Friday, 1 February 2013

ciocia jest open

http://openscotland.pl/
tak to nazywa sie to! dzis gruchnela wiesc taka, ze o malo co nie spadlam z krzesla!
Nie, nie ok! od poczatku! To nie tak)
 Projekt powstawal dlugo. Ciocia zostala tam zaproszona. Ba nawet miala miec rubryke, ale przez moze i tchorzostwo, moze i przez jakies tam zobowiazania wzgledem @intelygencji@ polonijnej a moze i nawet sprowadzenie do poziomu messowej chaly, bzdurnosci zycia,  opowiadania. Podjelam kroki pojscia po bandzie.
Na nic ograniczenia, trzeba zmierzyc sie z potworami. Poznac swa wartosc. Utrzec nosa i miec wszystko gdzies. Nadarzyl sie moment i couming outu i @narzekanai@. Co do wywiadu i wstepniaka to widac nutke porozumienia;)
Osad pozostawiam Wam.
tu jest link do calego wywiadu ze ma! zachecam do polubienia Open Scotland na Fejsie

http://issuu.com/interactivepublishing/docs/open_polish_magazine_issue_03?mode=embed&viewMode=presentation&layout=http%3A%2F%2Fskin.issuu.com%2Fv%2Fcolor%2Flayout.xml&backgroundColor=2A5083&showFlipBtn=true,




CIOCIA, SAME ZŁO!

O kowbojach, Indianach, Rzymianach, Szkotach, Polakach, homoseksualizmie i polityce z wrażliwą Elą Rygas, miłośniczką tatuaży, rozmawia Damian Biliński.

