Friday, 9 September 2016

nie pytaj o lewice


To nie karnawał,
Ale tańczyć chcę
I będę tańczył z nią po dzień.
To nie zabawa,
Ale bawię się
Bezsenne noce senne dnie.

To nie kochanka,
Ale sypiam z nią
Choć śmieją ze mnie się i drwią.

Taka zmęczona
I pijana wciąż
Dlatego nie
Nie pytaj mnie.

Nie pytaj mnie, dlaczego jestem z nią,
Nie pytaj mnie, dlaczego z inną nie,
Nie pytaj mnie, dlaczego myślę że,
Że nie ma dla mnie innych miejsc.

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej,
Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,
Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę,
Zasypiać w niej i budzić się.

Te brudne dworce
Gdzie spotykam ją,
Te tłumy które cicho klną,
Ten pijak który mruczy coś przez sen
Że PÓKI MY ŻYJEMY ona żyje też.

Nie pytaj mnie,
Nie pytaj mnie,
Co widzę w niej.

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej,
Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,
Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę,
Zasypiać w niej i budzić się.

nie pytaj mnie dlaczego jestem z nią
nie pytaj mnie dlaczego z inną nie
nie pytaj mnie dlaczego myślę że
że nie ma dla mnie innych miejsc

Nie pytaj mnie, dlaczego jestem z nią,
Nie pytaj mnie, dlaczego z inną nie,
Nie pytaj mnie, dlaczego myślę że,
Że nie ma dla mnie innych miejsc.

Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej,
Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,
Nie pytaj mnie, dlaczego ciągle chcę,
Zasypiać w niej i budzić się.



Nie pytaj,
Nie pytaj,
Nie pytaj,
Nie pytaj,
Nie pytaj, dlaczego jestem z nią,
Nie pytaj, dlaczego z inną nie.
Nie pytaj, co ciągle widzę w niej,
Nie pytaj, dlaczego w innej nie.
Nie pytaj, co ciągle widzę w niej,
Nie pytaj, dlaczego w innej nie.

Czuje sie bezpieczna. Tam Tusku mi powiedzial wspolnie ze szliasta Terecha. Ciekawie, ze torysi dopowadzili do wyjscia i teraz beda mnie bronic. Tak, zywic i bronic. Ten ,co to oglosil, uciekal do hameryki.  Koskusko to hamerykansku. Naczelnik po polsku. Jest sie bezsilnym. Boli mnie to cholernie. Bo to moja ojczyzna. Nie smiejcie sie. Tylko przytaknijcie. Nienawidze, Cie Polsko ale.No wlasnie ale... Daje to, co napisal Zbigniew Holdys. Wylal zolc, ktora nie rozpowszedniaja ci z lewa, no bo nie ma nikogo na lewo. Tylko prawicowcy. No rzesz.

