1963: "Mechanics of locomotion and lunar surface vehicle concepts" ("Mechanika lokomocji i koncepcje pojazdu do jazdy po powierzchni Księżyca"), Society of Automotive Engineers, zawierająca pierwsze koncepcje pojazdu księżycowego.
1969: Publikacja książki "Introduction to Terrain Vehicle Systems" ("Wprowadzenie
do systemów pojazdów terenowych"), The University of Michigan Press; książka zawiera m.in. pierwsze wyniki badań autora nad konstrukcją pojazdu księżycowego LRV.

Wykorzystano publikacje biograficzne i artykuły internetowe:
Andrzej Selenta, „Mieczysław Grzegorz Bekker” w: Inżynierowie Polscy w XIX i XX w., red. Józef Piłatowicz Tom VII, Warszawa 2001,
Konin moje miasto, red. Stefan Rusin, Poznań 1986.
Stefan Rusin, Znani i nieznani w Koninie, Konin 2008,
http://www.greendevils.pl
http://belweder.republika.pl
http://blogbiszopa.blog.onet.pl
http://portalwiedzy.onet.pl
http://www.skaner.net
http://www.wynalazki.mt.com.pl
http://www.mpw.pw.edu.pl

http://www.konin-starowka.pl/archiwum-artykulow/1293-konin-mieczyslaw-bekker-z-konina-do-nasa.html
https://en.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_G._Bekker

http://www.calisia.pl/articles/slad-profesora-mieczyslawa-bekkera

nie ogladac! material dla doroslych

O i takie dzis bezecenstwa beda: art deco w najczystszej postaci! az A. Mucha nie siada!

Rare Works of Lesbian BDSM Erotica from the 1900s

slide_437854_5745828_free
Melissa Faithful for Art-Sheep
Franz von Bayros was a Croatian artist who studied art at the Vienna Academy of Fine Arts. A child of the Victorian era, Bayros drew some of the most provoking sketches of his time and some of the most famous sex illustrations of ours.
Puffy skirts, BDSM and extravagant hairstyles are only a few of the details of these works. Depicting some of the naughty ladies of the Victorian elite, Bayros’ illustrations are the epitome of playful erotic imagery. Working between Paris, Italy, and Vienna, Bayros became famous and infamous for his shockingly sexual scenes, something that made him use the pseudonym Choisy Le Conin for some of his works. Having created over 2,000 images combining a gothic aesthetic with a flirtatious rococo feeling, Bayros is probably the first artist to depict fetishes in the variety he included in his works.slide_437854_5745830_freeslide_437854_5745832_freeslide_437854_5745834_freeslide_437854_5745836_freeslide_437854_5745838_freeslide_437854_5745840_freeslide_437854_5745842_freeslide_437854_5745844_freeslide_437854_5745846_freeslide_437854_5745810_freeslide_437854_5745812_freeslide_437854_5745814_freeslide_437854_5745816_freeslide_437854_5745818_freeslide_437854_5745820_freeslide_437854_5745822_freeslide_437854_5745824_freeslide_437854_5745826_free

Wednesday, 26 August 2015

Glasgow pride Dog show 23/08/2015

W niedziele odbywaly sie konkurs pieknosci, sprawnosci psow. Kategorie, ktore smiesza i przywoluja wspomnienia z tego, ze kochamy brzydkie, grube, male duze, kudlate, w ciapli, z mala morda i dlugim ogonem.
Niektore psy byly tak brzydkie, ze az byly piekne.
The Dog show is a new addition to Pride this year and takes place on Sunday 23rd August at Glasgow Green.
Categories are:
- Prettiest bitch
- Most handsome dog
- Best veteran
- Best condition
- Most camp/butch dog
- Waggiest tail
- Best biscuit catcher
- Cheesiest expression
- Best rescue dog
- Friendliest dog
- Best in show sponsored by violetpaws.com
oczywiscie nie moglo zabraknac krolowej, ktora psy gryzly)))
podczas koncertow publika a to zasypiala a to szczekala a to cierpliwie sluchala Rozzali i setow DJ- skich
rodzinna atmosfera przerywana tylko wypitych juz matek. Ale co sie dziwic wszystcy tu pija to dlaczego by i nie podczas koncertow
czy te oczy moga klamac?
niektore czworonogi nie mogly udzwignac slawy
queerowe i kampowe pokazy
czulosc i milosci byla wszedzie
male i duze
pregowane i laciate
te co skacza i fruwaja
oraz leza
na prde zapraszaja

dywanowate i z bruzdami wszystkie bez wyjatku sa wiecej niz tylko zwierzetami ale i czlonkami rodzin Glasgow Pride