DB: Jako dziecko z utęsknieniem czekałem, aż w telewizji publicznej pokażą kolejny western. Dobrzy lub źli kowboje kontra dobrzy lub źli Indianie. Jednak to Indianie utrwalili się w mojej świadomości głębiej. Być może dlatego, że stosowali mniej cywilizowane sposoby uśmiercania wroga. Pamiętasz jakie to były sposoby?
Ela Rygas: Nie lubiłam westernów, a nawet, w pewnym sensie nienawidziłam tych sobót. Western był dla mnie okropną torturą. Wiecznie to samo: koń, kowboj i pogoń za Indianami. Za to styl kowbojski uwielbiam. Największy sentyment mam do butów kowbojskich. Koniecznie wysokie, z podbitym obcasem. Prawdopodobnie ściąganie skalpu jako trofeum było najokropniejsze.
DB: Głowy też obcinano.
E.R: I pewnie skręcano penisy! Tak, Indianie byli źli!, ale na szczęście to jeden z najgorszych stereotypów. Zawsze dziwiłam się oglądając te nudne filmy, dlaczego kowboje ze strzelającymi kijami gonią Indian i po co? Jednym z nielicznych westernów, który obejrzałam do końca był Tańczący z wilkami. Dziwne, nawet z braćmi nie bawiłam się w kowbojów i Indian. Za to bawiłam się w wojnę.
DB: O wojnę też chciałem zapytać. W Starożytności Juliusz Cezar opisywał między innymi plemiona celtyckie. Rzymianie nawet odgrodzili się od Kaledonii murem Hadriana, zbudowanym właśnie po to, by odgrodzić obszary zajęte przez Rzymian od nieujarzmionych plemion piktyjskich i Goidelów, zwanych też Szkotami, których Rzymianie uważali za nieustraszonych i dzikich wojowników. Ale ty chyba nie bawiłaś się w Rzymskie wyprawy to jakie to były wojny?
E.R:
 Wielki Mur Chiński i Mur Berliński też miały chronić, na szczęście tylko jeden przetrwał i widać go z kosmosu. Drugi rozpadł się bo zabrakło tej Fukujamowej historii (śmiech). Najpierw Ptolemeusz i Szlak Bursztynowy z racji Calisii potem Rzymianie, a i owszem nie bawiłam się w rzymskie wyprawy. Raczej komiksy, np.: Kajko i Kokosz; czarne piwko naprzeciwko, a potem kopanie piłki. Zawsze stawiali mnie na bramce. Poza tym z racji tego, że nie miałam ani kolegów ani koleżanek zabawy ograniczały się do spędzania czasu samej z sobą: czytanie, oglądanie, słuchanie i samochody. Czasem przeszkadzałam w warsztacie, cała usmarowana od smarów, grzebałam w skrzynce z narzędziami taty. Jak wspominała moja mama, byłam wszędzie, nawet w kredensie dziadków. Jeśli chodzi o zabawki to, miałam dwa zielono metalowe czołgi, ołowiane żołnierzyki, kolekcję egzotycznych zwierzątek oraz dwa samoloty ze znaczkami Lufthansy! Potem były puszki, po piwie.
D.B: Nie wygląda to na trudne dzieciństwo, ale określiłbym je raczej jako twarde?
E.R: W dzieciństwie byłam strasznie smutnym dzieckiem, bo ani koleżeńskim ani rozchwytywanym przez inne dzieci! Potem gdzieś przeczytałam, że człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi. I nigdy się nie nudziłam. Zawsze sama wymyślałam sobie zajęcie. Dzieciństwo twarde, bo ani się sama z sobą nigdy nie cackałam ani nie oczekiwałam na przychylność i poklask. W szkole podstawowej jedynym czym mogłam uwieść rówieśników było opowiadanie o duchach, ale  potem przychodzili inni i psuli zabawę.
D.B: Nie cackałaś się ze sobą, tzn?
E.R: 
Gdy się nudziłam to były zwierzęta i mój świat czyli nauka i książka. Nie narzekałam mamie, że mnie nie lubią. Człowiek trochę popłakał, ale rano trzeba było wstać i pójść do szkoły! Generalnie nie lubię swojego dzieciństwa. Odżyłam dopiero w liceum. Tam spotkałam fajnych ludzi i wypłynęłam towarzysko. Spotkałam wspaniałych nauczycieli. Zawiązały się przyjaźnie na lata, a nawet małżeństwa. Mamy po 36 lat, a mogę powiedzieć, że znamy się 21 lat! To jest niesamowite!
D.B: Często, gdy dzieciństwo nie przebiega poprawnie, odreagowanie przynosi kłopoty. U ciebie też były?
E.R: 
Zero. Nigdy się nie spóźniałam. Sama wstawałam. Na wagarach byłam może dwa razy; raz gdy przyszłam w spódniczce, wtedy chyba pół szkoły wyszło mnie podziwiać, a drugi raz chyba  nie poszłam na rysunek techniczny, bo nie miałam projektu. Papierosy dopiero w ostatniej klasie, a alkohol tak jak wszyscy w okolicach 18-stki. Nie byłam buntowniczką. Bałam się milicji, a potem policji.
D.B: Pytałem o plemiona Indian, plemiona celtyckie, twarde życie nie bez powodu. W pewnym sensie łącznikiem jest walka. Twarda walka, ale czasami nie musi to być walka z przeciwnikiem, ale z rzeczywistością albo samym sobą Czy można pokusić się o twierdzenie, że musiałaś o swoje walczyć?
E.R: 
Jeśli chodzi o walkę to mam nowe powiedzenie (śmiech). Nie jestem zupą pomidorową i nie każdy mnie lubi. Nigdy nie walczyłam ani o uznanie ani o poklask nie zabiegałam. Owszem, lubię bywać w centrum zainteresowania, ale to raczej domena kochliwych strzelców.
DB: Co było pierwsze: tatuaż czy...?
E.R: 
Oczywiście tatuaż!
DB: Jak się zaczęła twoja przygoda z tatuażem?
E.R:
 Pierwszym tatuażem, a raczej nieudolnym korzonkiem była różyczka na lewym przedramieniu. Straszna chała! Ale i tak dumna byłam, że zrobiłam pierwszy krok. Mama tylko spojrzała i wskazała miejsce, gdzie powinnam zrobić sobie tatuaż. Zamazanie tej pierwszej pracy odbyło się już tutaj, w Edynburgu. Potem była kolejna praca i tak już poleciało: ozdobiłam nogi, następnie przedramiona, klatkę piersiową, kark, biodra, ramiona i plecy - choć ta praca jeszcze jest nie ukończona! Ale to z powodu bólu. Tam najbardziej bolało, albo czas był nieodpowiedni? Każdy ma inna strefę bólu i każdy reaguje inaczej. Prawda u kobiet jest taka, że ciało inaczej reaguje na tatuaż przed i po menstruacji. Ale prawda jest też taka, że części zewnętrzne ciała bolą najmniej. Najbardziej wrażliwe miejsca to pachwiny, żebra, piersi, szyja i głowa. Dlatego mam ogromny szacunek dla wszelkich tatuaży w takich miejscach. Jedno z większych wyzwań to czaszka. Trzeba znieść nakłuwanie i drganie przez całą pracę. To jak najgorsza chińska tortura.
DB: Dawniej, aby posiadać tatuaż trzeba było dokonać czegoś wielkiego, wzniosłego albo po prostu okrutnego np: zdobyć wspomniany skalp albo nawet całą głowę. We współczesnym świecie (jeszcze niedawno) też trzeba było się wykazać albo na ulicy, więzieniu albo przynależąc do gangu. Dzisiaj każdy może zrobić sobie tatuaż, gdzie chce, kiedy chce i jaki chce. Kiedyś tatuaż coś oznaczał a dzisiaj?
E.R:
 Pierwszy tatuaż w jakim się zakochałam był mojego wuja. Stara szkoła, którą miał z wojska. Wzór straszny, ale opowiadał mi o tym jaki wycisk dostał po jego zrobieniu. To było coś! Drugi, który zrobił na mnie wrażenie to trzy gwiazdki u mężczyzny wynoszącego śmieci! Wiadomo ile spędził czasu w zakładzie karnym. I trzecia grupa szacunkowa to ludzie, którzy czerpią zyski ze swego hobby, czyli tatuatorzy. Maszynka to nie ołówek z gumką. Tuszu nie można wymazać gumka! Ostatnio wielki plus dla mnie maja młodzi potomkowie osób, którzy przeżyli Holocaust. Młodzi Izraelczycy tatuują sobie numery obozowe dziadków. Wspaniała inicjatywa. Obecnie, jeśli chcesz dobry tatuaż to dajesz z siebie wszystko czyli czas, pieniądze i ciało, albo idziesz za modą, ale wtedy wychodzą motylki, psy i koty lub imiona ukochanych na karku, ewentualnie przynależność państwowa lub klubowa. Jeśli jest się na serio z tatuażem to robisz to dla ulepszania swego wnętrza. Wszak, ty, to świątynia, więc dlaczego by nie ozdobić ścian!
D.B: Nie rozumiem. Tatuaż robi się dla ulepszenia własnego wnętrza, czy miałaś na myśli, żeby to wnętrze uzewnętrznić?
E.R:
 Nie, raczej nie. Nie robię się przez to ani lepsza ani atrakcyjniejsza, no, możne mnie trochę dziary bronią (śmiech) poprzez zaklinanie. Ale dorabianie jakiejś szczególnej ideologii raczej nie! Nie czuje się wyróżniona, że mam tatuaż, i że jestem lepsza od innych. Nie, to nie leży w mojej naturze. Wszak ludzie są z natury dobrzy.
D.B: Jednak, wciąż mnie zastanawia dlaczego?
E.R: 
Kochany, jak raz zaczniesz to nie przestaniesz, to jak papierosy albo chodzenie po bagnach, a bagna wciągają. Jak raz się zacznie to trudno przestać. Reakcja na ból oraz samo zaangażowanie w projekt. Wybór tatuatora i chęć sprawdzenia jego na sobie. Potem realizacja, aż w końcu duma, że jest następny tatuaż. To adrenalina spowodowana chęcią coraz większą ilością tatuaży. To podnieta na nowy wzór, obmyślanie, konsultacja z tatuatorem, sposób wykonania, to jest cel.
DB: Mogłabyś opisać swoje tatuaże?
E.R: 
Szczególne upodobania mam w maskach i kobietach, te znajdują się na prawej ręce. Strona zewnętrzna to moja pocahontas jak to znajomi określają lub Matka Boska z opaską i cierniami. We wnętrzu jest twarz z szufladkami. To ukłon w stronę Dalego, bo mnie nie można zaszufladkować, a z szafy też już wyszłam. Symbol lambdy i napis Born this way. U góry po stronie przeciwnej kwiaty, lilia czyli czystość i pnącza, że czasem też błądzimy. Banda cierniowa, a na karku symbol Re. To akurat pierwsze litery imienia i nazwiska i taki ukłon w stronę Egiptu i techniki prac bardzo dobrego tatuatora Toffiego. Plecy to feniks, a ten powstaje z popiołów. Lewa ręka to sowa z kompasem czyli cierpliwość plus miłość do podroży. Siła smoka z ciepłem słońca to wyżej. Na sercu leci wesoło świnka, to chiński znak żony. A na przeciw na lewej nodze syczy mój znak węża. No i kwiaty: hibiskus lub róża chińska dość subtelnie i chryzantem czyli wieczność. To mój ulubiony kwiat ale niedoceniany przez niektórych i kojarzony przede wszystkim ze Świętem Zmarłych. Lewa noga to Futura. Dwie postacie złączone pępowiną. I postać gorgona z burzą węży zamiast włosów, za to z twarzą Madonny. Prawa noga idąc ku górze to postac smutnego anioła w oknie gotyckim z lukiem przyporowym, manswerkiem i rozeta. Gotyk i katedry to mój ulubiony temat. Z racji magisterki i jako stylu w architekturze. Pośrodku klepsydra z refleksami światła. Free hand, ale jaki zręczny temat. Po stronie wewnętrznej jest natomiast figura pól anioła, pól złego. Dalej zwiędłe liście, a pośrodku, to temat z zamku św. Anioła z Rzymu. To pomysł z wyjazdu do Rzymu i okładka do książki i filmu Anioły I Demony. Pośrodku oko opatrzności w glorii. Na udzie mój faworyt. Głęboko schowany i najlepszy. Portret Marlene Dietrich zmanierowany z papierosem w ustach i cylindrze. Słowem samo zło.
D.B: Czy mogę zapytać o miejsca intymne?
E.R: 
Możesz, ale tam nie mam zakusów. Za intymne sprawy. Poza tym bardzo boli, no i trzeba znaleźć odpowiednią osobę do projektu. Raczej szanujący się artysta odmawia tego typu prac. No wiesz, gdy pracujesz na penisie, to dla faceta hetero trzymającego obcego penisa w rekach i ciągle nabrzmiałego, to chyba trochę krepujące.
D.B: Powiedziałaś, że pierwszy był tatuaż, a żona? Czy twojej żonie podobają się tatuaże?
E.R: 
Bardzo, jest zagorzałą fanką. Gdy do mnie pierwszy raz przyjechała od razu zafundowała sobie tatuaż. Zresztą sama jest szczęśliwą posiadaczką kilku, a że jest tak samo zaangażowana, więc wzajemnie sobie doradzamy i wybieramy wzory. Tak, tatuaż był pierwszy. Kobiety były później. Pierwszy poważny związek był na studiach. Jednak ku uciesze wszystkich skończył się 2 lata po ich ukończeniu, a wyjazd na emigrację ostatecznie uciął znajomość. Pierwszym krachem był wyjazd do Niemiec do pracy. Ale dopiero tutaj w Szkocji zaczęłam nowy etap w życiu, i od razu wiedziałam, że musi to być dziewczyna z Polski. Dlaczego? Każdy chyba zna odpowiedz. Szybko po przyjeździe poznałam żonę.
D.B: Chciałem zapytać o stopień tolerancji. Powiedziałaś, że pierwsza dziewczyna była w Polsce, później wyjechałaś do Niemiec, a teraz mieszkasz w Szkocji z żoną. Jakie są różnice między tymi krajami w postrzeganiu osób o orientacji homoseksualnej?
E.R: 
W Niemczech byłam za krótko. Wiedziałam, że nie zapuszczę tam korzeni. Dlatego ani nie chciałam się wiązać ani nikogo nie szukałam. Tak naprawdę, Niemców bardziej od homoseksualizmu interesują problemy i trudności związane z ludnością etniczną, a także problemy z walutą Euro. Różnorodność kulturowa miała łączyć społeczeństwo ale okazało się, że to nie działa. Poza tym, Niemcy nie mają problemu z orientacją seksualną określonej grupy obywateli. Oczywiście w naturze społeczności zawsze znajdzie się przyzwolenie na dowcipy czy uszczypliwości, ale poprawność polityczna zabrania mieszania się w intymne sprawy drugiej osoby. Zresztą w Szkocji jest tak samo. To nie jest problem osoby homoseksualnej, a osoby, która z powodu jakieś tam ideologi nie przyjmuje do świadomości odmienności nie tylko ideologicznej ale  odmienności jakiejkolwiek, w tym homoseksualizmu.
W środowisku polonijnym temat homoseksualizmu wygląda dość skrajnie, bo albo jest się dobrym, albo jest się złym. Nie ma nic pośrodku. Niektórym Polakom brakuje tego fermentu różnorodności,  o wiedzy na temat homoseksualizmu nie wspomnę. Polska w tym wymiarze odstaje dość znacząco od reszty świata. Postulaty katolickie powodują, że Polsce bliżej jest do średniowiecza niż do sąsiadów zza Odry. Zastanawiające jest to, że bardzo katolicka Portugalia jest bardziej ucywilizowana w kwestii homoseksualizmu, niż zdawać by się mogło rozmodlona Polska. Przypomnę tylko, że osoby tej samej płci mogą zawierać małżeństwa w Belgii, Holandii, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, a od połowy czerwca ubiegłego roku także w Danii. Spoza Unii Europejskiej, w takich krajach jak Islandia i Norwegia również istnieje możliwość wiązania się osób homoseksualnych. W wyżej wymienionych krajach – z wyłączeniem Portugalii – możliwe jest także wspólne adoptowanie dzieci. W takich krajach nikt nie potrzebuje akceptacji, bo ona po prostu istnieje. Poza tym, my homoseksualni, nie potrzebujemy na siłę ani respektu ani tego, żeby nas ktoś lubił. To jest nasze życie i jednego czego oczekujemy to spokoju i jako obywatele równouprawnienia.