Mój ruch oporu
Szóstego września prezydent Gdańska Paweł Adamowicz umieścił na twitterze dość bezradny wpis: „Stało się #MKIDN łączy od 1grudnia muzeum IIWś i Muzeum Westerplatte, to nie jest #dobrazmiana :(”. Odpowiedziało mu kilka kwęknięć w rodzaju „To niech zapłacą za działkę w takim razie” i to wszystko. Protest. Nikt nie napisał (sorki, ja w końcu napisałem) „Nie ma co biadolić tylko zapowiedzieć ponowne rozdzielenie, gdy stracą władzę. Połączenie nazwać chwilowym.” Kropka.
PIS okłada Polskę bejzbolem propagandy, Kukiz tańczy mu w rytm jak pajacyk na sznurkach, a opozycja bezradnie rozkłada ręce. Za chwilę Macierewicz każe odczytać apel „poległych w Smoleńsku” u wrót krematorium w Auschwitz – i nie będzie żadnej mocnej reakcji, poza wyrażonym niesmakiem na ekranach telewizji. Wkurza mnie to od wielu tygodni. Chyba od chwili nocnego gwałtu na sejmie w wykonaniu komunisty Piotrowicza, który nie obcyndalając się zbytnio rechotał, olewał głosy opozycji, rozdawał klapsy, manipulował pracami, odmawiał prawa wygłaszania zastrzeżeń, a gdy padały pytania o wyjaśnienie, mówił „Koniec dyskusji, przechodzimy do głosowania”. Tyle. Gdy raz głosowanie wyśliznęło mu się z rąk, uznał je za sfałszowane i wbrew prawu je powtórzył, a posłowie opozycji karnie wzięli w nim udział. Jak te biedne owce w „Milczeniu owiec”, które nie kwękając szły na rzeź. Nikt nie powiedział: „To, co robicie, jest nielegalne” i nie odmówił wzięcia udziału w farsie. Odwrotnie – wszyscy obecni ją przyklepali.
Opozycja kwili. Nie walczy. Nie ma programu. Nie szturmuje. Ba, nawet nie ma odpowiedzi, ani utalentowanych mówców-specjalistów od ripost, ani wspaniałych nośnych argumentów, które popłynęłyby samodzielnie w stronę społeczeństwa i stanowiły zasiew pod ruch oporu. Opozycja jest obijanym workiem bokserskim, w który wali byle kto, w rękawicach lub bez, a ona tylko dynda na sznurze i czasem się bujnie z wgniecionym nosem. Obita wydusza z siebie niczym wągra żałosne hasło „Zasługujecie na więcej”, po czym wyśmiana chowa je pod fartuszkiem (i słusznie, bo denne).
Walka to jest walka, a nie pokorne przyjmowanie wszystkich ciosów i akceptowanie fauli. To, że pisiści chcą strącić sędziów z boiska i zmienić przepisy gry, wymaga twardego odporu, a tu okazuje się, że tylko Nadzwyczajny Kongres Sędziów i niezmordowani prezesi – Pani Gersdorf, Panowie Stępień, Zoll, Safjan i Rzepliński – go okazali. Bezwzględny, mądry, taktowny, nie do obalenia. A teraz, gdy zaczyna się ich kompromitowanie – opozycja milczy. Żadna partia nie podjęła uchwały stającej naprzeciw szkalowaniu sędziów. Tak, jakby losy Trybunału były zadaniem tych paru sędziów, a nie członków opozycji i jakby nie chodziło o obronę demokracji w Polsce. Nikt nie wydał komunikatu: „Gdy dojdziemy do władzy, odwrócimy wszystkie nielegalnie podjęte przez PIS uchwały i ustawy, przywrócimy godność sponiewieranym ludziom. Unieważnimy podejmowane dziś decyzje, ich autorów postawimy przed sądem, przywrócimy prawdę i szacunek.”
W uroczystościach rocznicy Sierpnia Szydło nie wspomina ani słowem nazwiska Lecha Wałęsy. Dlaczego opozycja nie zorganizowała masowych pokazów filmu „Robotnicy ‘80”, gdzie z ekranu bije prawda o przebiegu strajku w 1980? Tam widać rolę Wałęsy, znakomite wystąpienia Andrzeja Gwiazdy i Anny Walentynowicz, Bogdana Lisa – i nie widać Kaczyńskich, bo ich tam nie było. Nie macie sal w miastach? Gdy zalinkowałem ten film w internecie, obejrzało go półtora tysiąca ludzi w dwa dni, z czego większość była zszokowana – są tak młodzi, że o jego istnieniu nie wiedzieli. A przecież to dokument historyczny! Dlaczego opozycja nie zawalczyła o prawdę przy pomocy tak bezdyskusyjnego i ośmieszającego pisowskich propagandystów dowodu?
Po premierze filmu „Smoleńsk” ministerka, która nie wie gdzie leży Jedwabne, zapowiada, że film powinna obejrzeć młodzież szkolna. Czytaj „należy jej wbić do głów, że był zamach i że Tusk maczał w tym palce”. Dlaczego opozycja nie zorganizuje w całej Polsce otwartych pokazów filmu „National Geographic” o katastrofie smoleńskiej, gdzie są pokazane dowody na jej przebieg? Dlaczego nie ustanowi Dnia Filmów Prawdy? Dyskusji nad nimi?
Przygotowywany jest program reformy edukacji, który nie ma nóg i rąk, chwilami zahacza o szaleństwo indoktrynacyjne, jego zapowiedzi demolują intelektualną siłę nowego pokolenia, wszczepia się jakieś nieokreślone idee patriotyczne, za którymi kryje się kłamstwo; tysiące nauczycieli wylecą na bruk, ci co zostaną, nie wiedzą czego będą uczyć i pod jaką polityczną presją. Co będzie teraz lekturą obowiązkową w szkołach? Książki Wildsteina? Czym będzie Okrągły Stół? Stołem zdrady? Dlaczego opozycja miauczy i biernie się przygląda skutkom tej mentalnej dintojry? Dlaczego jedynie odwarkuje, że "to jest nieprzygotowane"? Dlaczego nie podejmuje uchwały i deklaracji w brzmieniu: „Gdy dojdziemy do władzy przywrócimy z powrotem właściwy system edukacyjny, a ten narzucany dziś siłą chory eksperyment zlikwidujemy na pewno. Damy szansę młodzieży, by dołączyła szybko do reszty świata”
KOD był nadzieją wielu ludzi. Wędruje ulicami coraz mniejszymi grupami, niekiedy w niejasnym celu, dla samego protestu bez tytułu, ktoś przemawia na placach o konieczności obrony demokracji, chwilami wydaje się, że ruch KOD jest coraz bardziej wątły, a na pewno nie ma żadnej projekcji na przyszłość. Obrona demokracji to dość ogólne hasło. Dla niektórych aktywność w tym względzie sprowadza się do klikania lajków w internecie, dla innych zaledwie do czytania tam treści, śmielsi coś wystukają na twitterze. Tyle. Kiedy ma miejsce protest w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie zachodzi podejrzenie poważnego naruszenia zasad demokracji – nie słychać, żeby zjawił się tam obserwator KOD, który by przyjrzał się protestowi, zbadał atmosferę, przekazywał obiektywne raporty reszcie społeczeństwa i ewentualnie zaapelował do centrali KOD o wsparcie. Żeby aktorzy wiedzieli, że mają to wsparcie, żeby społeczeństwo wiedziało, że KOD wykonuje pracę na jego rzecz. Że w ramach obrony demokracji broni praw pracowniczych i twórczych innych ludzi, a nie jedynie zaprasza ich na kolejne manifestacje. Kiedy powstał praojciec KOD-u, KOR (Komitet Obrony Robotników), jego wysłannicy jeździli na procesy protestujących robotników Radomia i Ursusa, obserwowali je, zdawali stamtąd relacje (ryzykując aresztowania), na tej podstawie wysyłano znakomitych adwokatów-społeczników, zbierano fundusze na zapomogi dla rodzin ludzi osadzonych w więzieniach. Tak zaczynał Ludwik Dorn, świeżo upieczony długowłosy maturzysta czy 25-letni instruktor harcerstwa Andrzej Celiński. Wydawano biuletyny o prześladowaniach, ludzie je sobie przekazywali z rąk do rąk. Nawet dziś chętnie bym dostał zadrukowaną kartkę papieru z opisami tego, co się w Polsce złego dzieje i co KOD dobrego robi, internet jest zbyt rozproszony, a na dodatek natychmiast jest kontrowany zniewagami, zarzutami o kłamstwo. Papier to papier. Dziś jedynie frunie komunikat „Spotykamy się pod siedzibą Trybunału w niedzielę” - to wszystko. To nie jest praca u podstaw. Nie tak ją sobie wyobrażałem. Nie chodzę na marsze KOD.
Podczas spotkania z młodymi ludźmi KOD zachęcałem ich do stworzenia występu parateatralnego, który by całą Polskę rzucił na kolana. Jak kiedyś Kaczmarski czy Kleyff czy dzisiejszy ruch „Black Live Matters” (Czarne Życie Ma Znaczenie). Jęknęli z podziwu (pokazałem im jak protestuje młodzież w USA) i… wymiękli. Nie oddzwonili, woleli stanąć obok Mateusza na manifestacji i pomachać chorągiewką. Tak wygląda ich praca od postaw. Włożyć nieco trudu, stworzyć wiersz, pieśń, pantomimę, zgrabne hasło, wybębnić je i zaśpiewać je tak, by wzbudzić podziw milionów innych młodych Polaków - to wszystsko okazało się za trudne. Instruktorów w ich otoczeniu zabrakło. A to jest właśnie praca u podstaw. A wyzwanie dla młodych - postawienie nowej sceny na manifie i pokazanie jak walczy Generacja Y.
KOR i jego otoczenie stworzyło tzw. Latający Uniwersytet, a potem Towarzystwo Kursów Naukowych, przenoszone z mieszkania do mieszkania wykłady z rożnych dziedzin, spotkania z autorytetami na tematy merytoryczne; coś, co w jakimś sensie i ogromnej skali powtórzyłem jako Akademia Sztuk Przepięknych na Przystanku Woodstock. Na wykłady ASP przybywają tysiące – tak są spragnieni prawdy i wymiany myśli. Swoje niby „ASP” miał PIS w postaci Klubu Ronina, gdzie brednie i jad gromadziły tysiące ludzi – i tak tworzyły się kręgi aktywistów tej partii. Gdzie mają się spotkać dzisiejsi zagubieni? Nikt się nimi nie interesuje. Kto ich poprowadzi? Tych, co się nie godzą na PISowską ideologię kłamstwa, poszukiwaczy prawdy i sprzeczności? Przywódców stada nie ma. Ani wykładowców, ani miejsca, choć tyle kawiarni powstało… Mógłbym tak klepać bez końca, ale nie chodzi o to, bym tu wrzucił katalog bezczynności – chodzi o to, by partie polityczne i ruchy protestu skumały, że klepanie treści w internecie to nie jest ruch oporu. Polityka i służba narodowi to nie jest udzielanie wywiadów. Udział w programie Olejnik czy Lisa to nie jest aktywność polityczna i działalność społeczna. Aktywność polityczna Kuronia zgodna była z jego hasłem „stawiajmy własne komitety”, wraz z przyjaciółmi tworzył świetnie zorganizowaną siatkę pomocy wszelkiej (był harcerzem, może tu tkwi przyczyna?), prawnej, informacyjnej, finansowej, organizacyjnej. Z tą wiedzą wspierali ludzi doraźnie, edukowali młodych robotników, którzy potem stanęli na czele strajków, a kiedy trzeba było zjechali do Stoczni Gdańskiej doradcy z kręgu KOR i świata nauki, tytani wiedzy – to oni uczynili protest robotników jednym najbardziej efektownych i efektywnych wydarzeń w historii ruchów oporu XX wieku.
Dziś w Polsce indoktrynacja ruszyła pełną parą. Żadna z grup opozycyjnych nie ma swoich oddziałów szybkiego reagowania. Od kilku miesięcy jesteśmy pojeni nową historią Polski. To takie zjawisko, jak przy oraniu ciężkimi pługami płytkiej gleby, gdzie pozostałości upraw, korzenie, resztki łodyg i rżyska po wywróceniu znajdują się pół metra pod ziemią, zmieszane z gliną i przestają być naturalnym nawozem. Tak powstaje ugór. Jeśli się go nie obsieje choćby łubinem, nic z tej ziemi nie zostanie i nic na niej nie urośnie. A chętnych do orki i siania nie ma. Kreacji - zero. Trwa ślizganie się od studia do studia. Opozycja jest chętna do zebrania plonów, ale nie do pracy od podstaw.