D.B: Czy w związku z twoją orientacją seksualną miałaś jakieś nieprzyjemności?
E.R: 
Generalnie nie, żadnych. Raczej zdziwienie. Czasem pytania. Chociaż wiem, że za plecami obgadują, ale co tam myślą już mnie nie obchodzi!
DB: Czyli nie masz jakiś bezpośrednich komentarzy w stosunku do swojej osoby i twojego związku?
E.R: 
Takie pytania są nie na miejscu i staram się omijać dyskusję, a jeśli nawet pojawiają się pytania to, jest to zbyt intymny temat, żebym chciało ochoczo o tym rozmawiać. Nikt nie ma prawa wchodzić z butami do mojego łóżka, a ludzi, którzy opowiadają o swoich wyczynach po prostu nie szanuje. Chełpienie się wyczynami i zrzucanie na karb tego, że: życie jest krótkie, że lata lecą, że nie ma czasu, że trzeba brać do łóżka wszystko jak leci, uwłacza nie tylko rozumowi, ale i godności ludzkiej. Rozmowa ze Szkotami jest krótka, natomiast z Polakami zaczynają się podchody. Zawsze jest jakieś ale.
D.B: Znośniej żyje się ze Szkotami, niż z Polakami?
E.R: Tak, zdaje się, że życie tutaj w Szkocji jest znacznie znośniejsze, niż w Polsce. Trzeba trzymać się słów Aleksandra Wielopolskiego, który był sceptyczny wobec rodaków. Dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy. Stereotypy trudno przełamać. Tym bardziej, że często „KK” swoimi atakami na odmienność określa jako uzasadnione i usprawiedliwione. Mentalność, kompleksy, podatność na manipulację generują taki stan rzeczy. Człowiek jest tzw. zwierzęciem stadnym i boi się często mieć inne zdanie niż większość otoczenia. Zwłaszcza, że nierzadko grozi mu swoisty lincz za tą odmienność poglądów. Dzielą nas lata świetlne od krajów zachodnich, gdzie nikomu nie przeszkadza widok pary nie hetero na ulicy. Zaledwie 10% Polakow  stac na otwartosc a przekonanie reszty do swych postulatow to trudna droga. Najlatwiej jest okreslic kogos po wygladzie zewnetrznym. Tak lepiej i bezpieczniej dla konserwy prawicowej.
D.B: Zaściankowość, hipokryzja, zazdrość, a może mesjanizm?
E.R: 
Tak, to walka z polską nieomylnością i znaniu się na rzeczy lepiej niż ktokolwiek inny. Prawda jest jak dupa, jak mawiał klasyk, każdy ją ma, tylko, że Polacy na tej prawdzie znają się oczywiście lepiej. Jednak nie przyznawanie się do porażek, próba wywyższania i oceniania wszystkiego jak najgorzej, przeraża w Polakach najbardziej. Dodatkowo malkontenctwo  i przeświadczenie, że Polska jest Chrystusem narodów na dłuższą metę męczy! Największą chyba pomyłką jest emigracja ludzi o ugruntowanym prawicowym pochodzeniu. Ale przypominam, że tutaj jest Szkocja! Kraj otwarty i tolerancyjny. Tymczasem Polacy zamykają się w polskich gettach, a następnie szukają winnych chaosu w świecie, rzecz jasna po swojemu. Dodatkowo przygnębiająca jest Polska zazdrość. Jeśli coś mnie się nie udało to, dlaczego komuś innemu ma się udać? No i tłumienie marzeń i ciągle wojenki podjazdowe toczone w środowisku polonijnym. Nie mówię tu o zjednoczeniu emigracji, bo to utopia, ale wyłuskanie chociażby jednego swojego lidera do reprezentowania naszych interesów byłoby naszym wspólnym sukcesem. Niestety, Polacy jednoczą się tylko wtedy, gdy ktoś ich...
D.B: Polacy, Polska, to dziwny kraj? Jakbyś skomentowała niedawne głosowanie w sprawie legalizacji związków partnerskich?
E.R: 
To był najsmutniejszy dzień dla demokracji. Morze jadu i zaciekłości wylatującej z gęb katoterrorystów, którzy próbują narzucić swoją wizję społeczeństwa. Prawicowcy  przywdziewają postać owiec, gdy w rzeczywistości są zdeprawowanymi oszustami. 3 ustawy o wynagrodzeniu przeszły bez echa, drugą o związkach partnerskich odrzucono, a 3 o przywróceniu funduszu kościelnego po cichutku uchwalono! Wielu gorączkuje się „pedałami”, a nie patrzy co tak naprawdę weszło w życie. To dodatkowe pieniądze wyrzucone na kościół. Podczas gdy pary żyjące w konkubinacie mogłyby spokojnie rozliczać się i przynosić gospodarce dochód. Rząd wypiął się na obywateli, ale przynajmniej pokazał swoje oblicze. Rozgoryczenie z traktowania ludzi i dzielenie na kategorie, odbije się niezadowoleniem społecznym w następnych wyborach. Zostaliśmy okłamani. Jest mi strasznie smutno, tak jak i większości niezadowolonych Polaków. Mam nadzieje, że idąc tropem choćby Czechów ustawa przejdzie choćby i w 5 głosowaniu. To niedopuszczalne by 60 - letnia singielka o dewocyjnym spojrzeniu wraz z 63 - letnim małym i osieroconym ostatnio przywódcą nakazywali każdemu jak ma żyć! Pospólstwo i małomiasteczkowość dały znać o sobie. Mnie pozostaje pluć jadem, zaciskać groźnie brew. Współczuć rodakom i popierać deklaracje rozpowszechniane na FB.
D.B: Ela Rygas, a raczej „Ciocia, same zło” nie przebiera w słowach. Skąd wzięłaś pomysł, aby tak się określać?
E.R: 
Pierwotnie miało być Dzieje Grzechów Świata. To wcześniejszy performance pisany w formie listów do przyjaciół. Potem Eluta, ale to było za krótkie. Następnie miało by Matka, bo jak matka dobre rady daję i żywność i wikt. Jednak rola Matki mnie przerosła. Nie jestem tak opiekuńcza jak większość matek. Więc padło na Ciocia, bo z nią nie ma pitu pitu, i wchodzenia między wódkę a zakąskę! Słowem Ciocia, samo zło! (śmiech). To i tak lepsze niż nazwa np.: Klub mola książkowego.
D.B: Reasumując: Ciocia, same zło!, z mocnymi tatuażami na 60% ciała, a do tego żonata lesbijka to...
E.R: 
Życie to żart! Nie można być takim samym. Nie można być nudnym. Moja matematyczka kiedyś mocno zdenerwowana wyrzuciła z siebie: „a jakbyś zjadła pól kilo kiełbasy i pól kilo kaszanki to co, zerzygałabyś się?!” Ja ani nie zachęcam do zerzygiwania się ani na mnie ani tym bardziej na siebie, ale wyrzucić z siebie to, co zalega w głowie i ciele jest zdrowym podejściem. Po ablucji czujemy się czyści. Mnie nie przeszkadza ani to, że mam tatuaże ani to, że jestem lesbijką, a że większość utożsamia lesby babochłopy o groźnym spojrzeniu, w dodatku wydziarane, to jego problem. Ciocia, same zło!, jak każda ciocia, dba, żeby było dobrze, bo jednak ludzie są z natury dobrzy, nawet jeśli powierzchniowo (redakcja celowo usunęła słowo), nic na to nie wskazuje.
D.B: Zapomniałem zapytać o twoje hobby, ale może następnym razem? Dziękuję za rozmowę.
Ale chetnie odpowiem. Hobby z zona mamy wspolne. Obok tatuazy tematu dominujacego w rozmowie sa podroze. Jestesmy gleboko nieszczesliwe, gdy dluzej posiedzimy w domu. Umrzec i nie widziec Akropolu czy Rzymu- dla nas bylo by to  tortura! Wreszcie wypady na koncerty i spotkania. Jednym slowem utracjuszki.