Thursday, 8 September 2016

zjawa w opowiadaniu

Cała zapłakana na brzegu w noc siedziała
Całą noc nad wodą z winem rozmawiała
Czemu czuła cząstka w niej dominowała?
Inna czuła cząstka jej potrzebowała

Całą noc nad wodą z winem rozmawiała
W noc ta zjawa przyleciała
Stała blada cała
Zjawa się zbliżała

Rusałki, czarownice, syreny, upiorzyce
Odłóżcie różańce, zacznijcie swe dzikie tańce!

Zjawa naga cała z nią zanurkowała
Nocą zjawa naga mocno ją trzymała
Dziką stronę życia ta noc jej pokazała
Natura dźwięki miasta wodą obmywała

Za dnia nasza mała była załamana
Jej siła gdzieś uleciała
Blada cała stała
Wiele zrozumiała

Rusałki, czarownice, syreny, upiorzyce
Odłóżcie różańce, zacznijcie swe dzikie tańce!

Chedozenie, jest zle. I nie oblekajmy tego w nature. Dwa osiolki z poznanskiego Starego ZOO. Tak sie lubily, ze sie wiecej niz mizialy. Nie spodobalo to sie matkom, dzieci, ktorych pociechy bawily sie na pobliskim placu zabaw. Dzieci to bawilo i ciekawilo. Matki oburzylo. No patrzty. Ciekawe skad te dzieci. Od patrzenia?? 

Doprawdy to byla Pomylka!



Matki Polki, poszly do radnej pizdu, by ta interweniowala. Owszem zlamano serca osiolkom. Rozdzielono kochankow. Tfu, zboczuchow tam, a nie lovers jakies>DZendery,  potwory jedne!

Wczoraj znow temat poznanskiego ZOO jest na tapecie. Rozpatruje sie jakie mieso dostaje krokodyl? Czy aby na pewno to jest kozica gorska?
Bedzie pozew czy tygrys Tungus nie jest aby darem Putina dla ZOO w Poznaniu?

Zaraz odwioza mnie do Tworek. rzekl, mawiac nasz  Stanislaw Aniol.
Dobra z innej beczki. Zapomnialam po co tu jestem. Odlecialam. Baki zbijam. Dobrze, ze mi przypomniano. Tylko, nie za bardzo kontaktuje jak to bylo 12 lat tem. Kto radzil wyjezdzac??? I wtedy nie ustalano na jakich zasadac ciocia zjada te labedzie ze stawow tutejszcych, Napada na nature i rabuje infrastrukture cala. 
Panowie, pogrozili Elce z Windsoru. Powiedzieli niu, niu, brzydka Ty!!! Cos tam Elka jeszcze chciala, cos bakala, zebyscie moze popatrzeli na bagno co macie sami u siebie. Ale nie sluchano wcale. No, ma by spokoj i tyle. I ta szpilasta Terecha pojechala sobie do Chin. Reszte tez jakos nie bylo. A nie, byl ambasador Polski w Londku. Tak, tylko kiedy Radek Sikorski interweniowal. To nie jechal do Londka. On dzwonil. I na dywanik do Cameruna pana lecial ambasador ten i nasz. I juz bylo rozwiazanie. A nie dzisiejsi ministy leca koordynowac sledztwo w obcym kraju??? Upowazniono takze Szalonego Borysa nad opieka nad ciocia! 
God Save  the ciocia! Wstaje z kolan!
 Przypomnieliśmy władzom Wielkiej Brytanii, że Polacy są grupą, która dobrze integruje się ze społeczeństwem brytyjskim, która ciężko pracuje, płaci podatki i zasługuje na ochronę i opiekę – powiedział dziś w Londynie szef MSZ Witold Waszczykowski.
Polecam interesujacy wywiad z papiezem Benedyktem XVI. Calosc rozmowy ukaze sie w ksiazce Benedykt XVI: Ostatnie rozmowy, Petera Seevalda. Fragmenty przytaczam za onet.pl. Tam tez, o homolobby w Watykanie. Papiez, jak mowi wie o tej spolecznosci. Przyznaje, ze za porozumieniem komisji trojstronnej, zostalo ono rozpedzone. Bowiem calosc homoseksualistow jak wiemy celuje od 20 do 60 % ogolu kleru na swiecie.
Można sobie wyobrazić, że papież, namiestnik Chrystusa na ziemi, ma szczególnie bliską, intymną relację z Panem?
Tak, tak powinno być i żywię przekonanie, że nie jest On daleko. Wewnętrznie zawsze mogę z Nim rozmawiać. Ale mimo wszystko jestem tylko nędznym małym człowiekiem, któremu nie zawsze udaje się sięgnąć ku Niemu.
Doświadczał Ojciec "ciemnych nocy", o których wspomina wielu świętych?
Nie są takie wstrząsające. Pewnie nie jestem na tyle święty, żeby popaść w tak mroczną otchłań. Ale gdy wokoło rozgrywają się ludzkie dramaty, gdy pyta się, jak Bóg może na to pozwolić, zaczynają się pojawiać wątpliwości. Trzeba wtedy mocno trzymać się wiary. On wie lepiej.
Zdarzyły się w ogóle "ciemne noce"?
Powiedzmy, tych najciemniejszych nie było, ale trudność, jak to właściwie jest z Bogiem, pytanie o istnienie zła i tak dalej, jak to pogodzić z Jego wszechmocą i dobrem, pojawia się, owszem, od czasu do czasu.
Jak poradzić sobie z takimi trudnościami w wierze?
W pierwszym rzędzie nie odrzucając podstawowej pewności wiary; przekonania, że poniekąd jest się w niej zakotwiczonym; przeświadczenia, że jeśli czegoś się nie rozumie, to nie dlatego, że jest błędne, tylko że jest się zbyt małym. W wypadku niektórych spraw było tak, że stopniowo w nie wrastałem. To zawsze pozostaje darem, gdy nagle dostrzeże się coś, czego się przedtem nie widziało. Czuje się, że trzeba pokory, a gdy słowa Pisma nie przemawiają, cierpliwości, aż Pan je otworzy.
Czy Papa Emeritus boi się śmierci, a przynajmniej umierania?
W pewnej mierze tak. Po pierwsze, chodzi o obawę, że będzie się ciężarem dla ludzi spowodowanym dłuższym czasem upośledzenia. To uważam za bardzo zasmucające. Mój ojciec też zawsze się tego obawiał, ale zostało mu to oszczędzone. Z drugiej strony, przy całej ufności, jaką żywię, że dobry Bóg mnie nie odrzuci, im bliżej jestem Jego oblicza, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak wiele popełniłem błędów. Tym samym przygniata mnie ciężar winy, chociaż nie tracę fundamentalnej nadziei.
Coś bliżej, jeśli można, na ten temat?
No cóż, że nie zawsze potraktowało się człowieka odpowiednio, nie zawsze sprawiedliwie. Jest tyle drobiazgów, szczegółów, niezbyt znaczących spraw, dzięki Bogu, ale właśnie o nich trzeba powiedzieć, że można było i należało lepiej je wykonać. Nie stanęło się na wysokości zadania.

Dlaczego Benedykt XVI abdykował?