Thursday, 31 January 2013

teorii spiskowych ciag dalszy

Anatomia upadku VS Katastrofa w przestworzach-Smierc Prezydenta.
Pierwszy to film Gazety Polskiej i Anity Gargas drugi Telewizorni National Geographic.
Pierwszy lapie za serce i targa nerwy drugi po lebkach, dla chyba hamerykanow.
Pierwszy oprocz oczywiscie teorii spiskowych i mordy Macierewicza to takze tragedia rodzin. Skup zlomu, kradziez czesci, relacje swiadkow mowiacych co innego niz komisja, rozpierdol pod niby hangarem. I wreszcie te dochowki. Nie pogrzeby i identyfikacja zwlok lecz dochowki szczatkow bliskich. To chyba jest najgorsze co moglo sie przydarzyc rodzinom i bliskim. Nie mowie tu tylko o tej katastrofe ale i o kazdej gdzie to sie staje. Wiadomo,ze nie wszyscy tam byli prawicowi, lecz i obsluga i ochrona tez.



45 minutowy niby dokument National Geographic- dobrze tylko wyjasnione jak aparatury mierza podloze i badaja realne odleglosci od walow ziemskich wzgledem polozenia samolotu   a potem to pukanie?...cofanie wysokomierza i obecnosc kogos, kogo nazywaja dyrektorem??? w kokpicie? Odkad obsluga lazi po pokladzie podczas podejscia do lotu? Gen. Gagor byl tez w kokpicie, wszyscy trzesli portkami. Dlaczego nie okraszono filmu wypowiedziami choc troche zblizonymi do tego co zarejestrowaly rejestratory- wszak to byly same kurwy! A co bedzie jak nie wyladuje? hmm mnie jako kapitanowi utna pensje. Nic to - a choj tam ladujemy!

na koniec ciekawostka, zebyscie nie trachali nosami, ze cos? ze politykieruje! a wiecie co- ciocia to widziala samolot prezydencki TU 154 na rzymskim lotnisku Ciampino

Sunday, 27 January 2013

wkorw i bezsilnosc

dziki moment po odrzuceniu projektu o zwiazkach partnerskich. na uspokojenir ta piosenka.