Przejdźmy do decyzji, która już sama w sobie czyni zakończony pontyfikat wydarzeniem historycznym. Swoją decyzją po raz pierwszy w historii Kościoła faktycznie sprawujący władzę pontifex ustąpił z urzędu. Tym rewolucyjnym aktem nikt bardziej nie przemienił papiestwa w nowożytności. Stało się ono nowocześniejsze, w pewnym sensie także bardziej ludzkie, bliższe Piotrowych korzeni. W 2010 roku w książce "Światłość świata" padło stwierdzenie: "Jeśli papież fizycznie lub psychicznie nie jest w stanie sprawować powierzonej mu władzy, ma prawo, a niekiedy nawet obowiązek zrezygnować ze stanowiska". Czy mimo to trzeba było przejść wewnętrzną walkę, aby zdecydować się na taki krok?
(Głęboki oddech) To oczywiście nie jest takie proste. Ponieważ od tysiąca lat żaden papież nie zrezygnował, a również w pierwszym tysiącleciu krok ten należał do wyjątków, nie jest to decyzja, która łatwo przychodzi. Wielokrotnie trzeba się z nią zmierzyć. Z drugiej strony oczywistość tej decyzji stawała się tak naturalna, że nie można mówić o jakichś wyjątkowych wewnętrznych zmaganiach. Świadomość odpowiedzialności i ciężaru wymagająca gruntownego zbadania i rozpatrzenia przed Bogiem i sobą samym była, owszem, ale nie w tym sensie, że przechodziłbym jakieś tortury.
Czy należało się liczyć z tym, że podjęcie tej decyzji wywoła rozczarowanie, a nawet konsternację?
Nawet silniejsze, niż myślałem. Właśnie przyjaciele, osoby, które poniekąd wspierały się na moim przesłaniu, dla których było ono ważne, przez chwilę poczuli się zagubieni i opuszczeni.
Szok został przez Ojca wkalkulowany?
Tak, zakładałem go, owszem.
To musiało kosztować niewiarygodnie wiele siły.
W takich sprawach można liczyć na pomoc. Było jasne, że muszę podjąć ten krok, i to była najwłaściwsza chwila. Ludzie też się z tym pogodzili. Wielu jest wdzięcznych, że kolejny papież wyszedł ku nim w nowym stylu. Inni pewnie trochę się smucili, ale po pewnym czasie znajdowali słowa podziękowania. Wiedzieli, że moja godzina minęła i to, co mogłem dać, dałem.
Kiedy ostatecznie zapadła decyzja?
Podczas wakacji w 2012 roku.
W sierpniu?
Mniej więcej tak.
Przeżył Ojciec jakąś depresję?
Depresji może nie, ale nie czułem się dobrze. Stwierdziłem, że podróż do Meksyku i na Kubę kosztowała mnie sporo wysiłku. Także orzeczenie lekarza brzmiało: nie wolno mi już wybierać się za Atlantyk. Zgodnie z harmonogramem Światowe Dni Młodzieży wypadały w Rio de Janeiro dopiero w 2014 roku, ale ze względu na mistrzostwa świata w piłce nożnej przełożono je o rok wcześniej. Stało się dla mnie oczywiste, że muszę się wycofać w takim terminie, żeby następca miał czas na przygotowanie. Tak więc po wizycie za Wielką Wodą stopniowo "dojrzewałem". W przeciwnym wypadku probowałbym przetrwać do 2014 roku, a tak doszło do mnie, że nie dam już rady.
Jak unieść ciężar postanowienia o takiej doniosłości, nie rozmawiając o tym z nikim?
Z Bogiem można wyczerpująco porozmawiać.
Brat został wtajemniczony?
Nie od razu, ale tak.
Do momentu ogłoszenia wiedziały o wszystkim tylko cztery osoby. Z jakiegoś szczególnego powodu?
Tak, ponieważ w chwili, w której dowiaduje się społeczność, kończy się misja, gdyż upada autorytet. Chodziło o to, żebym do końca pozostał na urzędzie i w pełni sprawował władzę.

Konklawe Benedykta XVI

Zdarzyła się Ojcu chwila zastanowienia, czy faktycznie należy przyjąć wybór Konklawe?
Myślałem o tym przez cały czas, ale przeczuwałem, że nie mogę odmówić.
Kiedy doszło do wyboru imienia?
W trakcie dni wyborów.
Dni wyborów?
Stało się to w przeciągu jednego dnia?
Trwało to dwa dni: poniedziałek i wtorek.
No tak, w trakcie dni wyborów. Miałem jeszcze nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale zaraz pierwszego dnia były sygnały świadczące o przeciwnej możliwości. Wtedy przyszedł mi do głowy papież Benedykt XV, a także sam święty Benedykt, który wydał mi się właściwym punktem odniesienia.
Dlaczego nie Jan Paweł III?
Uważałbym to za nieodpowiednie, ponieważ nie sprostałbym wyznaczonej mierze. Nie mógłbym być Janem Pawłem III. Byłem zupełnie inną postacią, innego pokroju, miałem inny charyzmat albo go wcale nie miałem.
Nagle został Ojciec namiestnikiem Chrystusa na ziemi. Co Ojciec odczuwał?
Jedną myśl: teraz potrzebuję od Niego tym większego wsparcia. Wie się, że się nim właściwie nie jest, ale skoro obarcza takim brzemieniem, to musi pomóc go nieść.
Mówi się, że Bóg poprawia każdego papieża w jego następcy. W czym lub przez co papież Franciszek koryguje Benedykta XVI?
(Uśmiech) Powiedziałbym, że przez bezpośredni kontakt z otoczeniem. To wydaje mi się bardzo ważne. Jest także papieżem refleksji. Gdy czytam ostatni dokument Evangelii gaudium albo udzielane wywiady, widzę, że jest człowiekiem namysłu, duchowo podchodzącym do wyzwań obecnego czasu. Jednocześnie bezpośrednio zwraca się do ludzi, bo przywykł do ciągłej obecności pośród nich. To, że nie mieszka w Palazzo, tylko w Santa Marta, wynika stąd, że chce zawsze mieć ludzi wokół siebie. Uważam, że dałoby się to osiągnąć i na górze (w Pałacu Apostolskim – red.), ale chodzi o danie nowego akcentu. Być może faktycznie niedostatecznie często pokazywałem się publicznie. I wreszcie odwaga, z jaką porusza problemy i szuka rozwiązań.
Czy następca nie wydaje się zbyt gwałtowny, zbyt ekscentryczny?
(Uśmiech) Każdy człowiek ma inny temperament. Jeden jest może nieco zdystansowany, inny bardziej dynamiczny, niż się spodziewano. Ale uważam za dobry jego bezpośredni kontakt z ludźmi. Oczywiście zadaję sobie pytanie, jak długo to wytrzyma. Każdej środy dwieście i więcej uścisków dłoni to spory wysiłek. Ale zostawmy to Panu Bogu.
Czyli żadnych zastrzeżeń nie ma Ojciec do jego sposobu bycia?
Wręcz przeciwnie, uważam go za dobry.
Stary papież i nowy papież zamieszkują tę samą posesję, oddaleni od siebie o kilkaset metrów. Mówi się, że poprzednik jest stale do dyspozycji następcy. Czy rzeczywiście wykorzystuje jego doświadczenie i zasięga rady?
Na ogół nie ma takiej potrzeby. Co do pewnych spraw zwrócił się do mnie z zapytaniem, na przykład w kwestii wywiadu udzielonego w "Civilta Cattolica". Owszem, wyrażam swoją opinię, ale ogólnie rzecz biorąc, cieszę się, jeśli nie muszę się udzielać.

Benedykt XVI o nadużyciach w Kościele

W prośbie z drogi krzyżowej z 2005 roku mowa jest o brudzie w Kościele. Czy odnosi się ona do wypadków nadużyć seksualnych?
Zawierała i tę intencję, gdyż miałem na myśli wiele spraw. Jako kardynał Kongregacji Doktryny Wiary dowiadywałem się o wszystkim, gdyż wszelkie informacje trafiają właśnie tam, i potrzebna jest wielka "siła duszy", żeby uporać się z tym ciężarem. Że w Kościele nie brakuje brudu, to od zawsze wiadomo, ale to, z czym trzeba się zmagać jako prefekt kongregacji, sięga znacznie dalej, dlatego też i sam chciałem po prostu poprosić Pana, żeby nam pomógł.
Wielu uważa, że Jan Paweł II nie dość ofensywnie zajął się tym problemem.
Zawsze liczy się przekaz informacji. Gdy już dostatecznie został poinformowany i zorientował się, co się dzieje, wyraził przekonanie, że należy podjąć energiczne działania. Ze względu na obowiązujące przepisy prawa kościelnego niemożliwe było nałożenie cięższych kar, dlatego wspomniałem o nowelizacji. Papież natychmiast dał mi wolną rękę i stworzyliśmy nowe normy prawne oraz struktury. Tylko w ten sposób dało się wyjść naprzeciw temu doświadczeniu.
W czasie pontyfikatu Ojca na jaw wyszły sprawy długo dotąd tuszowane.
Chciałem oczywiście zrobić więcej, niż faktycznie mogłem. W kontekście dziewiątej stacji drogi krzyżowej wielu powiedziało:"Teraz papież się za to zabierze!". Zamierzałem, ale nie zawsze odnosiłem sukces. Strukturalne i personalne problemy przenikają się wzajemnie, więc pospiesznymi ingerencjami można więcej zniszczyć niż naprawić. Stąd też trzeba postępować powoli i roztropnie.
Po ustąpieniu Ojca z urzędu opinia publiczna dowiedziała się, że w związku z nadużyciami seksualnymi relegowano setki księży.
Kiedy doszło do tej afery, od strony kościelnego prawa karnego możliwa była jedynie suspensa, co ze względu na wymogi prawa amerykańskiego okazało się całkowicie niewystarczające, ponieważ podsądni nadal pozostawali duchownymi. Wspólnie z episkopatem USA zadecydowaliśmy, że dopiero gdy zostaną zlaicyzowani, stanie się jasne, że zostali ukarani, gdyż wydali się ich ze stanu duchownego.
Mówimy jeszcze o okresie pełnienia funkcji prefekta przez Ojca.
Zgadza się. Opracowałem wtedy nowelizację prawa karnego, ale niestety, niezbyt daleko idącą, żeby przede wszystkim wesprzeć ochronę ofiar i moc szybciej reagować. Procesy przeciągały się w nieskończoność i ukaranie kogoś po dziesięciu latach, niczego nie zmieniało.
Usunięcie prawie czterystu księży...
To już jako papież i na mocy wcześniej ustanowionego prawa.
Sprawę Williamsona można w pewnej mierze uważać za przełom czy zwrot w pontyfikacie Ojca. Jaka jest Ojca ocena?
Doszło oczywiście do szeroko zakrojonej kampanii medialnej przeciwko mnie. Nastawione nieprzychylnie środowiska dostały wreszcie argument do ręki: nie nadaje się i powinien odejść. Przeżyłem ciemne godziny i ciężki czas. Na szczęście ludzie potem zrozumieli, że po prostu faktycznie mnie nie poinformowano.
Czy to prawda, że nie wyciągnięto żadnych konsekwencji personalnych?
Nie. Doszło do nich pośrednio, ponieważ przeorganizowałem właściwą dla tej sprawy komisję Ecclesia Dei. Doszedłem do wniosku, że nieprawidłowo funkcjonowała.
Zbytnia tolerancja?
Winę upatruję jedynie w komisji. Dlatego została gruntownie przeformowana.
W swojej książce "Attaco a Ratzinger" (Atak na Ratzingera – red.), opublikowanej jeszcze przed Vatileaks, włoscy autorzy Andrea Tornielli i Paolo Rodari doszli do wniosku, że przeciwko papieżowi Benedyktowi dochodziło do spisków, kampanii medialnych i ataków w kręgach watykańskich. Czy co do pewnych poczynań czuł Ojciec opór wewnątrz kurii?
Nie powiedziałbym. W każdym razie odpowiedzialnych prefektów i przewodniczących miałem za sobą.
a Po Zjawie, Lubie jak szamanki miasta spierdalaja na dzika strone Wisly)