Wednesday, 23 January 2013

samsara

http://www.alterkino.org/kultura_media/samsara/

SAMSARA- to ciagle powtarzanie sie, przeplyw zycia. Od narodzin do smierci. Film po Baracce drugi i tak samo zjawiskowy. Muzyka Dead Can Dance i spiew Lisy Gerrard. Zero slow tylko obraz i muzyka. Dokument byl krecny 5 lat! Na tasmie 70 mm, zeby widza polechtac? nie raczej, zeby wszystko zobaczyc. 25 krajow odwiedzonych przez filmowcow dalo o sobie znac. Kochani - zakochacie sie w tym obrazie! Po pierwsze plod ludzki a zaraz Otzi- zmumifikowane najstarsze zwloki (wytatuowane zwloki). Jak widzimy fawele to od razu kamera przenosi nas do bogatych willi. Jesli straszna bieda i brak wody to z drugiej strony sztuczne wyspy Emiratow Arabskich. Jesli widzimy fabryke skladania zelazek to zaraz potem rozbieranie elektroniki i recycling. Jesli fabryka pistoletow to z drugiej strony buszmeni z kalachami i rodzine amerykanska gdzie dziewczynka trzyma rozowa spluwe? Te trumny w ksztalcie... pistoletu? czy samolotu? Ludzie to maja fantazje???
Jestem tak zainspirowana tymi obrazami, ze nie chce tu siedziec! Ja chce do Petry!
http://barakasamsara.com/
tu jest oryginalna strona projektu Rona Fricke-sami sie zakochacie

Drugim aspektem co dzien gwalce to ksiazka Krzysztofa Wargi pt. Trociny. Najnowsza i najlepsza powiesc Wargi. Pamflet na wspolczesnosc. Swoisty Adas Miauczynski lat 90-tych. 50 -cio letni komiwojazer Piotr Augustyn kursuje pomiedzy Poznaniem, Wroclawiem a Warszawa. Meloman jak Hanibal Lecter. Wielbiciel muzyki sakralnej. Frustrat, ktory obrzyguje normalnosc. Obnaza nasze zachowania i nasze pochodzenie! zreszta kochani przeczytajcie ten fragment!


Wiejskosc z nas wychodzi- no i jak mam sie z tym nie zgadzac?
Obok ksiazki Krzysztofa Wargi jestem zakochana w literaturze i osobie mlodego pisarza Jakuba Zulczyka.
Wszyscy jestesmy wiesniakami. http://m.onet.pl/styl-zycia/facet/meska-rzecz,eh6lc

Wszyscy chcemy mieć dobry gust. Wszyscy lubimy udawać, że go posiadamy. Co więcej, bardzo duża część rynku kultury przeznaczona jest dla osób, które chcą poudawać, że mają dobry gust. Młodych ludzi, którzy udają, że mają dobry gust, nazywa się hipsterami. Starszych, którzy udają, nie wiadomo, jak się nazywa, ale to są właśnie ci ludzie, którzy kupują książki Jerzego Pilcha i aktualnych noblistów, słuchają audycji Marcina Kydryńskiego, chodzą trzy razy w roku do teatru, a raz to nawet przymuszą się do opery. Oczywiście, byli na nowym Woody Allenie, ale po wyjściu mówili że jest raczej niedobry, bo przecież tak napisał krytyk z Gazety Wyborczej, z którym lepiej nie polemizować, bo jeszcze wyjdzie się na durnia i tyle będzie.

Polska, kraj, który gdy tylko istnieje na mapie, usilnie próbuje się europeizować, składa się w większości z ludzi usilnie chcących wyciosać z siebie dobry gust. Bezpieczny, ciepły, mieszczański, płynący mięciutko jak płytka Stinga z orkiestrą - ale w powszechnym mniemaniu dobry. Niestety, ale prawda o nas jest trochę inna. Ta prosta prawda mieści się w liczbie - 37 milionów. Tyle obejrzeń na Youtube ma, gdy piszę te słowa, teledysk zespołu Weekend. Zespołu, który w 2012 roku udowodnił nam bez pardonu jedno - wszyscy, jak jeden mąż, jesteśmy wieśniakami.

Możemy się napinać ile chcemy. Możemy pochłaniać kilotony kultury i wydawać na nią niewiadomo ile pieniędzy. Możemy nawet udawać sami przed sobą, że w domowym zaciszu, popijając białą herbatę rozpływamy się w fotelu zanurzeni w fugach Bacha. Wystarczy jednak drobne spotkanie towarzyskie, parę kielichów wysokoprocentowego alkoholu, i już do laptopa z odpalonym YouTubem ustawia się rozochocona kolejka, w której każdy tak naprawdę chce włączyć to samo. "Ona tańczy dla mnie" radośnie wymiesza się w ciepłym i przyjaznym jak niedzielny rosół sosie razem z "Konkiem na biegunach", "Jesteś szalona", "Miała matka syna", oraz kilotoną polskiej popowej siermięgi z lat osiemdziesiątych. I nie mówię tutaj o poprawinach w Grzybowicach, mówię o kulturalnej imprezie wesołych mieszczuchów w samym sercu Polski. Mówię tutaj chociażby o własnych sąsiadach, którzy podobną mieszanką przebojów torpedują co weekend całą kamienicę na warszawskim Mokotowie.

Gdzieś głęboko, w sercu każdego z nas tkwi prosty, polski gust. Czy tego chcemy, czy nie, to wódka i bigos są naszym kodem kulturowym, od którego nie ma żadnej ucieczki. Oglądałem kiedyś dokument o disco polo, w którym Sławomir Świerzyński, lider zespołu Bayer Full, który sprzedał najprawdopodobniej najwięcej nośników w Polsce, mówił o tym, że muzycznym krwiobiegiem każdego Polaka jest rytm polki. Piosenka napisana w tym metrum chwyci zawsze. Mówił o tym z rozbrajającą szczerością faceta, dla którego disco polo było sposobem na utrzymanie rodziny, i który z zawodu był stroicielem fortepianów.