Tuesday, 6 September 2016

misnienska, najdrozsza

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka 
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu, 
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby 
Nie było przykro podnieść się i odejść; 
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce, 
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci, 
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć 
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki 
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy 

lub świat 

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać? 
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze? 
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy 
w świecie 
czuł się jak u siebie w do
mu?


Mial racje Stanislaw Baranczak. Piszac Jezeli porcelana to wylacznie taka. Porcelana powstaje z gliny. Takiej strasznej materii i brudnej, ktora pod wplywem rak, wody i ciepla zamienia sie w glinke. Taka, co to zakleta w ksztalty wedruje do pieca. Tam sie hartuje. Wychodza piekne rzeczy ale jakze kruche! Upadek i nie ma pieknej rzeczy. Kruche jak czlowiek. Niby wytopiony ale jakze slaby. Ogien daje zycie. Ogien tez niszczy. Moze juz zostac ta glina. Taka nijaka materia organiczna. Z ktorej piekna rzezbiarka czasem cos wyrzezbi i nie da ognia? 

Czasem sa historie nie do opowiedzenia. Nie chcialo by sie ich slyszec. Chcialoby sie cofnac ten piec, ktory zaklal figurke w piekna rzecz. Potem Najwyzszy to upusci. Rozleci sie na kawalki caly wszechswiat. I ani nie mozna piecowi zarzucic nic. Posklejac potem porcelane jest trudno. 


Dobra odlecialam. Wracam dalej. Do jadu ciocinego. Matka Teresa z Kalkuty. Przeciez juz dawno bylo to wiadomo? O co sie tak pruc? Konta w Kanadzie przeciez kiedy wyszly? Teraz wielkie halo, bo Matke Terese zrobiono dzis swieta. Uwielbiala cierpiec z ludzmi. Kasa szla na inne cele? Uwielbiala irlandzkie siostry. Tak, te od Magdalenek. Uwielbiala katowac kobiety. Swoim podopiecznym nie dawala srodkow do zycia. Pytala czy chcesz *bilet do nieba* To oznaczalo nieswiadomy chrzest Papuasow. Zakladala szkoly dla dzieci, ktorych nie widziano na oczy. Manipulowala srodkami przekazu. Cieszyla sie znajomosciami z wielkimi tego swiata. Kochala dyktatorow w osobie Duvaliera i Hodzy. Sama leczyla sie w hameryce. Przecie nikt tego wczesniej nie wiedzial? Dziwne ja wiedzialam! Wczoraj minela 70 rocznica urodzin Freddie`ego Mercury`ego. On, przynajmniej nie gnebil ludzi swym cierpieniem. Odszedl w wielkim stylu. Tak trudno sobie to uzyslowic, ze Jego juz nie ma. Byl Czescia Magii, byl Zdobywca. Pytal sie Kto Chce Zyc Wiecznie, Nadawal Niezwykle Radio. Opowiadal tak pieknie o Swojej Matce. Kazal Nie Oklamywac Jego. Jezdzil na Rowerze, Kochal swoje Zycie, czynil z siebie Rapsodie moze i Upadla. Nigdy sie Nie Zatrzymywal. Wieczne Przedstawienie trwa czyniac z niej moja ulubiona Opowiesc Zimowa.

Nie swieci garnki lepia.


http://www.poezje.hdwao.pl/wiersz_4020-jezeli_porcelana_to_stanislaw_baranczak.html