Zaakceptujmy to w sobie i nie wypierajmy tego na codzień. Naturalny rytm naszych nadwiślańskich organizmów pulsuje w rytmach ludycznych przyśpiewek. To nasza główna, a praktycznie jedyna muzyczna tradycja - przecież wszystko inne mieliśmy zapożyczone. Jesteśmy dziećmi oberków. Urodziliśmy się na odpuście. Wystarczy odpowiednio skoczny kawałek ze zgrabnie dopasowanym tekstem, w którym chłopak dziewczynę kocha i tęskni, serce miłością płonie a najpiękniejszy sen spełnia się, abyśmy rzucili się w pijany, ekstatyczny tan. Możemy spędzić lata w wielkomiejskich klubach, a i tak najlepiej będziemy bawić się na wiejskim weselu. I to my, właśnie my - nie jakiś drugi, fantomowy naród, pochowany w tych miejscach, które wypełniają mapę Polski pomiędzy miastami wojewódzkimi - nabiliśmy te 37 milionów obejrzeń. Możemy latami produkować muzykę która lepiej lub gorzej będzie próbowała nadgonić Zachód. Jak będziemy mieli szczęście, za parę lat objawi się kolejny Ciechowski lub Nosowska. Ale zawsze w naszych sercach - co by się nie działo - on będzie kochał ją, a ona będzie tańczyć dla niego. Póki Polska będzie Polską.

Tu cioci nasowa sie tez na mysl zespol Weekend i przeboj Ona tanczy dla mnie. Wszyscy zaczeli o tym nagle mowic. Na jutjubie miliony odtwarzan. Co to? I pelno memow. No tak. Disco polo wraca. Ok. Piosenka jak piosenka. Zespol tez. Regula potwierdza ...rytm, wokalista, klawiszowiec, dziewczyny. Slowa jak to slowa ani nie madre ani nie glupie. Raczej nie uznalam jako disco polo jako normalna piosenke moze i nawet lepsza w tancu jak i reszta przebojow disco co sie blysko. Pierwszy raz slyszlam Ona tanczy dla mnie jako wariacje swingowe- i co? widac, ze glos przetrenowany, muzycy po studiach, znajacy sie na rzeczy!!! i na pewno lepsiejsi niz na sile promowani Dzastiny Bimbry czy inne podlotki.
Nie bede przytaczac Wam zespolu Weekend ale artyste utalentowanego, ktory robi z gowna rodzynek! CeZik bo tak sie ten pan nazywa wraz z zespolem robi takze i inne przerobki. I co mozna czerpac inspiracje - no mozna!  Tutaj CeZika genialne wykonanie Te ostatnie niedziele.  Powiem Wam, ze chyba gangsta rap niedziela  jest najlepsze. Brawa za pomysl i odwage. A kora niedziela Wam sie podoba najbardziej?
Do czego zmierzam tak sie zlozylo, ze w ten sam dzien. Program 4 PR promowal utwor Bozenka zespolu Figo Fagot.
http://www.polskieradio.pl/10/483/Artykul/753439,Jak-Bozenka-podbila-polskie-kluby-i-internet
Owszem dwaj zalozyciele tej formacji zaistnieli przy produkcji filmu Figo Fago i z uczestnictwa w Festiwalu Tworczosci Zenujacej. Koniec taki dlaczego na jedno sie obrazamy a na drugie nie? Jedno ma na wstepie uwielbienie w masowym radio a drugie juz na starcie jest ganione? Pierwsze raczej o nijakiej niby goracej milosci drugie pelne wulgaryzmow rzepienie. Zaraz powiecie aaa ciocia to co- gadajaca glowa. Sama pierdoli glupoty i ma jeszcze zwolennikow albo drugich co wyslyjaja messowe fochy na ciocine utarcie nosa messowym ludziom. Jakie spoleczenstwo takie i piosenki. No juz chyba taki swiat pokrecony i pokrecone umysly me)

Monday, 21 January 2013

blue monday z ulala-la i tico-tico

Dzis Blue Monday czyli najbardziej depresyjny dzien w roku. Postanowienia niby mialy nastapic nic nie wyszlo. Wyplata nie ta. Pogoda nie nastraja i dopadaja zle wiesci. Ranek cudowny. Tylko za duzo sie nie modlilam i wyszedl snieg. Paskudne opady nie wiadomo czego? raczej tylko do siedzenia w domu sklaniajace.
Wiec znow dwor kombinuje. Nie maja strategii na rok i zaczynaja krecic znow ze zwolnieniami. Sytuacja stresowa. Znowu straszenie o produktywnosci, podazy, absencji. Wg cioci mogli by sie wziasc za abstynencje wsrod zalogi. Sytuacja powtarza sie od roku. Zaczyna pojawiac sie zgrzyty i niepewnosc. Instytucja Zony odrabia godziny a ja wraz z Nia. przeciez w te pogode nie rusze sie sama.
Dobrze, ze projekty jeszcze nie ukonczone i czeka duzo roboty to glowa czyms zajeta. Co dzien reprymenda od Instytucji Zony ze przeginam.
Doslownie przeginam, bo zawsze ktos tam czegos chce i wiecznie na necie siedze. Wczoraj juz podstep. Powylaczane wszystko to co ma Wi-Fi i poswiecenie czasu Zonie.
Kolejna inspiracja zycia ciocinego - Urszula Dudziak. Dzis plytoteka i Jej nowa ksiazka pt. Wyspiewam wam wszystko.

                                                      Wyśpiewam wam wszystko - Dudziak Urszula
http://www.empik.com/wyspiewam-wam-wszystko-dudziak-urszula,p1046102730,ksiazka-p
Nie wiem czy pierwsze przyszlo Papaya czy uwielbienie Nju Jorku i podroze. Chyba nade wszystko to ze ma sie 68 lat i mozna miec taaaakie slonce w glosie? i zawsze usmiech na twarzy!
Anegdoty o milostkach, zyciu i karierze sa wielko uczta dla kazdego czytelnika. Musicie i Wy sie z ksiazka zaznajomic. Wiadomo kto rozkrecil juz automat telefoniczny w szwecji i telefonowal na monete na nitce? i kto mial romans z Jerzym Kosinskim. I chyba bez krepacji Dudziak opowiada o One Stand Night czyli przygoda na jedna noc z facetem. Autobiografia na piatke z plusem. a moze to spowiedz?
Chwyta za serce mnie co dzien pani Urszula tym swym usmiechem i tymi wpisami  na Fejsie. I wiecie co!!! napisze do Niej z prosba o turnee na Wyspach moze sie kiedys pomysli.
aaa i Pani Urszulo Amsterdamski Schiphol tez bedzie moim ulubionym;-)
http://urszuladudziak.pl/#/home
a  sluchane We dworze na przemian dyskografia Urszuli Dudziak lub Swing Republic na przemian z Sound Nomanden i Swingrownes.

Troszeczke psychodeli nie zaszkodzi. HOLY MOTORS z genialna Eve Mendes i ... Kyle Minogue. Francuski film fabularny z 2012 roku. fantasy- z domieszka grozy. Tajemniczy pan Oscar jezdzi limuzyna po Paryzu wcielajac sie w kolejne role, zebraka, platnego zabojcy, bankiera, ojca, stwora ze swiatelkami?? i starca??? Film tak dziwny, ze nie wiadomo o co chodzi. Limuzynka kieruje Celine. Co do tresci to ze streszczenia. Co najwazniejsze uroda aktorek i Paryz. Paryz noca i co najciekawsze podziemia i kanaly przy Sekwanie i kanaly i przejscia  pod cmentarzem Pere Lachaise. Warto zobaczyc!!!
http://www.imdb.com/title/tt2076220/

holy-motors.jpg
http://www.newyorker.com/online/blogs/movies/2012/10/leos-caraxs-holy-motors-reviewed.html

Sunday, 20 January 2013

wyjasnienie poczty


Potrzebuje chwili. Chyba zmeczona jest ciocia. Tymi chorobami. Instytucja Zony juz trzeci raz jest chora. W piatek podreperowanie domu tzn porzadki i stawianie baniek. Przyznam, ze w tym zakresie Instytucja jest lepsza.
Zadanie zostalo wykonane. Przepisy ludowe i znachorstwo zdaly egazmin. Co prawda zimowa aura nie nastraja do niczego tylko do tepego egzystowania. Jesli sie cos chce to na krotka chwile. I przechodzi chce do czynienia dobra. Misji niemozliwej jak wiadomo. A moze jestem zmeczona tym, ze nie bylo urlopu podczas minionych Swiat?
Faktem jest, ze trzeba Wam wytlumaczyc dlaczego cioci nie bylo tak dlugi czas w listopadzie i grudniu. Ano to, ze pracowala intensywnie na zycie. Instyyucja Zony tez. I tak pracowalysmy na Poczcie tutejszej a raczej w magazynie. Praca to sortowanie paczek, przesylek i listow. Praca od 19 listopada do 24 grudnia. Zmiana nocna od 10 pm. do 6 am. 6 dni w tygodniu a nawet 7 raz sie zdarzylo. Z tym, ze  zmiana sobotnia byla 10-cio godzinna??. I wychodzilo tylko, ze niedziela wolna. Mialysmy dociagnac do 24 ale wlasnie ale nie dalysmy rady. Choroby najpierw zmogly Zone a potem zmeczenia. Mnie zmeczenie. Na nogach czasem 19 godzin.
Dwa pierwsze tygodnie byly rzeskie. Naprawde spokojnie. Pod koniec zaczal sie ukrop i mowa ze paczek bylo milion bylo grubo zanizone. Przesylek bylo 2.2 miliona. I tak zaczynalysmy zmiane o 10 o 9 pobudka. praca do 6 rano. Szybki prysznic, sniadanie do pracy. Popakowanie obiadu i praca do minimum 15.00. Powrot do domu. Toaleta by przespac tak ok 6 godzin do 9.00 i tak jakos lecialo. Poniedzialek, wtorek, sroda jakos lecial ale czwartek i piatek to juz byla meczrnia. Ok polnocy z piatku na sobote pffufff
Praca na listach byla nuzaca. Lepsze paczki za to czas lecial szybciej i co by nie mowic targanie workow i koszykow, pchanie wozkow odbilo sie na kondycji. Najgorsze to bylo chyba to, ze nad rankiem gdy cialo rozgrzane trzeba bylo zapierdlac z tymi wozkami na rampy w magazynie by wyjechaly samochody w teren. Pracowalysmy glownie na paczkach w okregu jakby to powiedziec szkockim.  Paczki czasem ciezkie czasem lekkie. Tylko przezucanie z wora do wora. Z pojazdu na wozek. Troche lapy wyrwane z ramion( I jakby nie mowic robota spoko tylko pytanie czy jak tak wyglada praca caly rok to ja juz z miejsca dziekuje Dworowi i ide na poczte. Po prostu ochronka. Praca, zmiany, wolne, liczna urlopu i co tu kryc pieniadze. Wierzcie mi, ze jak ujrzalam parking to wierze w te socjalne panstwo.
Dzieki temu pozbylam sie dlugu, ktory jak makaron z Radomia ciagnal sie jak po dupie.
Przez te nocki poznalam wszystkie piosenki Ruchanej i innych wartosciowych wykonawcow. Kto sie dorwal do odbiornikow ten byl panem. I tak glosniki mialy przeglos i tak jak konczyla sie jedna piosenka to w ostatnim glosnikubylo dokonczenie piosenki. Uff. Czasem byla to sieka techno. Czasem nawet normalna stacja nadajaca lata 80 i naprawde penej nocki z niedzieli na poniedzialek byla do wytrzymania. Te nocki niedzielne byly zazwyczaj obowiazkowe.
Ludzie
Ludzie tymczasowi. Nacji ciemniejszej. Kurwa nygusy, lenie i cwaniacy. Czarni zwlaszcza z jednym nawiazalam szczegolny kontakt. Bowiem razem spiewalismy wszystkie standardy swingu, rock&rolla i soulu. Dziwil sie nasz bohater, ze polska dziewucha moze byc tak szalona i znac i lubiec jazz, soul? Niespotykane. Bowie te jego znajome Goski chyba raczej nie przywykle do Arethy F..
Innu czarni spali. Tak przysypiali jakos? Najgorsze spojrzenia czarnych dziewczyn snujacych sie bez powodu wte i wewte? Do ubikacji, do magazynu do ubikacji, na korytarz? w sobie tylko wiadomym celu. Cecha wyrozniajaca byly wlosy lsniace pomaga w ktore wkladaly zapinki ? szpilki? ktore wyciagaly i drapaly sie zapamietale po glowie! Czsem wygladaly jakby mialy wbudowana antenke w glowe/?Nie wiem. Czy byly jak Wi-Fi sterowane odgornie?
Najfajniejszy byl Hiszpan z Madrytu Jezus. Com kiedys pisala. Bardzo facet optymistycznie nastawiony do zycia. Po przejsciach. Z bialaczka, ktora zwalczyl. Po szcesciu jakie dal swej przybranej corce Coralinie. Po opuszczeniu slonecznej Hiszpanii. I po tym, ze zrezygnowal ze swej pracy na rzecz swojego przyjaciela/ Bosze, zeby miec choc jego checi do zycia. Jego egzaltacji. I pomimo przeciwienstw losu byc tak optymistycznie nastawionym do zycia. Byl on moja inspiracja. Jak to sie mowi. Zylam z Jezusem.
Szkuciury od fajnych jak np. Lysolek. Bardzo do siebie zapalalismy przyjaznia. Facet- raczej gawedziarz, mozna by powiedziec wyglad satyra. Za to bardzo pozytywnie nastawiony do wszystkich.
Niektorzy bardzo zapuszczeni. Zarosnieci a z twarzy widac bylo, ze przetrwali GULAG, Oswiecim i 3 wojny swiatowe. Zmeczeni zyciem i uzywkami??? Spojrzlam kiedys na metryki na tym fejsie a tam, ze to rocznik 88?? Ludzie?
No i te przepuszczanie kasy na uzywki? Bezcenne.
Polacy zmeczeni zyciem. Nie usmiechnieci, wymieci? Do dupy. Z krzywa morda? bez checi wspolpracy i bez Sorry ale...
Byly tam mlode Polki co prowadzily sie z czarnymi chlopcami o urodzie kenijskich biegaczy. Sytuacja ta nie byla normalna dla innych czarnych dziewczyn pracujacych takze z nami. Te panny mowic ogolnie chcilaly wydlubac bialaskom slepia.
Obok na byl tez w grupie Philip uciekinier z Londka. Bardzo fajny starszawy gosc, ktory chcial dorobic sobie do swiat na prezenty dla swoich dwoch studiujacych corek.
Gdy nie bylo pracy byla sytuacja stresowa, gdy bylo pracy za duzo tez  byla sytuacja stresowa. Kierownictwo, zwlaszcza jedna kierowniczka, ktora opiekowala sie samymi facetami byla bardzo w porzadku. Glowniejsza kierowniczka tez bez zarzutu. Zorganizowane to bylo i jakos to ciagnelo.
Jesli bylo i duzo zalogi stalej i zalogi pracujacej normalnie rodzily sie zgrzyty w postaci Pierdoleni cudzoziemcy! i powtarzane bylo to na kazdym kroku z 10 razy. Slowem bardzo nas lubili, ... z daleka.
Praca to takze przerwy na ...lunch. Byla to godzinna przerwa pomiedzy 2 a 3 w nocy. Kantyna usytuowana byla nad hala. Obok kantyny z zarciem i sala do zarcia byla sala telewizyjna. Tam trzeba bylo sobie przyciagnac dwa krzesla i spac na nich. Uprzednio pozerajac swa porcje frytek, zapijajac to mlekiem, potem paczka octwych chrupek i konczac to batonikiem plus slodkim napojem.
co jest najwazniejsze i celebrowane zawsze przed przejsciem do jedzenia to... zdjecie butow.
Najwazniejszy telewizor i tam dokonczylam Szczeki, co nigdy nie doszlam do konca.  I tak co druga noc te Szczeki. Z Bogiem sprawa jak Szczeki. Byly tez inne gowna nie do ogladania po prostu.
Teraz moge juz bez przeszkod dostac prace w mapach googla lub wprowadzaniu kodow pocztowych do GPS-a.
Co do samych listow. Od poczatku pracy znalazlysmy swa poczte a mianowicie kartke swiateczna z zawaidomieniem, ze Poczta nas bardzo chetnie wita w swych szeregach. Dziwili sie temu pracownicy pracujacy tam, ze nigdy nie spotkanli sie z listami zaadresowanymi na nich samych. Najlepsze to to, ze znalazlysmy tez przesylki do swoich Dzieci.
Do Polakow listy z Prokuratury i Sadow-Alimentacyjnych? Paczki starannie zaadresowane. Opakowane. Pismo kaligraficzne. Widac, ze to matki pisaly. Wszystkie roczniki starszawe maja taki sam styl pisma. Na pewno lekarstwa i lachotki. Juz ciocia to wie.
Najgorsze byly listy do wiezienia tutejszego. Widac bylo, ze pisaly dzieci. Adres-do tatusia i malunki-chmurki, kwiatki? Bylo to straszne smutne!
Najwiecej zagadek bylo w adresach- Do Dziadziusia na przeciwko Szpitala. Lub wyznania Do najlepszego kumpla w okolicy.
Koniec roku byl niesamowicie bogaty w przezycia i prace. We Dworze- wierzcie mi docenilam siedzenie- odpoczywalam! Nie moglam sie doczekac swojej normalnej muzyki i spokojnego siedzenia tylko mi produkcja strasznie spadla. Z wiadomych przyczyn. Nawet nie pamietam kiedy to zlecialo. Wieczne pracowanie. Pamietam tylko swoje urodziny. Bez spania zrobilysmy zakupy. Nawet sily na alkohol nie bylo. Potem tak do swiat. A te pamietam umeczone, z wyciagnietym jezorem przetrwane bo w chorobie i dochodzeniu do siebie. Ciagniecie sie z kata w kat. Mialam pozamawiane rzeczy z polskiego sklepu trzeba bylo odebrac i narobic zarcia. Wypozyczylysmy samochod. Bo stac nas bylo i nie czarujmy sie w goroaczce i w tej aurze prosic sie kogos o przysluge? No kogo nawet? Drugi dzien Swiat byly Kolezanka Od Kieliszka Wraz Swa Zona i pamietam, ze siedzialam przy Instytucji Zony a potem juz czarna dziura. Slowem juz ekonomicznie to wyglada. Spozycie alkoholu na ciocina glowe.
 I tak pomiedzy oglupiajaca praca, przerwami i jeszcze glupszawymi sytuacjami minely te tygodnie zapierdalania. Najlepsze byly te pytania- jak to pracujecie w dzien? ano tak- pracujemy i mamy sie niezle. I to stare jestesmy a oni mlodzi. Dzisas a przypomne sobie te wypady dzien i noc, impreza, i praca i sie chcialo? Czy warto bylo? Tak. Doswiadczenie i przezycie niezapomniane.
Najgorsze bylo tlumaczenie ludziom by nie dzwonili i nawet nie dam rady podniesc sie w czas wolny. Najgorsza byla kolezanka Instytucji Zony zwana Yoda. Ta nie przyjmowala do wiadomosci i trzeba byla ja przenosic. Czytaj wyrzucac jej balagan od lat 80 ubieglego wieku az do dzis. Zwlaszcza ze postep technologiczny poszedl w gore a byly maz byl elektonikiem. Wiec te komputery, te dyski te uklady, milony dyskow, kasetek, dysietek, szafek, fiszek, ksiazek, przepisow, 4 klasery wycinkow o Ksieznej Dajanie, wiankow, rzezb, ram, rukarek wielkosci szafy i desek chyba na stodole, rejestrow tak ze 7 razy kursowac w te i wete na druga storne ulicy do kosza. To bylo raz i szczerze napierdolone nie chcialysmy juz drugi raz pomagac. Jednak drugi raz juz nie mialysmy sily ani jesc ani zyc. Druga sprawa, ze kolezanka juz zyla w takim kurwa messie, ze balam sie tam by niczego sie nie dotykac bo mi szczury po raczkach przeleca. Kobieta z depresja jest zdolna do wszystkiego. Do pryzmy ubran. Do gromadzenia lakierow do paznokci slowem do wszystkiego. Cala lazienka usiana byla bzdurami, rzeczami a krawedzie wanny upstrzone byly niczym plotek w polu szamponami, piankami i innym badziewiem. Wierzcie mi wiekszego  rozpizdzielu ciocia w zyciu nie widziala!!!!
Kolezanka ta wynosila sie i pakowala 3 miesiace podczas gdy mamy na to z reguly dwa dni na spakowanie i rozpakowanie dobytku nie mowiac o posprzataniu starego i nowego mieszkania. Wie ciocia bo juz tu 7 razy sie przenosila.
Na marginesie. Dzis trwa wyjasnienie, ze Kolezanka chce u cioci sie zatrzymac w najblizszym czasie? Podstep Instytucja Zony wymyslila, ze oglosimy na fejsie, ze rodzina do nas zmierza i caly dom bedzie zajety. Nie wiem czy to pomoze? Jesli nie- ratujcie mnie!
Kurwa zeby byc zagrozonym we wlasnym mieszkaniu???
I tak na koniec w sprawie poczty.
Jak mozna sobie nie zdawac sprawy, ze juz sie sly nie ma. Slowem jesli sie tego nie przezylo to sie tego wiedziec nie bedzie.